Lekcja historii
21 września w gmachu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów miała miejsce promocja monumentalnego leksykonu „Premierzy i ministrowie Rzeczypospolitej Polskiej 1918−1939” wydanego przez Instytut De Republica.
21 września w gmachu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów miała miejsce promocja monumentalnego leksykonu „Premierzy i ministrowie Rzeczypospolitej Polskiej 1918−1939” wydanego przez Instytut De Republica.
Vilfredo Pareto, włoski myśliciel polityczny, twierdził, że wszystkich polityków można podzielić na lwy i lisy. Nawiązywał do „Księcia” Nicola Machiavellego i jego słów o tym, że idealny władca powinien być i lwem, i lisem, kiedy trzeba. W praktyce jest jednak zwykle albo tym, albo tamtym.
W USA nasza dyplomacja nie ma łatwo, zawsze bowiem szklanka wzajemnego zrozumienia jest tylko do połowy pełna. Demokraci rozumieją nasz strach przed Rosją i są gotowi pomagać Ukrainie, ale już patrząc na Zachód, każą się krajom naszego regionu po prostu słuchać Berlina. Prodemokratyczni publicyści mają fioła na punkcie niemieckiego progresywizmu do tego stopnia, że potrafili pisać, iż Angela Merkel przewodzi wolnemu światu.
Małżeństwo liberalizmu z demokracją historycznie było związkiem z rozsądku. Współcześnie zaś nawet trwający w demokratycznym stadle liberałowie miewają zamordystyczne miłostki. Im dalej od zachodnich metropolii, tym liberalizm ma silniejszą tendencję, by wspierać rządy opresyjne, z którymi łatwo się robi interesy, a równocześnie niechętnym okiem patrzy na rozpolitykowane, bywa, że skorumpowane, demokracje.
Jeremy Corbyn, lider brytyjskiej Partii Pracy, to polityk nietuzinkowy. Na niedawnej konwencji partyjnej, korzystając ze słabości rządu Theresy May, Corbyn wyłożył swój program. Pod wieloma jego elementami (np. wzmocnieniem państwa, powstrzymaniem prywatyzacji usług publicznych i opieką nad najbardziej potrzebującymi) podpisałby się zapewne i polski rząd. Powinno nam też zależeć, tak jak Corbynowi, na miękkim brexicie i na walce z ksenofobią, której ofiarą na Wyspach często padają nasi rodacy. Ale już ostra krytyka USA oraz ataki pod adresem Węgier i Izraela to jednak pewne sygnały ostrzegawcze.
Agencja indeksowa FTSE Russell oficjalnie uznała Polskę za rynek rozwinięty. To doskonale tłumaczy, dlaczego nadal musimy prowadzić ambitną politykę zagraniczną. Zwłaszcza jeśli zestawić to z faktem, że od trzech lat mamy pozytywny bilans handlowy – jesteśmy więc przede wszystkim eksporterem.
Nasi zachodni sąsiedzi bardzo uważnie przyglądają się rozwojowi projektu Trójmorza oraz wizycie prezydenta Dudy w Waszyngtonie. Jest już dla nich jasne, że rząd w Warszawie nie podziela entuzjazmu szefa niemieckiego MSZ Heiko Maasa w budowaniu europejskiej przeciwwagi dla USA. Nawet polska opozycja w tej sprawie nabrała wody w usta.
Ekstradycja do Polski Dariusza Przywieczerskiego, jednego z domniemanych mózgów afery FOZZ, była procesem długim i żmudnym. Opłaciła się jednak. I to nie tylko w zakresie dochodzenia prawdy (choćby i po latach). To, że Przywieczerski właśnie kwateruje w przytulnej celi przy ul. Kłobuckiej w Warszawie, to najlepszy dowód zaufania, jakim władze USA obdarzyły polski wymiar sprawiedliwości.
O tym, że w Niemczech rosną nastroje radykalne i że sprzyja temu kryzys migracyjny, wiadomo było od dawna. Zamieszki w Chemnitz po śmierci 35-letniego Niemca, którego mieli zasztyletować uchodźcy, pokazały jednak coś jeszcze. Kiedy oczy mediów skupiły się na wschodnioniemieckim mieście, jasne stało się, że z integracją byłego NRD poszło coś nie tak.
Zmarły senator John McCain był postacią barwną, a politycznie nie zawsze umiał grać w drużynie. Najlepszym epitafium, jakie można mu wystawić, jest zaś stwierdzenie, że prawdopodobnie, gdyby w 2008 r. wygrał z Barackiem Obamą, to jego prezydentura byłaby lepsza dla USA i świata.
„Mówiąc w skrócie: widzimy teraz ten spór jako istniejący między USA a Niemcami”. Tak minister Jacek Czaputowicz skomentował kwestię budowy drugiej nitki gazociągu Nord Stream podczas niedawnej wizyty szefa niemieckiej dyplomacji Heiko Maasa. Istotnie, Polska wraz z innymi krajami regionu powiedziała o Nord Streamie 2 i współpracy z Rosją już wszystko, co mogła, a Niemcy te głosy zignorowały.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow sugeruje, że Putin i Merkel porozumieli się co do tego, jak „bronić” Nord Streamu 2 przed amerykańskimi sankcjami. Niemieckie gazety podchodzą do tej deklaracji z dystansem, ale ją cytują. Dementi brak.
Odejście Mesuta Özila z reprezentacji Niemiec poważnie uderza w dotychczasową wizję niemieckiego społeczeństwa. Urodzony w Zagłębiu Ruhry Özil wcale nie jest ani fundamentalistą religijnym, ani zagorzałym zwolennikiem prezydenta Erdoğana. Jest raczej kimś, kto chciał być Niemcem z „ale”.
Donald Trump może szokować stylem, lecz to, co mówi, nie zapowiada zwrotu w polityce zagranicznej USA. Trump, podobnie jak jego poprzednik, chce, aby sojusznicy USA w Europie Zachodniej zwiększali wydatki na obronność i aby Europa popierała swoje bezpieczeństwo energetyczne.
To znany scenariusz. Pracujemy z kimś, kto bardzo nas nie lubi. My staramy się to zmienić i narzucamy się z dowodami życzliwości. Ostateczny efekt jest zaś dokładnie odwrotny do zamierzonego, bo nasze wysiłki traktowane są jako oznaka agresji albo intryganctwa.
Do Warszawy docierają z Waszyngtonu dwuznaczne pogłoski. Prezydent Trump nie wykluczył zaakceptowania aneksji Krymu, a potem do tych deklaracji zdystansował się jego własny rzecznik. „Washington Post” napisał zaś o możliwym przeniesieniu części amerykańskich baz z Niemiec do Polski.
Donald Trump to najbardziej proizraelski prezydent USA od czasów Harry’ego Trumana, który 70 lat temu pomógł państwu żydowskiemu powstać. Obecny gospodarz Białego Domu nie tylko przeniósł ambasadę USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, lecz również wyprowadził Stany Zjednoczone z Rady Praw Człowieka ONZ, piętnując oficjalnie uprzedzenia tego ciała do Izraela. Nie są to zarzuty bezpodstawne.
Wywiad, którego prawicowemu portalowi Breitbart London udzielił nowy ambasador Stanów Zjednoczonych w Berlinie Richard Grenell, wywołał burzę. Polityków niemieckich zirytowało to, że ambasador chce „wzmacniać konserwatystów w Europie” oraz że uważa, iż „elity polityczne nie mogą przed wyborami decydować o tym, kto je wygra”. Rząd Federalny Niemiec zażądał oficjalnych wyjaśnień, a Martin Schulz (SPD) uznał, że Grenell wypowiada się jak „prawicowy ekstremista i kolonialny oficer”.
Spot, w którym Jarosław Kaczyński mówi niemieckiemu dyplomacie, że „te zwyczaje się skończyły”, mając na myśli dyspozycyjność Donalda Tuska, bije rekordy popularności. Skąd się wzięła tak mocna reakcja? - pyta w felietonie dla "Gazety Polskiej Codziennie" dr Michał Kuź.