Koniec polityki weimarskiej
O dyplomatycznej klapie, jaką skończyła się wizyta Olafa Scholza w Warszawie, mówi się teraz bardzo dużo. W odróżnieniu od innych krytyków nie czuję się jednak specjalnie zawiedziony w kwestii samych reparacji.
O dyplomatycznej klapie, jaką skończyła się wizyta Olafa Scholza w Warszawie, mówi się teraz bardzo dużo. W odróżnieniu od innych krytyków nie czuję się jednak specjalnie zawiedziony w kwestii samych reparacji.
Pamiętam utyskiwania polityków PO z lat 2015–2023, że PiS nie ma wyborców, tylko wyznawców. Teraz role się odwróciły. Partia Donalda Tuska odrobiła lekcję z mediów społecznościowych, antyelitarnego populizmu i szczucia na „tłuste koty”. Dziś to ona ma prawdziwych „silnych razem”, czyli fanatyków. Ludzi, którzy płacą z ochotą horrendalną cenę za swoją fałszywą świadomość klasową.
Polityka tego rządu to wypisz wymaluj „saska”, w której „Polska nierządem stoi”. Jej zasada to bezkrytyczne żyrowanie politycznych i gospodarczych planów Berlina, bez jakichkolwiek nowych gwarancji z jego strony.
Chadecy trzymają się mocno, wraz z socjalistami i liberałami powinni teoretycznie wybrać znów Ursulę von der Leyen na przewodniczącą Komisji Europejskiej. Nie musi jednak wcale być tak łatwo. Liberałowie (ALDE) chcą daleko idących zmian, rozwadniających Europejski Zielony Ład. Chadecy (EPP) nie mówią „nie”. Wyjście naprzeciw tym postulatom zapowiedział już Manfred Weber.
W polityce nikt nie mówi całej prawdy. Często zapominamy jednak, że wierutne kłamstwo ma dość krótkie nogi, a poważny polityk musi być długodystansowcem.
Jest taki dowcip, że to, iż polityk kłamie, poznać można po tym, że porusza ustami. Nie jest to na pewno prawda we wszystkich przypadkach. Kiedy jednak urzędujący premier powiedział, że komisja badająca rosyjskie wpływy nie będzie spektaklem politycznym, jakoś miałem bardzo złe przeczucie.
Premier Robert Fico to absolutnie nie postać z mojej bajki. Dla Polaka szczególnie trudne jest zrozumienie jego optyki w kwestiach polityki wschodniej. Mimo to warto odnotować, że Fico bywa zaliczany do szerokiego nurtu tzw. populistów, razem z politykami takimi jak: Jarosław Kaczyński, Wiktor Orbán, Georgia Meloni czy Alice Weidel z niemieckiego AfD.
Odstąpienie od praworządnościowej procedury artykułu 7 przez Komisję Europejską to koniec pewnej epoki. Nikt już w strukturach UE nie zachowuje nawet pozorów prawno-instytucjonalnej bezstronności. To czysta polityka, bo mało, że w polskim prawie nie zmieniło się absolutnie nic, to jeszcze są nowe, poważne zastrzeżenia co do praworządności niektórych działań polskiego rządu.
Wpadłem niedawno na ciekawy artkuł na stronie „Deutsche Welle”. Dobrze obrazuje on niemiecki sposób myślenia o zielonej polityce i polityce zagranicznej.
Dobrze się stało, że USA wesprą wysiłek militarny Kijowa, podobnie zresztą jak Wielka Brytania. Polityka Władimira Putina nie pozostawia wyboru.
O polityce niemieckiej można dziś wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że jest bardziej proatlantycka. Skrajnie antyamerykańskie AfD i Ruch Sahry Wagenknecht rosną w siłę. W mainstreamowym SPD frakcja antyamerykańska ma się zaś wręcz doskonale. Dowodem są odznaczenia i dusery z okazji 80. urodzin Gerharda Schrödera
Swego czasu broniłem izraelskiej polityki w obszernym artykule w „Rzeczpospolitej” w listopadzie zeszłego roku. Pisałem wtedy, że nasza solidarność z ofiarami ataków Hamasu i zrozumienie dla motywów Izraela ma swoje źródło w chrześcijaństwie.
Terror, jaki stosuje obecny rząd wobec poprzedników, nie jest krwawy ani powszechny, ale niewątpliwie stanowi, realnie rzecz biorąc, główny punkt programu politycznego.
Kiedy pierwszy premier ChRL Zou Elai został w 1972 r. zapytany przez Richarda Nixona, jak ocenia skutki rewolucji francuskiej, odpowiedział: „Za mało czasu minęło. Trudno jeszcze oceniać”.
Za czasów Karola Wojtyły żyliśmy w Polsce wizją proroczego, jak się zdawało, wiersza Juliusza Słowackiego o „papieżu Słowianinie”.
Cały Berlin żyje tym, że rosyjski wywiad miał dostęp do nagrań rozmów wysoko postawionych niemieckich oficerów. Myślę jednak, że przeciek dotyczący afery był kontrolowany. Z ujawnionych informacji wynika bowiem głównie, że sytuacja na Ukrainie jest bardzo poważna.
Niemieckie elity bardzo nie lubią Donalda Trumpa. W swoim podejściu do Rosji popełniają jednak ten sam błąd, co on. Współczesne Niemcy mają tożsamość trakcyjno-handlową i na niej oparły swój sukces gospodarczy. Starsi niemieccy dyplomaci i politycy mieli może ciut szersze horyzonty.
Mamy porę roku, kiedy ciepła i słońca nie doświadczamy zbyt wiele, ale czuć już, że coś nowego jest w powietrzu. Pierwsze jaskółki wiosny nie czynią, ale zwiastują nadchodzącą zmianę. Podobnie w polityce, zwycięzca zwykle otrzymuje sondażowy bonus, tak jak Koalicja Obywatelska.
Odbudowa Trójkąta Weimarskiego to ciekawa idea. Sukces zależy jednak głównie od tego, jak do sprawy podejdzie Francja i na ile pozwoli nam Berlin. Dotychczas współpraca weimarska sprowadzała się do komunikowania przez stronę niemiecką swoich oczekiwań ekspertom i politykom z Polski oraz Francji.
W ostrej reakcji premiera Donalda Tuska na decyzję republikanów, by nie wspierać na razie dalszymi funduszami Ukrainy, jest jakiś element ulgi. Myślę, że podobnie patrzy na to Berlin.