Sprawdź gdzie kupisz Gazetę Polską oraz Gazetę Polską Codziennie Lista miejsc »

Kończy się czas Rosji. Wraca czas Polski

Wydaje się, że Putin przegrał wojnę, zanim jeszcze ją zaczął. Stany Zjednoczone nie przestraszyły się i nie przyjęły jego ultimatum. Co więcej, Ameryka wysyła żołnierzy do naszej części Europy, a Ukraina jest zbrojona przez państwa NATO. Najważniejszy sojusznik Putina w Europie, czyli rząd niemiecki, jest dziś skrajnie niepopularny z powodu stosunku do Ukrainy. Za naszym wschodnim sąsiadem tymczasem stają także tacy sojusznicy Putina, jak Marine Le Pen czy przywódcy innych europejskich partii narodowych. Przeciwko Putinowi gotowy jest stanąć z bronią w ręku naród ukraiński. A do Ukraińców powoli dołączają Białorusini, którzy mają dość Łukaszenki i stojącego za nim Kremla. Putin wydaje się więc przegranym, mimo że Rosja wciąż posiada dużą siłę militarną. Ale nie tylko ona się dziś liczy.

W momencie, kiedy broń nuklearna powstrzymuje największe mocarstwa przed wywołaniem wojny na szeroką skalę, politycy muszą stosować metody pośrednie na rozstrzyganie mocarstwowych sporów. Do tego celu wykorzystuje się wojny hybrydowe, wojny zastępcze (proxy wars) i wojny ideologiczne.

Umięśniony Putin na niedźwiedziu nie wystarczy

Wydaje się, że w nich wszystkich mistrzem jest Rosja. Ale tak samo mistrzem cichej wojny wydawał się ZSRS. Zinfiltrował on zachodnią lewicę, doprowadzał do socjalistycznych przewrotów w kolejnych krajach Trzeciego Świata, prowadził skuteczną działalność wywiadowczą. A przecież ostatecznie przegrał zimną wojnę. Dlaczego? Bo był niemoralny. Jego dominacja nad Europą Wschodnią była wymuszona siłą, a więc niemoralna. Rządy na Kremlu były despotyczne, a więc niemoralne. Ideologia komunistyczna była zbrodnicza, a więc niemoralna. I ostatecznie upadło imperium zła. Dziś schemat się powtarza, Putin doprowadził do tak jednoznacznej sytuacji, że nawet najwięksi rusofile muszą przyznać, że to, co robi, jest złe. A to coś więcej niż tylko porażka wizerunkowa.

Rosjanie nie zauważyli, że we współczesnym świecie, aby wygrywać, trzeba zostać uznanym za siłę moralną, bo tylko taką siłę rzesze ludzi mogą uznać za tę, która ma prawo być silna, i ją legitymizować. Być może Rosjanie to zrozumieli, ale nie mogli nic z tym zrobić. Ich tradycja była po prostu autorytarna, niewolnicza, ekspansywna, czyli na dzisiejsze warunki – niemoralna. Rosja musi się dzisiaj liczyć z tym, że jeśli zaatakuje Ukrainę, to Ukraińcy zgotują piekło rosyjskiej armii, a świat zachodni rosyjskiej gospodarce. Dzisiaj ekspansji nie prowadzi się już czołgami i bombowcami, lecz ideami i wizerunkiem. A Rosja w tym obszarze nie ma nic do zaproponowania. Umięśniony Putin na niedźwiedziu po prostu nie wystarcza. Rosja stała się dzisiaj symbolem tego, czego się we współczesnym świecie nienawidzi. Symbolem brutalnego łobuza. A taki dziś długofalowo niczego nie wygra.

Kapitał moralny niczym pułki pancerne

Na przeciwnym biegunie do Rosji leży Polska. Nasz kraj przez wieki przegrywał z brutalną siłą Moskwy, ale niemal od zawsze jest symbolem wolności, wierności ideałom, walki o swoje. Począwszy od Rzeczypospolitej szlacheckiej, poprzez powstania przeciwko caratowi, twardy opór jednocześnie przeciw Hitlerowi i Stalinowi, aż po Solidarność. A dzisiaj te wartości są w cenie, są moralne. A w świecie, kiedy moralność jest walutą, wieczny moralny zwycięzca, taki jak Polska, może stać się wreszcie zwycięzcą całkiem realnym. Dzisiaj też stajemy się z wolna symbolem walki o wolność. Walki już nie z despotami na tronach, już nie z ideologicznymi dyktatorami, lecz z macherami z wielkich korporacji międzynarodowych. Dziś już nie stajemy przeciw absolutyzmowi, już nie przeciwko marksizmowi, lecz przeciwko poprawności politycznej.

Wbrew bzdurom opowiadanym przez opozycję Polska ma dzisiaj olbrzymią siłę moralną. Oczywiście BBC czy CNN mogą nagadać o nas głupstwa, ale opowieści o świecie toczą się gdzie indziej. Sprzeciwiając się próbom brukselskiej relokacji imigrantów i migracyjnemu szturmowi Łukaszenki, staliśmy się dla milionów Europejczyków i Amerykanów symbolem walki z jedną z największych obaw XXI w., czyli niekontrolowaną falą imigracyjną. Podobnie stawiając się Brukseli w obronie naszej niezależności, staliśmy się symbolem walki o wolność dla narodów Europy, szczególnie w naszym regionie. Wreszcie, stawiając się Putinowi, zwłaszcza w kwestii Nord Streamu, staliśmy się symbolem dla Ukraińców czy Białorusinów walki z próbą zbudowania Europy pod wspólnym niemiecko-rosyjskim butem. A dzisiaj taki kapitał moralny jest niczym pułki pancerne czy floty wojenne przed wiekami. Trzeba to tylko wykorzystać.

Jak zbudować imperium

Jak kiedyś budowano imperia? W przypadku kontynentalnych przywódca jednego z plemion jednoczył inne plemiona i razem szybkimi napadami pokonywali ościenne kraje. Tak powstało imperium arabskie czy mongolskie. Albo jak w przypadku imperiów zamorskich, król finansował odważnych kapitanów, którzy podbijali zamorskie lądy. Tak powstało imperium hiszpańskie czy brytyjskie. A jak dzisiaj zbudować imperium? Zjednoczone plemiona już nikogo nie pokonają. Żaden też odważny kapitan nie podbije zamorskiego lądu. Nie te czasy. Nawet jedno mocarstwo nie zaatakuje sąsiedniego kraju. Po prostu grozi to albo wycieńczającą wojną pozycyjną (wojna iracko-irańska), albo ugrzęźnięciem w wojnie partyzanckiej (interwencje w Afganistanie). Dzisiaj istnieje tylko jeden sposób podbicia innych krajów, jeden sposób budowy imperium. Jest nim przyciągnięcie do siebie ideą i kulturą, jak na przykład czynią to USA.

Z takiej strategii starały się skorzystać Niemcy, próbując zbudować z Unii Europejskiej swoje imperium. Ale wartości europejskie, oparte na liberalizmie, multi-kulti i lewicowej obyczajowości, okazały się dla Europejczyków niestrawne. Trwają jeszcze próby konsolidacji niemieckiego imperium UE, ale już teraz wyglądają na nieskuteczne.

Co innego Polska. Polska ma za sobą siłę moralną. Ma wizerunek państwa niepokornego, od wieków walczącego o wolność. Dzisiaj walką o wolność jest blokowanie masowej migracji, odrzucanie dążeń Brukseli do poszerzania swojej władzy, także przeciwstawianie się porozumieniu rosyjsko-niemieckiemu. Jesteśmy więc krajem, wokół którego Europa Środkowo-Wschodnia, słusznie obawiająca się tego wszystkiego, mogłaby się zjednoczyć. Możemy więc zbudować moralne imperium w naszej części Europy.

Lider narodów łaknących wolności

Przez ostatnie 300 lat to Rosja dominowała nad Polską. Jako despotia potrafiła zmobilizować więcej brutalnej siły. Carowie Rosji, a później komunistyczni dyktatorzy, traktowali ludzi jak swoją własność. Mogli więc wysyłać ich setki tysięcy do podboju i brutalnej okupacji obcych krajów. Dziś już nie da się tego powtórzyć. Do okupacji Ukrainy potrzebne byłyby miliony Rosjan. A tylu chętnych Putin nie znajdzie. Kończy się więc czas Rosji. Wraca czas Polski. Nasz kraj kiedyś potrafił do siebie przyłączyć Rusinów nie brutalną siłą, lecz atrakcyjnością cywilizacyjną.

Potrafiliśmy stworzyć unię, a nie imperium, jakie później stworzyli Rosjanie. Kiedy więc brutalna siła z powodu poważnych ograniczeń przestała odgrywać tak ważną rolę w rywalizacji mocarstw, znowu mamy szansę wypchać kolejnych władców rosyjskich z Europy.

Polacy nawet nie zdają sobie sprawy, jaką mają siłę. To, co było w pewien sposób naszą słabością w przeszłości, czyli duch romantyzmu, jest dzisiaj naszą siłą. Już Solidarność potrafiła naruszyć gmach komunizmu. Dziś kruszymy strategię niemiecko-rosyjskiej dominacji nad Europą. Jeśli zdecydowalibyśmy się to, co dzisiaj jest tylko opowiadaniami, zmienić w całościową opowieść, moglibyśmy znacznie więcej. Jeśli nasz sprzeciw wobec kolejnego w historii absolutyzmu, czyli poprawności politycznej, moglibyśmy zmienić w krajową strategię polityczną, moglibyśmy zyskać siłę moralną, która przełożyłaby się na siłę polityczną. I wtedy zmienilibyśmy obraz Europy.

 



Źródło:

Bartosz Bartczak