Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ »

Droga do prawdy o zbrodni smoleńskiej

Mnożą się ostatnio sygnały wskazujące na to, że czynniki rządowe zaczynają rozumieć, iż ich dotychczasowa polityka w sprawie zbrodni smoleńskiej znalazła się w ślepym zaułku.

Mnożą się ostatnio sygnały wskazujące na to, że czynniki rządowe zaczynają rozumieć, iż ich dotychczasowa polityka w sprawie zbrodni smoleńskiej znalazła się w ślepym zaułku. Powodami takiej sytuacji jest zarówno sytuacja międzynarodowa, jak i bankructwo tłumaczeń, jakoby pod Smoleńskiem doszło do zwyczajnego wypadku lotniczego spowodowanego błędami polskich pilotów.

Taki obrót zdarzeń nie byłby możliwy bez gigantycznego wysiłku olbrzymiej części Polaków, a zwłaszcza rodzin poległych, świadomych, że pod Smoleńskiem dokonała się straszliwa zbrodnia, która stała się punktem zwrotnym otwierającym agresji rosyjskiej drogę do Europy.

Polacy nie godzą się na kłamstwo smoleńskie

Wielkie znaczenie mają prace Zespołu Parlamentarnego (ZP), niezależnych naukowców (m.in. skupionych w ramach Konferencji Smoleńskiej) i setki inicjatyw polskich i międzynarodowych na rzecz wyjaśnienia tej tragedii, jak i upamiętnienia poległych. Olbrzymi wpływ mają comiesięczne marsze pamięci skupiające tysiące Polaków. Trzeba też odnotować działania Polonii na całym świecie: spotkania publiczne, petycje do rządów krajów osiedlenia, a także wielkie demonstracje, jak ostatnio w trakcie Pulaski Day w Nowym Jorku.

Wiadomo też, że w najbliższym czasie mają się odbyć istotne konferencje międzynarodowe w Brukseli i Waszyngtonie, a w kręgach wojskowych i szefów służb specjalnych NATO ugruntowała się opinia, zbieżna z wynikami prac naukowców ZP, że do tragedii doszło na skutek świadomego działania Moskwy. Nie ma już wątpliwości, że to gen. Władimir Benediktow z centrum Logika wydawał rozkazy sprowadzające samolot na śmierć i że to on odmówił zamknięcia lotniska, choć prosili o to smoleńscy kontrolerzy lotu. A wreszcie, gdy major Arkadiusz Protasiuk wydobył Tu-154M z tej pułapki i zaczął odchodzić na drugi krąg, doszło do eksplozji, która zniszczyła samolot w powietrzu.

Prace ZP, a zwłaszcza wspierających go naukowców: dr Grzegorza Szuladzińskiego, prof. Wiesława Biniendy, dr. Wacława Berczyńskiego, dr. Kazimierza Nowaczyka, Bogdana Gajewskiego, Glenna Joergensena i wielu innych, obnażyły kłamstwa rosyjskiej propagandy zawarte w raporcie MAK gen. Anodiny i w jego późniejszych kopiach.

Liczne dowody zbrodni

Swoistą puentą takiego przebiegu wydarzeń i ostateczną kapitulacją propagandy rządowej jest ostatni komunikat Naczelnej Prokuratury Wojskowej przedłużający śledztwo o kolejne 6 miesięcy ze względu na brak podstawowych danych pozwalających określić przyczyny tragedii. Prokuratura pod naciskiem prac naukowców już wcześniej zakwestionowała główne punkty wersji rządowej. W jej aktach jest pełen materiał dowodowy m.in. z zeznań kontrolerów lotu, wskazujący, że świadomie wprowadzano polskich pilotów w błąd oraz że Rosjanie sfałszowali odczyt czarnych skrzynek. Podobnie nie ulega wątpliwości sfałszowanie sekcji zwłok i prawdopodobnie świadome zamienienie przez Rosjan ciał w trumnach. Zamówiona przez prokuraturę ekspertyza firmy Small Giss wskazała, że w ostatniej fazie tragedii doszło do dwóch eksplozji, których miejsce precyzyjnie wskazano na podstawie badań terenu i zdjęć satelitarnych. Instytut Ekspertyz Sądowych udowodnił, że gen. Błasik, wbrew kłamstwom rosyjskim i ich kopiom, nie wydawał żadnych rozkazów, a analiza ułożenia zwłok potwierdziła, że w ogóle nie było go w kokpicie podczas katastrofy. Badania polskich archeologów wskazały, że samolot rozpadł się na ponad 60 tys. szczątków rozrzuconych na przestrzeni kilku kilometrów kwadratowych. Wśród nich były zwęglone i spalone fragmenty samolotu leżące dziesiątki metrów przed uderzeniem samolotu w ziemię. A biegli prokuratury musieli przyznać, że odnaleźli fragment samolotu kilkadziesiąt metrów przed miejscem, gdzie rośnie tzw. pancerna brzoza, a więc nie mogła ona być powodem tragedii. A wreszcie ekspertyza firmy ATM zrobiona na podstawie odczytu polskiego rejestratora parametrów lotu 17 kwietnia 2010 r. wykazała, że samolot musiał lecieć kilkadziesiąt metrów nad ziemią przy Bliższej Radiolatarni, co wyklucza uderzenie w brzozę i złamanie na niej skrzydła. Dezawuuje to także najsilniejszy zarzut propagandystów rosyjskich i ich naśladowców w Polsce, że piloci popełnili błąd i zeszli zbyt nisko.

Dodajmy na koniec, że nie ma żadnych wątpliwości, że w samolocie doszło do eksplozji, co pokazują szczątki osmolonych od wewnątrz okien i burt salonki Prezydenta pokazane przez ostatni raport ZP.

Prokuratura przerywa milczenie?

Podsumowując – wszystkie te dane, do których doszli naukowcy współpracujący z ZP, znajdują potwierdzenie w analizach zawartych w materiałach prokuratury. Rzecz w tym, że prokuratura informacje te ukrywała, a jej przedstawiciele albo wprost kłamali publicznie, albo deklarowali cynicznie, że TNT to nie jest trotyl.

Ostatni komunikat NPW zmienia tę sytuację. Prokuratura otwarcie przyznaje, że śledztwa nie można zakończyć (wbrew dotychczasowym naciskom, by zrobić to jak najprędzej), gdyż jej biegli nie potrafili dotychczas dokonać m.in.: odtworzenia i rekonstrukcji lotu Tu-154M tragicznego 10 kwietnia, prawidłowości przygotowań do lotu, nie zdołali ocenić sprawności technicznej i formalnej samolotu w trakcie lotu i w okresie go poprzedzającym, przygotowania do lotu, prawidłowości zabezpieczenia meteorologicznego i nawigacyjnego lotu, prawidłowości przygotowania lotniska Smoleńsk Północny i pracy służb zabezpieczenia lotów na tym lotnisku.

Nie jest to pełne wyliczenie, ale dowodnie pokazuje, że prokuratura jest w pełni świadoma, że tezy zawarte w rosyjskim raporcie gen. Anodiny i jej polskich popularyzatorów są warte funta kłaków. Kropkę nad „i” stawia prokuratura, stwierdzając po raz pierwszy oficjalnie to, co jest oczywiste dla każdego prawnika, że nie można zakończyć tych prac przed odzyskaniem „wraku, jego fragmentów, rejestratorów wraz z nośnikami oraz urządzeń pokładowych”.

Można by rzec: wszystko to wiemy od dawna. To prawda, tyle że dotychczas prokuratura, rząd i prezydent negowali te oczywistości i czynili wiele, by prawda nie była znana, by jej nie badać, a nawet by ją fałszować. Czy teraz będzie inaczej?

Całość artykułu w "Gazecie Polskiej Codziennie"

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Antoni Macierewicz