Jednym z naczelnych zadań edukatorów ma być uczynienie z chłopców dziewczynek i na odwrót. Bawmy się w klinikę! Bawmy się w przebierańców! Co tam procesy wytaczane w USA przez dorosłe już dzieci, którym „eksperci od płci” odebrali tożsamość, zwykłe problemy dorastania zamieniając na rzekomą konieczność zakwestionowania własnej natury i strasząc, że inaczej dziecko popełni samobójstwo. Dziś ofiary tej presji zwanej pomocą są często w rozpaczy, domagają się – jak najsłuszniej – odszkodowania w milionach dolarów. Nasze ministerstwo chce zafundować za państwowe pieniądze podobną traumę tym najbardziej znerwicowanym dzieciom i młodym ludziom w ramach „edukacji”. Tego zostawić nie można. Nauczyciel, zgodnie z klasyczną definicją, to mistrz, opiekun, przewodnik dzieci powierzonych mu przez rodziców, a nie deprawator i rozbójnik. Czy można pozwolić, by stał się na rozkaz władzy – chcącej mieć jak najwięcej ludzi, którzy nie wiedzą, kim są – niszczycielem słabszych, zależnych od niego?
Nauczyciel niszczyciel
Do tego zmierza kolejna eskapada szaleńców na urzędniczych stołkach: z grona nauczycieli zrobić stado niszczycielskie. Groźne, bezwzględne. Indoktrynacja dzieci pod hasłem zdrowia wkracza w nową fazę. Edukacja zdrowotna ma być siłą wtłoczona do szkół.