Im dłużej trwa wojna Rosji z Ukrainą, tym liczniej w Polsce i na Zachodzie zaczęli z różnych dziur wypełzać zwolennicy Putina, którzy do zmuszenia Ukrainy do zawarcia niekorzystnego pokoju używają argumentów ekonomicznych. Ale właśnie analiza kwestii gospodarczych wskazuje jasno, że teraz należy podjąć wysiłek, aby mieć przyszłe korzyści. I to kwestia gospodarki, obok bezpieczeństwa międzynarodowego, jest głównym powodem, dla którego należy Rosję pokonać.
Już po pierwszych dniach wojny na Ukrainie można było stwierdzić, że Rosja tej wojny nie wygra. Ale przełomem były wycofanie się wojsk rosyjskich z okolic Kijowa i deklaracja, że celem ma być tylko Donbas. Wojna przestała wtedy być „totalna”, a stała się wojną pozycyjną. W tym momencie otworzyła się szansa pokonania Rosji najmniejszym możliwym kosztem. Wymaga to pewnego wysiłku i wyrzeczeń, ale właśnie one zaczynają być do przyjęcia. Wojna toczy się na ograniczonym terenie, groźba zrujnowania kraju została odsunięta. Nie będzie też już wielkiej migracji znad Dniepru, która mogłaby zdestabilizować Polskę.
Mimo to w Polsce i na Zachodzie z różnych dziur zaczęli wypełzać zwolennicy Putina, którzy do zmuszenia Ukrainy do zawarcia niekorzystnego pokoju używają argumentów ekonomicznych. Ale właśnie analiza kwestii gospodarczych wskazuje jasno, że teraz należy podjąć wysiłek, aby mieć przyszłe korzyści.
W ostatnich tygodniach Ukraińcy nie tylko skutecznie zatrzymują rosyjską ofensywę w Donbasie, lecz także przeprowadzają skuteczną kontrofensywę w okolicach Charkowa. Pokazuje to, że Rosjan można pokonać. Co ciekawe, czas działa na korzyść Ukrainy.
To ten kraj teraz tak naprawdę ma większe rezerwy niż Rosja. Ukraina ma przede wszystkim ludzi, których determinacja do obrony własnego kraju znacznie urosła. Ukraina ma też możliwości prowadzenia działalności dywersyjnej na terenach zajętych przez wroga. Wreszcie, Ukraina jest wspierana przez Zachód, który ma olbrzymie rezerwy w porównaniu z Moskwą. Potrzeby Ukrainy są niedużą częścią możliwości Zachodu.
Z drugiej strony mamy Rosję, której morale wśród żołnierzy spada. Nie udało się osiągnąć celów, więc żołnierze tracą wiarę. Co więcej, giną oni jak muchy z powodu partyzanckiej działalności Ukraińców, więc rośnie wśród nich strach. Wreszcie, Rosja odcinana od zachodnich technologii i bez szerokiego wsparcia Chin ma problemy z uzupełnianiem sprzętu.
Ukraińcy i Zachód doskonale wiedzą, jak pokonać Rosję. Nie trzeba Moskwy zajmować. Wystarczy klęska w Donbasie i może na Krymie. Po porażce w wojnie z Japonią w 1904 r. wybuchła rewolucja w 1905 r. Po porażce na froncie walki z Niemcami i Austriakami w czasie I wojny światowej doszło do rewolucji lutowej, potem przewrotu bolszewickiego i kilku lat chaosu w Rosji. Wreszcie, po porażce w Afganistanie w latach 80. XX w. doszło do rozpadu ZSRS.
W wojnie na Ukrainie chodzi o zdobycie Donbasu i być może Krymu. Ukraińcy są zdeterminowani i mają rezerwy. Kiedy Ukraińcy wejdą do Doniecka i Ługańska (i być może do Sewastopola), w Rosji dojdzie do wrzenia. Każda próba odbicia tego, co już było w rosyjskich rękach, będzie kosztowała coraz większe straty, bez szans na zmianę sytuacji, a to jeszcze będzie to wrzenie podgrzewać. Rosja wpadnie wtedy w chaos, z którego tak czy siak wyjdzie w kształcie korzystniejszym dla Polski i Zachodu.
Korzyści z upadku Rosji będą miały przede wszystkim charakter gospodarczy. Po pierwsze, osłabiona zostanie dominacja gospodarcza Niemiec w Europie. Niemcy nie będą mogły już budować swojej przewagi na dobrych relacjach z Rosją, dzięki której mieli tańsze surowce niż inni. Raz, że przedłużająca się wojna będzie zmuszała Niemcy do odcinania się od tych surowców. A chaos w Rosji utrudni odbudowę starych relacji energetycznych. I bez względu na to, jaka Rosja wyjdzie z chaosu, nie będzie już tak wspierać Niemców jak Rosja Putina. Jeśli wyjdzie ona demokratyczna i prozachodnia, to ceny jej surowców będzie ustalał rynek, a wtedy będą one takie same dla Niemiec, jak i dla Polski. Jeśli Rosja z chaosu wyjdzie antyzachodnia, to Niemcy nie będą mogły kupować od niej surowców, zostaną zmuszeni do nabywania ich gdzie indziej i po takich samych cenach jak inne kraje.
Upadek Rosji spowoduje ogromne przemiany w Europie. I będą one wielce korzystne dla Polski. Przede wszystkim dla naszego kraju otworzy się przestrzeń do działania na Ukrainie i Białorusi bez rosyjskiej konkurencji. A to może być olbrzymi impuls dla naszej gospodarki z powodu intensyfikacji handlu z tymi krajami. Ale na naszą pozycję pozytywnie wpłynie też osłabienie Niemiec. Nie będziemy już tak bardzo uzależnieni od tego kraju. Bez „dopakowania” ze strony surowców rosyjskich Niemcy będą bardziej podatne na konkurencję ze strony USA, Wielkiej Brytanii czy Francji. Będziemy więc mogli korzystać z tej rywalizacji, stawiając gospodarczo raz na Niemcy, raz na Francję, a raz na USA. Dzięki temu będziemy mogli ze współpracy z tymi rywalizującymi ze sobą krajami osiągać zyski większe niż w sytuacji, kiedy byliśmy skazani na Niemcy.
Tak jak korzyści z przegranej Rosji byłyby przeliczalne na złotówki, tak samo straty w wypadku wyjścia Rosji z twarzą byłyby przeliczalne na twardą walutę. Wyjście Rosji z twarzą będzie oznaczało, że zyska ona dodatkowy czas na przegrupowanie się i odbudowę swojej siły. Oznaczać to będzie, że później może skuteczniej zaatakować Ukrainę. A wtedy koszt pomocy będzie dużo większy. Bez pomocy armia rosyjska stanie u polskich granic i wtedy na naszą obronę będziemy musieli wydawać naprawdę olbrzymie środki. Lub po prostu staniemy się kolejną ofiarą rosyjskiej agresji, a nasze straty będą wynosiły setki miliardów złotych. W dodatku Putin będzie mógł znów grać cenami surowców. A wtedy obecną inflację będziemy wspominali jako niewielką, a ceny gazu i benzyny jako niskie.
Ale wyjście Putina z twarzą będzie oznaczać coś jeszcze gorszego. Ziści się bowiem w Europie rosyjsko-niemiecki koszmar. Niemcy, korzystając ze strachu przed rosyjskimi bagnetami, wymuszą na pozostałych krajach europejskich zniszczenie własnych gospodarek w imię Zielonego Ładu. Prawdziwym celem będzie jednak całkowite zniszczenie jakiejkolwiek konkurencji dla niemieckiej gospodarki. Przemysł, który Niemcy uznają za „brudny” (choć tak naprawdę nie będzie groził środowisku), przeniosą po prostu do Rosji. Ale w Polsce czy we Włoszech go już nie będzie. W takim wypadku Niemcy będą mogły narzucić nam każdą cenę swoich produktów. W nowej sytuacji nie będziemy już mieli alternatywy w postaci współpracy z USA, gdyż przy pomocy Rosji Niemcy będą w stanie wypchać Amerykanów z naszego kontynentu.
Kiedy słyszymy narzekania na koszty wsparcia militarnego Ukrainy, trzeba pamiętać, że koszty militarne będą dużo większe w przypadku przegranej Kijowa. Kiedy słyszymy, że sankcje podbijają inflację, trzeba pamiętać, jak naszą inflację może podbić Putin, jeśli wciąż będziemy od niego kupować surowce. Kiedy słyszymy, jak kosztowne jest przyjmowanie uchodźców, trzeba pamiętać, ile będzie nas kosztował brak rąk do pracy bez wsparcia z ich strony naszego rynku pracy w kryzysie demograficznym.
Kiedy słyszymy o kosztach walki z Rosją, musimy pamiętać, jak te koszty będą wielkie, jeśli teraz pozwolimy mu wyjść z twarzą.