Liberałom wolno więcej?
Część liberałów kryzys ich obozu ideologicznego przypisuje niemal metafizycznemu złu, jakim jest ponoć populizm. Myślę raczej, że żyjemy w czasach, w których łatwiej jest wydobyć na światło dzienne rozmaite nadużycia.
Część liberałów kryzys ich obozu ideologicznego przypisuje niemal metafizycznemu złu, jakim jest ponoć populizm. Myślę raczej, że żyjemy w czasach, w których łatwiej jest wydobyć na światło dzienne rozmaite nadużycia.
Miała być polityka miłości i pojednanie, co jest, „każden widzi”. Co ciekawe, Donald Tusk wśród znawców polskiej polityki uchodził zawsze za polityka zachowawczego, by nie powiedzieć: leniwego. Teraz wykazuje się zaś aż nadmiarem energii. Jak to możliwe – czy osobowość dojrzałego mężczyzny może się aż tak zmienić?
Dwie grudniowe przemowy obrazują dwie Polski: z jednej strony wykład prof. Andrzeja Nowaka, wygłoszony podczas Dnia Patrioty (9 grudnia), z drugiej konferencja prasowa Donalda Tuska z 27 grudnia. Prof. Nowak wyszedł od znanego cytatu z wykładów Mickiewicza, mówił o tych, którzy „usiłują oczernić dzieje, obyczaje Polski, zniesławić charakter narodowy, ażeby tylko uniknąć prześladowania…, ażeby pozyskać łaski ciemiężców”.
Mało kto przewidział to, co się teraz dzieje w polskiej polityce. Najbliższy prawdy był zdecydowanie prof. Klaus Bachmann, mieszkający w Polsce niemiecki dziennikarz i politolog.
Kiedy poprzedni polski rząd stawiano pod unijnym pręgierzem, słyszeliśmy zwykle, że chodzi o wspólne standardy, które dotyczą wszystkich. Teraz powinna się więc chyba odbyć w europarlamencie poważna debata na temat stanu demokracji w Niemczech.
Premier Donald Tusk może coś w Brukseli ugrać. Nie będzie to raczej wiele. Jakieś sumy z należnych nam funduszy KPO jednak dostaniemy. Berlinowi i Brukseli zależy bowiem bardzo, by rząd Tuska nie stracił poparcia.
Progresywni komentatorzy jeszcze niedawno prześcigali się w podkreślaniu, jak ważne są wybory w Polsce dla przyszłości kontynentu lub wręcz całego świata. Nicholas Lokker z „Foreign Policy” stwierdził np., że od tej politycznej batalii zależy przyszłość integracji europejskiej. Cóż, fortuna bywa złośliwa. Wygląda bowiem na to, że już za rok, dwa, zamiast być początkiem dobrej passy, Donald Tusk może stać się żywym reliktem mijającej epoki.
Debata o reformie Unii Europejskiej rozgorzała na dobre. „Czy suwerenność jest wartością samą w sobie?”, „W globalnej grze będą się liczyć tylko duzi i silni” – te i podobne argumenty coraz częściej słychać w debacie publicznej.
Rzucenie Polsce 5 mld euro z KPO przez Komisję Europejską zaraz po sformowaniu koalicji z Donaldem Tuskiem na czele, ale przed podjęciem przez nowy rząd jakichkolwiek działań, to podwójne upokorzenie. Polskę upokarza oczywiste potraktowanie jako kolonii, której płaci się stosunkowo drobną kwotę za dobre głosowanie. Unię Europejską upokarza zaś, i to chyba nawet jeszcze bardziej, porzucenie wszelkich pozorów wewnętrznej praworządności.
Mamy nową koalicję i ma ona nawet swoją umowę. Jej treść z jednej strony pognębia lewicę ideową, a z drugiej dowartościowuje postkomunistyczną. Stąd rotacja urzędu marszałka, który od listopada 2025 r. ma objąć po Szymonie Hołowni Włodzimierz Czarzasty.
Polska nie jest mocarstwem. Jej obszar suwerenności jest więc relatywny i zależy od równowagi sił między większymi graczami mającymi wpływy w regionie. Niestety już od jakiegoś czasu ta równowaga sił jest zaburzona, co stwarza dla polskiej suwerenności zagrożenie. Przetrwanie okresu niemieckiej dyplomatycznej i wewnątrzunijnej ofensywy będzie kluczowe dla dalszego biegu wypadków.
Prezydent Andrzej Duda powierzył misję stworzenia rządu urzędującemu premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Misja ta nie ma wielkich szans. PiS popełniło niemało błędów i być może partia zasłużyła na polityczną karę, być może premierem powinien być nawet ktoś z innego ugrupowania.
„Mów łagodnie i miej przy sobie gruby kij, a zajdziesz daleko” – mawiał 26. prezydent USA Theodore Roosevelt. Problem z polityką zagraniczną Unii Europejskiej jest jednak taki, że kije są bardzo cienkie, a marchewki palcem na wodzie pisane. Na przykład teraz Ursula von der Leyen chce zalać pieniędzmi Bałkany Zachodnie w nadziei na to, że zażegna to konflikt o Kosowo.
Szekspirowski „Król Lear” ma potężne przesłanie polityczne. Dramat ten mówi o tym, jak piękne słowa, coś, co nazywa się dziś „soft power”, przesłonić potrafią trzeźwy osąd. To bowiem dzięki „soft power” dwie starsze córki Leara – Goneril oraz Regana – zdobywają zaufanie staruszka i wkrótce się od niego odwracają. T
PiS musi przemyśleć swoją strategię. Trzecia Droga ewidentnie zabrała mu kluczowych wyborców centrowych. Poza własną inwencją partia Jarosława Kaczyńskiego może jednak liczyć w próbach odzyskania władzy na trzech poważnych sojuszników.
Władimir Putin nie ukrywa swoich kalkulacji, zresztą nigdy tego specjalnie nie robił. Na spotkaniu Klubu Wałdajskiego wyjawił niedawno, że liczy na przyjaciół w Niemczech i Polsce. Myślę, że liczy też na pożytecznych idiotów w USA.
Niemcy odzyskują wpływy w Europie Środkowo-Wschodniej. Robią to jednak mniej jak Prusy, a nieco bardziej jak Austro-Węgry. Podobnie jak w przypadku Habsburgów niemiecki pomysł na region zaczyna się opierać na umiejętnym rozgrywaniu przeciw sobie małych nacjonalizmów, rozbijaniu koalicji oraz dyskretnym, ale stanowczym wyznaczaniu ogólnych kierunków geopolitycznych.
21 września w gmachu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów miała miejsce promocja monumentalnego leksykonu „Premierzy i ministrowie Rzeczypospolitej Polskiej 1918−1939” wydanego przez Instytut De Republica.
"Problemem rządu Donalda Tuska jest to, że stosuje niemieckie rozwiązania, które nie działają, również w samych Niemczech. Implementuje je zaś ewidentnie – od gospodarki po politykę. Typowym przykładem gospodarczym jest rozprawienie się z atomem rękami lokalnych władz i aktywistów" - pisze Michał Kuź w najnowszym numerze "Gazety Polskiej Codziennie".