Wołyń i nasze czasy
Prezydent Karol Nawrocki przywołał podczas Narodowego Dnia Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa OUN i UPA słowa Zbigniewa Herberta: „niewiedza o zaginionych podważa realność świata”.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Prezydent Karol Nawrocki przywołał podczas Narodowego Dnia Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa OUN i UPA słowa Zbigniewa Herberta: „niewiedza o zaginionych podważa realność świata”.
Tak krzyczą dzieci na podwórku, gdy chcą napiętnować kłamczucha w swoim gronie. Czerwony jak burak winowajca najczęściej ucieka i ukrywa się w krzakach. Płonie ze wstydu. Nie śmie stanąć wobec rówieśników z podniesionym czołem. Dziś taki okrzyk rozlega się często, ale zdemaskowani kłamcy tylko otrzepują ubrania i uśmiechnięci paradują dalej w szeregach elity.
„Dzietność”, „demografia”, „model myślenia o kryzysie demograficznym” i inne zwroty pojawiające się coraz częściej w ustach polityków, ekspertów, publicystów, zatroskanych, że w Polsce nie rodzą się dzieci, wywołują u przeciętnego człowieka specyficzne skutki. Jakie? Najczęściej głośne ziewanie, znużenie i niechęć. Im więcej podobnych słów, tym irytacja jest większa. Może debata publiczna powinna być prowadzona z większą werwą, żeby zelektryzować? Znowu pudło. Nikt już nie chce żadnych debat. Mamy ich dość.
Jeśli chcesz zostać oszołomem (psychopatą, fiśniętym, niespełna rozumu), musisz krytykować rząd i patrzeć krzywo na ościenne mocarstwa, naszych wypróbowanych sojuszników w walce z polską głupotą i zadufaniem. Musisz wspierać Wolne Media, upominać się o dziennikarzy wsadzanych do aresztu. Musisz chodzić na patriotyczne manifestacje.
Wasza szansa, Polacy, to odpady. Zbierajcie i noście plastikowe butelki, nakrętki i puszki, ciułajcie po parę groszy, może z głodu nie umrzecie. Zamieńcie uprawy w lasy i torfowiska. Zlikwidujcie kopalnie, przemysł, flotę. Pełzać możecie sami, kolej tylko do przewozu towarów.
Stało się. Rodzice, wychowawcy i nauczyciele wychodzą na ulicę. Chcą się spotykać bez pośredników, słuchać siebie nawzajem, wspierać się, pomagać sobie. Bo chodzi o powierzone im dzieci, o obronę bezbronnych zagrożonych deprawacją, moralnym zdziczeniem, wyzuciem z wiary, kultury, odebraniem szans na zdobywanie prawdziwej wiedzy, w zamian poddanie ideologicznej młócce. Wszystko w państwowej szkole.
Niedźwiedzie i dziki są prawdziwymi beneficjentami uśmiechniętej Polski. Czytać nie potrafią, a i tak wiedzą doskonale, że pod rządami KO i spółki włos im z łba nie spadnie, gdy obalają swoim cielskiem i zagryzają ludzi, gdy depczą, tratują, co człowiek zasiał.
Czy ktoś mógłby się spodziewać, że na naszych oczach wyrośnie tak dorodne wcielenie pani Dulskiej, brukselska kopia bohaterki tragifarsy Gabrieli Zapolskiej? Ekstrakt zakłamania, egoizmu, obłudy i skąpstwa.
Są miejsca, gdzie ludzie nie krępują się mówić o sobie szczerze. To nie tylko marsze i protesty, gdzie nikt niczego nie udaje. Ale trafić akurat w kwiaciarni na kogoś, kto publicznie przyznaje się do swojej pomyłki w ostatnich wyborach parlamentarnych? To rzadkość.
Gdybyśmy mieli przeświadczenie, że ludzie sprawujący władzę polityczną w naszym kraju nie wyrzekli się poczucia sprawiedliwości, respektują ją poprzez swoje decyzje i nawet popełniając błędy, myląc się w różnych kwestiach, szanują prawdziwą wolność obywateli, moglibyśmy czuć się w naszym kraju bezpiecznie. Niestety, przeświadczenie to u setek tysięcy zwykłych ludzi w żaden sposób nieangażujących się politycznie z każdym dniem zanika. Topnieje w oczach jak sopel lodu w słoneczny dzień.
Dokąd zaprowadzą naszą dzielną ekipę rządzących tropy w poszukiwaniu ponoć groźnego przestępcy Zbigniewa Z.? Trzeba wziąć się za najgorszych, najbardziej niebezpiecznych jego popleczników i współsprawców całego zła. Trzeba usunąć wreszcie Amerykanów. Wsadzić ich. Przeczołgać. Wytoczyć im proces, po którym już się nie pozbierają.
Przemilczenie tego faktu byłoby wyjściem bezpiecznym: „No cóż, stało się! Może papież nie wiedział, z kim rozmawia, może się łudził. Zostawmy to”. Ale niesmak i konsternacja pozostają. Jeżeli nawet próbuje się osłabić wymowę tego wydarzenia, mówiąc, że rozmowa nie była „serdeczna”, że była przecież krótka, że Leon XIV nie zamierza przyjechać do Polski przed wyborami pomimo zaproszenia, że prezent od polskiego gościa był co najmniej niefortunny, to wszystko nie zmienia niestety zasadniczej wymowy faktu.
Kto pamięta socjalistyczny raj, ten nie uchroni się od porównań. Podobne jest znużenie na twarzach ludzi, niepokój w ich oczach. Znajome zaniedbanie miejsc publicznych. Dzisiejsza Polska coraz bardziej przypomina PRL. Jest wciąż kolorowo na ulicach, ale gdy los rzuci człowieka do którejś z placówek medycznych, to wydaje się, że czas się cofnął o kilkadziesiąt lat.
Przegrywający wybory Viktor Orbán dołączył do grona „dziadersów”. Zdaniem „demokratycznej większości” – do ludzi nienadążających za duchem czasów, żywych wykopalisk. Długo jeszcze będzie wyliczać się jego faktyczne i wymyślone winy.
Gdyby porównać obrazy wielkanocnego stołu z ostatnich kilkuset lat, można by dostrzec jego znamienną ewolucję. Stół zastawiony bogato i ozdobnie był ulubionym tematem malarzy, którzy oddawali się martwej naturze. Ale tematem głównym zawsze pozostawały osoby zebrane przy stole.
Paradoksalnie sprawa Adama Borowskiego może pomóc nie tylko politykom z obozu patriotycznego. Widać coraz wyraźniej, że przywraca ona pamięć zwykłym ludziom. Pamięć można stracić nie tylko z powodu socjotechniki i propagandy, także za sprawą konformizmu, wplątania w tysiące tzw. życiowych spraw.
Takim jak ozdobny, acz z lekka pordzewiały żyrandol, albo fotel babci, który zawala pokój. Sytuacja z obchodzeniem Konstytucji RP przypomina przepychankę nowych lokatorów mieszkania, którym nie odpowiada dawny wystrój, powyrzucaliby stare graty przez okno.
Taka jak w tytule była reakcja mojej znajomej na wytypowanie Przemysława Czarnka na stanowisko premiera. I nieopisana radość w jej oczach. Cóż, im więcej obelg po drugiej stronie, tym bardziej wiadomo, że skóra im cierpnie. Przyznają się bez bicia.
Do tego zmierza kolejna eskapada szaleńców na urzędniczych stołkach: z grona nauczycieli zrobić stado niszczycielskie. Groźne, bezwzględne. Indoktrynacja dzieci pod hasłem zdrowia wkracza w nową fazę. Edukacja zdrowotna ma być siłą wtłoczona do szkół.
Być częścią układu, częścią oligarchii, partii, frakcji, fragmentem korporacji.