Garść najważniejszych danych z polskiej gospodarki można sypać jak piach w oczy. „Zamówienia w przemyśle zaliczyły ostry spadek” – podaje branżowy portal WNP.pl. Nie ma w tym cienia przesady. Pod koniec stycznia Główny Urząd Statystyczny podał, że nowe zamówienia w przemyśle w grudniu 2025 rok do roku spadły o 30,6 proc. W ujęciu miesięcznym zamówienia spadły o 19,6 proc. To istotny wskaźnik: pokazuje rozwój lub spadek popytu na wyroby i usługi. Tak mocne tąpnięcie na początku roku nie wróży dobrze na nadchodzący czas. Szczególnie że wciąż spada zatrudnienie. GUS podał właśnie, iż stopa bezrobocia w grudniu 2025 roku wyniosła 5,7 proc., wobec 5,6 proc. miesiąc wcześniej. To stały trend, który najlepiej nazwać pełzającym wzrostem bezrobocia. Różnice widać lepiej, gdy spojrzymy na sytuację w poprzednich latach. W grudniu 2023 roku i 2024 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła 5,1 proc.
Ekonomiści ostrzegają
Rządowa propaganda mimo to chwali się sukcesami 20. gospodarki świata, na czele z prognozami dalszego wzrostu PKB, co przekłada się na pozytywne nastroje wśród części biznesu, ale nawet przychylnym obecnej władzy mediom zdarza się gasić entuzjazm. Business Insider podaje: „Analitycy ostrzegają przed euforią i przyznają, że w danych trudno znaleźć uzasadnienie dla rosnącego optymizmu przedsiębiorców” (materiał z 29 stycznia 2026 roku). Skąd takie nastawienie ekonomistów? Eksperci podają, że w styczniowym badaniu GUS przewaga negatywnych opinii na temat stanu finansów firm nad pozytywnymi wzrosła z blisko minus 9,9 pkt w grudniu 2025 roku do około minus 11,5 pkt! A zajmujące się badaniami koniunktur Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych komentuje sytuację bez ogródek:
Łatwo wyjaśnić powody, dla których mainstream próbuje jak najdrobniejszym drukiem podawać złe wiadomości dotyczące kwestii społeczno-gospodarczych. O wiele bardziej interesujące są przebicia w systemie. Niedawno w tygodniku „Newsweek” ukazał się tekst poświęcony kłopotom rodzimej klasy średniej. Zostawmy na moment rozważania, czym właściwie w Polsce jest ten społeczny byt – fikcją i faktem. Uchylę jedynie rąbka tajemnicy: wkrótce przeczytają Państwo na ten temat wywiad w „Nowym Państwie” w ramach cyklu „Przysposobienie obronne”.
„Klasa średnia tonie”
Interesujące, że „Newsweek” lamentuje wniebogłosy: „Klasa średnia tonie. »Trzy lata temu czułem, że mogę wszystko, a teraz...«”. Bohaterami tekstu są anonimowi niestety ludzie, którzy jeszcze niedawno czuli, że za duży paluch u stopy chwycili Pana Boga (czy w co tam wierzy wielkomiejska klasa średnia), a teraz „szorują po dnie”. Ton całości dobrze oddaje wyimek:
Nie sposób uciec od złośliwego spostrzeżenia, że po drodze w życiu „Baśki” jedna sprawa zmieniła się zdecydowanie na lepsze: władzę straciło paskudne Prawo i Sprawiedliwość, powróciła partia Donalda Tuska, czyli koalicja społeczno-gospodarczych szkodników i beztalenci, którzy od dwóch lat obcinają kupony, otwierając PiS-owskie inwestycje. Albo próbując je utopić w morzu własnej nieudolności i nieciekawych zależności. Dziwnym trafem to wszystko zbiegło się z dużymi kłopotami finansowymi „Baśki” i innych postaci z tekstu „Newsweeka”. A wiele wskazuje na to, że będzie jeszcze gorzej. Płace praktycznie stanęły w miejscu, hamowane również decyzjami politycznymi, wzrost bezrobocia uderza nie tylko w mniej zamożnych, ale i w młodych wykształconych z wielkich miast, o czym niedawno pisałem na łamach „Gazety Polskiej” („Tusk kontra młodzi bezrobotni. Władzę czeka zimny prysznic”, nr 04 z 21 stycznia 2026 roku).
Kartonowa Polska Tuska szybko blaknie
Jest już jasne, że ekonomiczna dekoniunktura źle się skończy nie tylko dla wiejskiego i małomiasteczkowego elektoratu, którego tak nie znoszą czytelnicy liberalno-lewicowych tygodników. Bardzo boleśnie po głowie dostaną milusińscy Donalda Tuska, którzy kompletnie zapomnieli, dlaczego oni sami i ich rodzice dekadę temu mieli szczerze dość „zielonej wyspy”. Bo klasa średnia po polsku – wbrew popularnemu mitowi – wcale nie zależy od wolnego rynku. W znacznej mierze funkcjonuje dzięki najliczniejszym formom współpracy między publicznymi a prywatnymi podmiotami. Administracja publiczna wyższych szczebli, menedżerowie w firmach z państwowymi kontraktami i dużymi ulgami dla biznesu, beneficjenci prywatnej ochrony zdrowia, którzy zapomnieli, że działa ona na fundamencie publicznego systemu i często z jego mocnym finansowaniem, politycznie umocowane tłuste koty korzystające z Krajowego Programu Odbudowy – istny korowód postaci, które mniej zamożnych od siebie mają za roszczeniowców i pasożytów, choć tak naprawdę nigdy nawet nie przechodziły obok wolnego rynku. A z pewnością znacznie rzadziej niż ci, którzy musieli wyjeżdżać przez dekady z małych miejscowości i w kraju i za granicą zaczynać wszystko od zera.
To wszystko ma jeszcze jeden, polityczny smaczek. Totalna niemal fasadowość polityki gospodarczej rządu. Ministerstwo Przemysłu, którego siedzibą były Katowice, okazało się wydmuszką, PR-owym zagraniem, doskonale wpisującym się w strategię Donalda Tuska: państwo z kartonu, byle kolorowe (choć barwy szybko blakną); państwo zarządzane przez media społecznościowe, byle to budziło emocje wyborców; państwo coraz mniej sprawne, za to umiejętnie przekupujące liberalno-lewicowe opiniotwórcze elity. Produkcja przemysłowa? Niech spada! Bezrobocie? Może rosnąć! Ochrona zdrowia?
Niech się zwija! Demografia? Na SOR też można rodzić (albo umrzeć)! Inwestycje? Co się nie spieprzy po poprzednikach, to się otworzy! Byle tylko lewicowo-liberalny elektorat, lamentując, że właśnie mu się pogarsza stopa życiowa, nie spostrzegł, że może to mieć pewien związek z tym, kto obecnie sprawuje w Polsce władzę. Jak długo może działać taka strategia? Być może 2026 rok będzie przełomowy. Niestety, za cenę naprawdę zimnego prysznica dla Polski.
Już jutro nowy numer @GPtygodnik Polska z wyjątkową naklejką „Zakochaj się w Polsce” 🇵🇱
— Nowe Państwo (@NowePanstwo) February 10, 2026
♥️Miłość do Polski wyraża się w pamięci, dumie i symbolach, które mają znaczenie 🇵🇱#NowePaństwo⁰#GazetaPolska⁰#ZakochajsięwPolsce pic.twitter.com/sRkKkHm242