Aktywność zawodowa i 500+
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że program Rodzina 500+ pozytywnie wpłynął na aktywność zawodową Polek i Polaków. W większym stopniu dotyczy to kobiet. Skąd bierze się to zjawisko?
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że program Rodzina 500+ pozytywnie wpłynął na aktywność zawodową Polek i Polaków. W większym stopniu dotyczy to kobiet. Skąd bierze się to zjawisko?
Między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem ubywa nas w świecie wirtualnym, przybywa – w realnym. To chyba jedna z najlepszych wiadomości dotyczących polskiego życia społecznego: gdy tylko mamy czas i okazję, urodzinniamy się z chęcią. Nawet jeśli grozi to przejedzeniem i jego niezbyt przyjemnymi następstwami.
Raz po raz przed Bożym Narodzeniem pojawia się ktoś, komu tęskno do czasów Dziadka Mroza. Żeby było, wicie rozumicie, absolutnie bez jakichkolwiek nawiązań do tradycji chrześcijańskiej. Żeby było „światopoglądowo neutralnie” i poprawnie politycznie. A betlejemski żłóbek? No niechże będzie, byle bez Świętej Rodziny.
Możemy napisać wiele o najnowszej nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, ale nie powinniśmy nadużywać cierpliwości czytelników. Prawda jest taka, że nie tak obóz rządzący i znaczna część jego elektoratu wyobrażali sobie przebieg prac wokół reformy sądownictwa. I nie takiego wyjścia z sytuacji się spodziewaliśmy. A to, co widzimy, to mówiąc starym językiem aluzji, „wycofanie na z góry upatrzone pozycje”.
Jeszcze dekadę temu na liberalnych salonach nie wypadało wspominać o imperialnej naturze Rosji, jak też krytykować już wówczas mocno nieświeżej tezy Francisa Fukuyamy o końcu historii. Szyderstwa ze słów Lecha Kaczyńskiego „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!” nie wynikały u liberalnego salonu z sympatii do Putina.
Sądząc z zamieszek w Paryżu, Francuzi nie czytają „Gazety Wyborczej”. Gdyby czytali, nie zachowywaliby się przecież gorzej niż jacyś Wschodnioeuropejczycy znad Wisły, na których wciąż kręcą nosem arbitrzy elegancji III RP.
Tuż po 11 listopada „Gazeta Wyborcza” wystrzeliła kolejną torpedę w stronę rządu. Przepraszam, tekst o byłym już szefie Komisji Nadzoru Finansowego Marku Chrzanowskim i Leszku Czarneckim, właścicielu Getin Noble Bank, miał być torpedą, a wyszedł kapiszon.
Nie ma wątpliwości – liberalnej i lewicowej opozycji zależy przede wszystkim na tym, żeby Święto Niepodległości odbiło się, niczym w krzywym zwierciadle, jak najbardziej niekorzystnymi komentarzami w zagranicznych mediach. O czymś podobnym marzy zapewne jawna i skryta rosyjska agentura.
Obywatele RP, KOD Mazowsze i Ogólnopolski Strajk Kobiet planują kontrmanifestację przeciw Marszowi Niepodległości. Można domniemywać, że obchody stulecia odzyskania niepodległości zapamiętamy jako czas konfliktu. Czy należy nad tym załamywać ręce? Kolejne dekady III RP upłynęły pod dyktando nowo-starego establishmentu zrodzonego z jawnych i niejawnych porozumień między największymi beneficjentami transformacji.
„Kości tych, których skusiła zdradliwa pieśń pt. »Musicie być skuteczni, więc idźcie z SLD«, bieleją na skałach. Ani nie byli skuteczni, ani nie przetrwali”; „SLD jest jak koleś, od którego nie kupiłbyś używanego samochodu – choć jeśli jesteś cyniczny, to zawsze możesz załatwić z nim jakiś interes na boku. Ale my nie chcemy tak uprawiać polityki, nie chcemy zawierać brudnych deali. To jest fundamentalna różnica między nami a nimi” – mówił mi rok temu w wywiadzie Adrian Zandberg, jeden z liderów Partii Razem.
Mapa Polski po wyborach samorządowych rozbudza wyobraźnię. Kraj przełamany kolorami powyborczych infografik nieledwie na pół, z propisowską wyspą Dolnego Śląska, wygląda jak jeszcze jeden symbol naszych podziałów. Ale byłoby niedobrze, gdyby politycy partii rządzącej nazbyt przejęli się tym powyborczym widokiem.
Gdyby wierzyć niektórym publicystom, także tym prawicowym, PiS spotkała w trakcie niedzielnych wyborów wielka tragedia. Być może jest w tym jakiś kompleks wobec dużych miast i ich mieszkańców – nie wszystkim po prawej stronie musi być w smak, że rządząca partia trafia przede wszystkim do mieszkańców wsi i prowincji.
Zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki można rozważać jako mord założycielski, potrzebny do ufundowania III RP. Niektórzy zaśmieją się szyderczo, że to zbyt mocna hipoteza. Warto uświadomić sobie, że ład III Rzeczypospolitej zbudowano nie tylko na pojednaniu postkomunistów z częścią poopozycyjnych środowisk, ale też na radykalnym darwinizmie społecznym.
„Pierwszy Rzym upadł na skutek herezji, drugi Rzym – Konstantynopol – na skutek zdrady prawdziwej wiary, trzecim Rzymem jest Moskwa, a czwartego już nie będzie”. XV-wieczna formuła mnicha prawosławnego Filoteusza z Pskowa ustanowiła doktrynę Trzeciego Rzymu.
Utrzymujący się wzrost gospodarczy i wciąż spadające bezrobocie to bardzo dobra wiadomość – przede wszystkim dla polskiego społeczeństwa. Leszek Balcerowicz wije się w mediach jak piskorz, bo całkiem niedawno z niereformowalną miną człowieka, co wszelkie rozumy zjadł, wieszczył Polsce katastrofę ekonomiczną za rządów PiS.
„Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa” – to chyba jedyna myśl Karola Marksa, którą szczerze lubi cytować także prawica. Bon mot autora „Kapitału” przypomniał mi się, gdy spojrzałem na wspólne zdjęcie Lecha Wałęsy i Mateusza Kijowskiego, zrobione przy okazji 75. urodzin byłego prezydenta.
Medialna promocja filmu „Kler” Wojciecha Smarzowskiego trwa w najlepsze. Zapowiada się jesień z pastiszem na Kościół na ekranach kin. A w mediach? Wysyp antykościelnych tematów, które – niestety – mają swoje źródło w realnych problemach.
„Trudniej służyć społeczeństwu niż potężnym lobbies” – mówił niedawno Jarosław Kaczyński. Minimalne wynagrodzenie w 2019 r. wyniesie 2250 zł brutto, a minimalna stawka godzinowa 14,70 zł brutto – to oficjalna informacja rządowa. Pamiętam nie tak dawne przecież czasy, gdy Prawo i Sprawiedliwość wprowadzało trzynastozłotową stawkę godzinową.
„Gdzie byli przeciwnicy obecnej władzy, niby broniący obecnej konstytucji, wtedy, kiedy nie było pomocy dla żadnej rodziny, kiedy bezrobocie było na poziomie ponad 10 proc.?” – zapytał Andrzej Duda 31 sierpnia w Gdańsku. Pytanie mocne, choć retoryczne. Można wątpić, czy jego adresaci cokolwiek z niego zrozumieli i czy mieliby ochotę na nie odpowiadać.
„Gazeta Polska” i „Gazeta Polska Codziennie” sukcesywnie przyglądają się historii Ewy Gawor ze stołecznego ratusza, która w służbę publiczną wdrażała się jeszcze u Czesława Kiszczaka. Nigdy dość przypominać, że PRL stał na służbach, które specjalizowały się w czynieniu ludzi gorszymi. I dla własnych celów, ściśle związanych z poddaństwiem Moskwie, pasożytowały na ludzkich grzechach i szantażowały ludzi słabych.