Być zwykłą śrubką
Być częścią układu, częścią oligarchii, partii, frakcji, fragmentem korporacji.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Być częścią układu, częścią oligarchii, partii, frakcji, fragmentem korporacji.
W sprawie sprofanowanego krzyża w szkole w Kielnie rzuca się w oczy, że od początku próbowano ukryć sedno tego, co się wydarzyło. Dopiero po miesiącu dowiedzieliśmy się, że krzyż w jednej z klas był regularnie usuwany ze ściany, zanim anglistka na oczach dzieci wyrzuciła go do kosza. Dzieci go wciąż od nowa zawieszały. Dzieci nie znają się na dwuznacznościach, nie stosują nowomowy.
Przecież to takie niedemokratyczne! Gdzie pytanie o pozwolenie do Kongresu, gdzie plebiscyt ogólnonarodowy, gdzie pokorna prośba o zgodę ONZ? Gdzie pochylenie się nad prawami człowieka – czyli prawem do robienia czegokolwiek na moim podwórku i wszędzie tam, gdzie uznam to za stosowne? I co wam wszystkim do tego? „Przecież ja, Maduro, jestem wolny, robię, co mi się podoba, a wolność jest najwyższym znakiem godności człowieka” – przekonują nas „demokraci”. Donald Trump pokazał sprawczość i nieugiętość w czasach, które wymagają trudnych decyzji.
Wydarzenia tak niebywałe jak uprowadzenie wenezuelskiego dyktatora i narkoterrorysty przez wojsko amerykańskie wywoływać mogą u ludzi nieprzygotowanych reakcje niekontrolowane. Silne pobudzenie emocji skutkuje czasem chaosem myśli.
W czasach najtrudniejszych dla Polski, gdy wyczerpani wojną i okupacją niemiecką musieliśmy stawić czoła drugiemu z totalitarnych potworów, kard. August Hlond, prymas Polski – ten, którego nagłą śmierć w 1948 r. wciąż spowija mrok tajemnicy – wygłosił zagadkowe słowa: „Zwycięstwo, jeśli przyjdzie, przyjdzie przez Maryję”.
Jarmarczność niejedno ma imię. Oznaczać może prostactwo w języku i zachowaniu, trywialność i banał w myśleniu, brak gustu, brzydotę i kicz.
Co może być złego w słowach „pośrednik”, „pośredniczka”? Co złego jest, gdy do nazwania czyjegoś zadania dodamy słowo wskazujące, że zadanie to wypełnił wraz z kimś drugim, słowo „współ”? Ku zdumieniu bardzo wielu ludzi, którzy są przekonani od dziecka, że rozumieją znaczenie słów, okazuje się, że mogą być to słowa zupełnie nie do przyjęcia. A gdy odnosi się je do Najświętszej Maryi Panny – wręcz niebezpieczne. Prowadzące na manowce. Trzeba je wykreślić i skarcić jak niegrzeczne dzieci tych, którzy ich wciąż używają.
Film Hala Ashby „Wystarczy być” o zawrotnej karierze politycznej chorego umysłowo ogrodnika był proroczy.
„Istnieje wiele scenariuszy. Ten obowiązujący scenariusz…” – w czasach, gdy mamy sporo scenarzystów – utalentowanych i wysoko sytuowanych – wielu ludzi uważa, że tak czy owak są częścią czyjegoś scenariusza.
Na to, by podział wśród Polaków był możliwie najgłębszy, pracują nie tylko siły wewnętrzne. Także, a może przede wszystkim – zewnętrzne.
Już sto lat temu w wielu środowiskach ludzi zamożnych na Zachodzie było w złym tonie posiadanie gromadki dzieci – kojarzyło się to z nędzą i zacofaniem. Portret wielodzietnej matki w łachmanach straszył w powieściach i filmach.
Pete Hegseth, sekretarz Departamentu Wojny USA, wygłaszając swoje słynne przemówienie, nie mówił tylko do amerykańskich wojskowych.
Co się dzieje, że naukowcy nie potrafią przewidzieć pogody? Niegdyś prognozy były zwięzłe i trafne. Dziś są coraz częściej chybione. A jednak jest pewien typ ludzi, którzy wiedzą, co się ma wydarzyć. Wiedzą, bo czują w kościach.
Dlaczego warto chodzić na spacery do lasu? Cisza, spokój, zapach igliwia. I czy może być coś bardziej nieoczekiwanego, niż chwila, gdy dostojną ciszę przerywa histeryczny krzyk pewnej pani, która konwersuje przez komórkę z przyjaciółką?
Rzym jest dla wielu ludzi miejscem najbardziej upragnionym na świecie. Mieszkać w Rzymie to mieć szczęście. Ta kobieta, którą można było zobaczyć na zatłoczonych ulicach Wiecznego Miasta, przemykającą się z gracją pomiędzy samochodami na niewielkim skuterze, w spódnicy i lekko pomiętym sweterku, z apaszką na szyi. Była arystokratką, Polką i Włoszką jednocześnie, prawdziwą rzymianką. W oczach wielu mogła uchodzić za dziecko szczęścia.
Jeśli chcecie, by Wasz słuszny opór w sprawie edukacji zdrowotnej w szkole został ośmieszony i zneutralizowany, postępujcie tak, jak czyni to pewna część jego ideowych krytyków.
Gdy mieszka się na obrzeżach metropolii, ma się często kontakt z dzikami. Znak czasu. Wędrują ulicami, chodnikami i trawnikami, pochrząkując – trudno powiedzieć, czy przyjaźnie, czy z dezaprobatą. Wciskają się do najmniejszych nawet przydomowych ogródków i robią tam swoje porządki. Ryją miejskie trawniki i zamieniają je w błoto. Wywlekają śmieci z miejskich koszy i ciągną je za sobą.
Dwóch dżentelmenów opartych o murek kościoła pod Janowem Lubelskim dyskutuje o ostatnich wydarzeniach. Ten odziany w skóry, który zsiadł z motocykla, rozważa dziwną zmienność losu: „... i tak go, panie, poniewierali, błotem obrzucali – i, patrz pan, został prezydentem!”. Wąsaty jegomość w kapeluszu uśmiecha się zamyślony, jakby słuchał jakiejś przypowieści. Scena niczym kadr z filmu. Ale to nie film.
Przypuśćmy, że ktoś nie miałby pojęcia o tym, co się wydarzyło w Polsce po 13 grudnia 2023 r., ani o tym, co dzieje się dzisiaj. Taki ktoś, zasiadając przed ekranem laptopa lub śledząc obraz na telebimie, dowiedziałby się wszystkiego. Tak, to nie pusta retoryka.
Kiedy rozlega się pytanie, gdzie jest premier, warto zapytać też, kim jest premier. A raczej kim miał być, w zamyśle ludzi, którzy jeszcze nie tak dawno mówili o sobie „rasa panów”. Zarządcą masy upadłościowej – to miała być jego funkcja.