Gry wojenne
Ogłaszanie alertów bojowych to ulubiona gra białoruskiego dyktatora Alaksandra Łukaszenki. Odpala ją, gdy tylko ma na to ochotę. Teraz mamy powtórkę. Sprawdzian objął jednostki artylerii w obwodzie mohylewskim. Na tym jednak nie koniec.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
Ogłaszanie alertów bojowych to ulubiona gra białoruskiego dyktatora Alaksandra Łukaszenki. Odpala ją, gdy tylko ma na to ochotę. Teraz mamy powtórkę. Sprawdzian objął jednostki artylerii w obwodzie mohylewskim. Na tym jednak nie koniec.
Bił w propagandowe tony jak mało kto. Przed laty groził Stanom Zjednoczonym zamianą w „radioaktywny popiół”. Tymczasem sam został przemielony i wypluty przez kremlowską machinę. Mowa o Dmitriju Kisielowie, który przez 14 lat prowadził program „Wiesti Niedzieli”, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy antyzachodniej narracji.
Gdy ruszyliśmy na wakacyjne urlopy, program CPN zniknął niczym premiery z letnich ramówek telewizyjnych. Przez kolejne tygodnie ceny na stacjach szybowały w górę, drenując nasze i tak wyżyłowane portfele. Teraz, na sam koniec sierpnia, rząd Donalda Tuska zaserwował nam „paliwową kroplówkę” – powrót okrojonego programu.
Toniemy w długach na dwóch frontach: państwowym i domowym. Najnowsze dane rysują dość niepokojący obraz. Deficyt budżetu po lipcu przebił barierę 141 mld zł. Oznacza to, że tylko w ciągu miesiąca finansowa dziura urosła aż o 17 mld zł.
Dla reżimu Alaksandra Łukaszenki sytuacja społeczna jest zero-jedynkowa: albo popierasz działania mińskiego satrapy i jego klakierów, albo z marszu trafiasz na czarną listę osób i grup społecznych, które będą prześladowane i wobec których skala represji będzie sukcesywnie podkręcana. Jedną z nich są duchowni.
Kolejny weekend i kolejne dronowe prowokacje. Trudno znaleźć w pamięci dłuższy moment, w którym wschodnia flanka NATO nie byłaby narażona na różnego rodzaju incydenty, w tym te dotyczące dronów wlatujących niczym dzikie ptaki w przestrzeń powietrzną krajów Sojuszu.
Wodowanie fregaty ORP „Wicher”, otwierającej program „Miecznik”, to jeden z kluczowych momentów dla będącej od lat w zapaści polskiej Marynarki Wojennej.
Ruszają znaczące zmiany w szeregach rosyjskiej administracji. Władimir Putin zdecydował, że urzędników i gospodarczych technokratów stopniowo zastąpią ludzie z frontu. I to dosłownie.
Mocno zastanawia mnie ta defensywa i reaktywność polskich służb w sytuacji, w której akty sabotażu dokonywane przez Rosję – a jestem niemal pewny, że w tych przypadkach też tak było – po pierwsze nie są niczym nowym, bo trwają od lat, a po drugie, w ostatnim czasie ich liczba gwałtownie rośnie, i to w całej Europie. Niestety, trzeba się liczyć z tym, że podobnych działań będzie przybywać, a wobec biernej postawy Kreml będzie sukcesywnie przesuwał czerwone linie, patrząc, na ile sobie może pozwolić. Wyzwań dla Polski i polskich służb będzie tylko więcej – mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl płk rez. Marek Utracki, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).
Polska ochrona zdrowia pochłania rocznie astronomiczne 348 miliardów złotych, doganiając europejską średnią. Mimo to szpitale dramatycznie tną planowe przyjęcia pacjentów, a Narodowy Fundusz Zdrowia musi być potężnie dotowany z budżetu państwa. W swoim najnowszym wpisie w mediach społecznościowych gen. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie po raz kolejny obnaża patologie systemu i ostrzega: bez pilnej, ustawowej reformy finansowania, polskie lecznictwo czeka zapaść, a cena za polityczną bezczynność będzie mierzona ludzkim zdrowiem i życiem.