Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Ewa Polak-Pałkiewicz
13.05.2026 07:00

Audiencja z Tuskiem

Przemilczenie tego faktu byłoby wyjściem bezpiecznym: „No cóż, stało się! Może papież nie wiedział, z kim rozmawia, może się łudził. Zostawmy to”. Ale niesmak i konsternacja pozostają. Jeżeli nawet próbuje się osłabić wymowę tego wydarzenia, mówiąc, że rozmowa nie była „serdeczna”, że była przecież krótka, że Leon XIV nie zamierza przyjechać do Polski przed wyborami pomimo zaproszenia, że prezent od polskiego gościa był co najmniej niefortunny, to wszystko nie zmienia niestety zasadniczej wymowy faktu.

Głowa Kościoła przyjęła oficjalnie pana Donalda Tuska. „Znaj proporcje”, mówiło się jeszcze niedawno, „znaj swoje miejsce przy stole” – dodawano. Po prostu pewnych ludzi w swoich domach nie przyjmujemy. Trzymamy ich za drzwiami. Nie dlatego, że nimi gardzimy. Nie przyjmujemy tych, którzy jawnie łamią normy moralne. Nie rozmawiamy z kłamcami. Nie widujemy się z oszczercami. Nie gawędzimy kulturalnie z tymi, którzy źle życzą bliźnim, którzy działają na ich szkodę. Proste? Bo inaczej byśmy ich tak czy inaczej usprawiedliwiali. Kościół aż do lat 60. XX w. posługiwał się formułą najprostszą i najskuteczniejszą wobec takich osób: „Anathema sit!”. Nie trzeba było długich komunikatów i wyjaśnień. Działało zawsze.

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE