W III RP okazało się z kolei, że wolny rynek był przykrywką dla mafijno-politycznych układów, budowanych przez uwłaszczoną nomenklaturę. Kapitalizm po polsku wcale nie stworzył powszechnej równości możliwości, co najlepiej pokazały kariery resortowych dzieci. Od 1989 r. słyszeliśmy też sporo o tolerancji i pluralizmie, lecz z dekady na dekadę te hasła mutowały w pałki, którymi lewicowo-liberalne elity coraz chętniej okładały inaczej myślących. Dziś, gdy spotykam ludzi, którzy zaufali Donaldowi Tuskowi, widzę, że albo są straszliwie rozgoryczeni i nerwowo zmieniają temat z polityki na pogodę, albo zacięli się w swojej nienawiści do każdego, kto stawia im niewygodne pytania. Rozumiem, że PRL się nie udała – zbyt wiele ciążyło na niej kłamstw i zbrodni założycielskich. Z kolei naszym „Europejczykom z polskimi dowodami osobistymi” w kilka dekad udało się roztrwonić społeczne zaufanie do demokracji liberalnej. I dlatego coraz częściej sięgają po restrykcyjne prawo.