Żurku, zamknij olewaczy!
Na pochyłe drzewo każda koza skacze. Wymyślone przeze mnie hasło „Nie bać Tuska” realizowane jest dziś z nawiązką, a mianowicie wszyscy Tuska… olewają.
Na pochyłe drzewo każda koza skacze. Wymyślone przeze mnie hasło „Nie bać Tuska” realizowane jest dziś z nawiązką, a mianowicie wszyscy Tuska… olewają.
W roku 80. rocznicy powstania Lechii Gdańsk od początku sezonu dzieje się bardzo dużo. Rozpoczęliśmy świętowanie mszą św. w bazylice św. Brygidy w Gdańsku, później miała miejsce historyczna wizyta na stadionie i w młynie prezydenta RP Karola Nawrockiego podczas meczu z Motorem Lublin, przy okazji Jarmarku Dominikańskiego otwarto wystawę plenerową poświęconą historii klubu i jego kibiców. Finalizowane są kolejne projekty, w tym wyjątkowy album prezentujący historię dumy Trójmiasta, najważniejsze momenty w historii klubu i postaci z trybun, które tworzyły biało-zieloną rodzinę. Większość tych wydarzeń jest organizowana przez kibiców gdańskiej drużyny.
Ludzie sporo mogą wybaczyć – mowę nienawiści w mediach, nadużywanie władzy, ale skoku na kasę nie wybaczą nigdy.
Media donoszą, że najważniejsi urzędnicy rządowi dołączą do grona polityków, którzy mają do dyspozycji mieszkania na koszt podatnika. Tak wynika z projektu rozporządzenia, nad którym pracuje obecnie KPRM.
Nie wiemy ciągle, czym była akcja rosyjskiego drona, który eksplodował 80 km od Warszawy. W ciągu niespełna 20 minut mógł niezauważony dotrzeć do magazynów saletry w Puławach, rozdzielni prądu w Starej Miłosnej, która zasila Warszawę, eksperymentalnego reaktora jądrowego pod stolicą. Mógł zrobić wszystko, ponieważ nasza obrona przeciwlotnicza go po prostu nie zauważyła.
Jak się okazało, Rosjanie wystrzelili w nas shaheda. Niestety nasza obrona przeciwlotnicza praktycznie nie istnieje. Jest to już kolejny atak, który wchodzi w polską przestrzeń powietrzną niezauważony – po rakiecie pod Bydgoszczą, ukraińskim pocisku, który zabił dwie osoby, czy białoruskim helikopterze.
Dzień po dniu Donald Tusk trwoni swój kapitał osobowościowy, bo ludzie coraz częściej widzą jego zagubienie i słabość.
Wraca dyskusja nad pensum nauczycieli.
Wczoraj w miejscowości Osiny coś spadło na pole kukurydzy.
Wicepremier Krzysztof Gawkowski specjalnie przerwał zagraniczny urlop tylko po to, by przyjechać na posiedzenie rządu i dowiedzieć się, że wcale nie musiał się na nie fatygować. Nie musiał, ponieważ zjawił się na nim nieoczekiwanie Władysław Kosiniak-Kamysz, również wicepremier, który poprowadził obrady pod nieobecność premiera Donalda Tuska. Jeszcze dzień wcześniej mówiło się, że szefa ludowców nie ma na miejscu, więc jeśli Gawkowski się nie zjawi, nie będzie komu pokierować Radą Ministrów. Tym samym dowiedzieliśmy się, że poziom komunikacji w rządzie jest już tak fatalny, że wicepremierzy nie są w stanie ustalić między sobą, który zastępuje premiera.
„Źle się dzieje w państwie duńskim” – to cytat z szekspirowskiego „Hamleta”.
Donald Tusk przechwala się swoimi kontaktami z europejskimi politykami w ramach tzw. koalicji chętnych. Kiedy jednak „koalicja chętnych” została zabrana przez prezydenta Ukrainy na spotkanie z prezydentem USA, to Tuska w Waszyngtonie zabrakło. Dlaczego? Odpowiedź jest oczywista, ale większość komentatorów udaje, że jej nie widzi.
Kolejny tydzień opinię publiczną bulwersują skandale w Instytucie Pileckiego. Rozgrywająca się wokół niego historia ma dwa wymiary.
Zamiłowanie marszałka Józefa Piłsudskiego do pasjansa mylnie łączono z wróżbiarstwem. Układanie kart przy herbacie w jego przypadku można interpretować raczej jako ćwiczenie strategicznej cierpliwości – cnoty, której często brakuje nawet bardzo utalentowanym politykom.
Polska jest najbardziej proamerykańskim krajem w Europie i największą przeszkodą do wbicia klina pomiędzy Brukselę a Waszyngton. Znane jest znaczenie Warszawy jako lidera wschodniej flanki NATO, pomostu dla ukraińskiej obrony i hubu bezpieczeństwa dla państw bałtyckich.
Waldemar Żurek w normalnie funkcjonującej demokracji nigdy nie objąłby funkcji ministra sprawiedliwości. Powody są oczywiste – mimo że jest prawnikiem i byłym sędzią, kompletnie nie rozumie, czym jest wymiar sprawiedliwości, dlaczego jest kiepsko oceniany przez społeczeństwo – i to nie teraz, a od wielu lat, jeszcze przed 2015 r.
Temat szczytu na Alasce i rozmowy Donalda Trumpa z Władimirem Putinem, wiadomo jak zakończone, zdominował w ostatnich dniach światowe media, przez co uwadze umknęły doniesienia z Białorusi odnośnie do zbliżających się wielkimi krokami manewrów Zapad-2025 planowanych na wrzesień.
Dwóch dżentelmenów opartych o murek kościoła pod Janowem Lubelskim dyskutuje o ostatnich wydarzeniach. Ten odziany w skóry, który zsiadł z motocykla, rozważa dziwną zmienność losu: „... i tak go, panie, poniewierali, błotem obrzucali – i, patrz pan, został prezydentem!”. Wąsaty jegomość w kapeluszu uśmiecha się zamyślony, jakby słuchał jakiejś przypowieści. Scena niczym kadr z filmu. Ale to nie film.