Pod warstwą komunałów ukrywa cynizm i interesowność. Robi wrażenie nobliwej humanistki wspierającej plan europejskiej solidarności, ukrywa hipokryzję i kołtuństwo, spryt i cwaniactwo. To współczesna dulszczyzna na usługach międzynarodowego konsorcjum. Tamta pani była pretensjonalną plotkarą z mieszczańskiego salonu, ta z europejskich salonów jest podszyta duchem hipokryzji, kryjącej się za fasadą praw człowieka: zabijanie dzieci jest dobre, jeśli nazwie się to wolnością, złe są normalne rodziny. Wolno sprowadzać zatrutą żywność, jeśli to się opłaci bardziej niż wspomaganie własnego rolnictwa. Wolno, a nawet trzeba zwalczać partie, które chcą suwerenności państwa, a nie tępej zależności, wolno niszczyć systemy prawne tak, by przypominały prawo Kalego, wolno szantażować, straszyć i wymuszać. Wszystko, co dobre dla europejskiego hegemona, jest moralnie usprawiedliwione. Obie panie, ta z Zapolskiej i ta z Brukseli, pokazują, czym jest drobnomieszczaństwo: skrzyżowanie cynizmu z kieszonkowym teatrem dla plebsu.
Moralność pani von der L.
Czy ktoś mógłby się spodziewać, że na naszych oczach wyrośnie tak dorodne wcielenie pani Dulskiej, brukselska kopia bohaterki tragifarsy Gabrieli Zapolskiej? Ekstrakt zakłamania, egoizmu, obłudy i skąpstwa.