Ta sytuacja w nowym świetle ukazuje zadania rodzinnego domu. To w kręgu prywatności, w atmosferze spokoju i bezpieczeństwa musi być przechowywana i wzmacniana dziś zarówno wiara, jak i tożsamość narodowa oraz cywilizacyjna. To nauka zasad – od najmłodszych lat, tak jak nauka elementarnego savoir-vivre’u i umiejętności radzenia sobie w podbramkowych sytuacjach – musi stać się częścią wychowywania młodego pokolenia w czterech ścianach własnego domu. Wychowywania z całą gorliwością i poświęceniem, z mądrością i rozwagą. Bez złudzeń, że ktoś nas może w tym wyręczyć. Instytucje, które miały w tej kwestii pomóc rodzicom lub nawet ich odciążyć, już nie istnieją. Tak jak to było w czasach zaborów, gdy nie mieliśmy własnego państwa.
„Twierdzą nam będzie każdy próg”
Rodzice, którzy nie chcą stracić swoich dzieci – a w przyszłości i państwa – muszą dziś w domu uczyć ich religii, historii, języka polskiego i literatury. Z tych bowiem dziedzin ich dzieci będą okradane w szkołach, a są one podstawą tożsamości Polaka, a zatem także jego poczucia własnej wartości. Silni psychicznie i moralnie ludzie nie będą wychowankami dzisiejszej szkoły, lecz patriotycznych domów. Musimy być świadomi, że nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim prawda – bez której poszanowania nie ma mowy o wychowaniu – ocalona może być dziś jedynie poza zasięgiem instytucji państwa.
To właśnie w systemie edukacji najszerzej rozprzestrzenia się choroba, która zrodziła państwo, gdzie podstawowym narzędziem władzy jest przemoc. Jest to zresztą zjawisko, które rozwijało się stopniowo, dekada po dekadzie, w krajach Zachodu i Wschodu. Arcybiskup Fulton J. Sheen już w latach 50. XX w. potrafił dostrzec, że świecka szkoła, której zasady odbiegają od zasad klasycznej edukacji, coraz bardziej oddaje pola państwu i staje się jego instrumentem. To państwo zgodnie ze swoimi bieżącymi potrzebami będzie kształciło młode pokolenia. „Taka jest zawsze logika historii; kiedy rodzina oddaje swoje prawa, państwo przejmuje je jako własne” – dodawał ten amerykański hierarcha i pisarz.
Uciec przed szkołą, deprawacją i wynarodowieniem? Cóż, Polacy są specjalistami w tej szczególnej dyscyplinie – ucieczce, pojmowanej zarówno metaforycznie, jak i dosłownie. Przypomnijmy brawurową ucieczkę Józefa Piłsudskiego z więzienia w Petersburgu (a w zasadzie ze szpitala dla psychicznie chorych, do którego trafił z Cytadeli warszawskiej, symulując obłęd) 1 maja 1901 r. (w przebraniu lekarza, w cylindrze i z teczką, pod rękę z drugim lekarzem, który tytułował go „ekscelencją”, gdy przemierzali dziedziniec na oczach straży). Przypomnijmy istny majstersztyk – ucieczkę z PRL gen. Ryszarda Kuklińskiego w 1981 r.
Przypomnijmy nieprawdopodobne wręcz, gdy czyta się o nich, a przecież prawdziwe, ucieczki zesłańców syberyjskich. W tym legendarną ucieczkę Maurycego Beniowskiego, Polaka z wyboru, uczestnika konfederacji barskiej, który więziony na Kamczatce uprowadził rosyjski statek i przez pół świata, z międzynarodową załogą, powracał do Europy. Ucieczki z aresztów, więzień i obozów stalinowskich, hitlerowskich. Owiane legendą opowieści, jak nasi rodacy pokonywali druty kolczaste, zasieki i mury, nieprzebytą tajgę i pustynie Azji, bo gen wolności nie pozwalał na bierne znoszenie niewoli, są wspaniałą kanwą dla rodzinnej nauki historii.
Dziś, gdy dom z konieczności powinien przypominać niezdobytą twierdzę, wszystkie te historie mają ogromną wartość i moc. Taką legendarną opowieścią – motywem, przestrogą i inspiracją – stanie się też zapewne wkrótce historia wieloetapowej ucieczki dwóch polskich polityków opozycyjnych z przybytku uśmiechniętej władzy, z państwa Donalda Tuska, ucieczki przed bezprawiem i polityczną zemstą.
Tym będą jeszcze długo żyły polskie rodziny w swoich domach twierdzach. Prawdziwą historią, której słucha się z wypiekami na twarzy, która w Polsce tak często przypomina sensacyjny film.
Zrobić coś z niczego
Jest jeszcze inna dziedzina, w której wyspecjalizować się dziś powinien dom rodzinny, by ocalić w swoich murach niezależność, prawdę i dać siłę młodym pokoleniom. To „robienie czegoś z niczego”. To nie tylko pomysłowe dania z zebranych własnoręcznie w lesie roślin, grzybów, jagód etc. To własnej produkcji praktyczne wynalazki, to umiejętność naprawy domowych sprzętów, dbanie o własne ujęcie wody, domowe sposoby leczenia, uprawa choćby najmniejszego kawałka ziemi etc. Inwencja i zapobiegliwość Polaków w tej dziedzinie bywały imponujące, zwłaszcza w trudnych czasach (podczas Powstania Warszawskiego pomidory uprawiane przez mieszkańców stolicy na skrawkach trawników niejednego ocaliły od głodu i awitaminozy). Warto dziś, gdy wszyscy staliśmy się zakładnikami udogodnień technicznych, obudzić tego śpiącego geniusza twórczej praktyczności.
Ksiądz Robert Skrzypczak, przywołując mało znane objawienia Matki Boskiej w Wenezueli, w Betanii w pobliżu Caracas (w latach 1976–1990), wymienia m.in. wezwania Maryi do powrotu do niezależnego stylu życia, w którym znajdzie się miejsce na pozornie przyziemne umiejętności. „[Maryja] zwraca uwagę, że wielu z nas stało się dziś w dużej mierze uzależnionymi od Internetu, od zewnętrznych instytucji państwa, firm usługowych i różnych systemów. Coraz częściej nie potrafimy sobie poradzić w prostych sytuacjach życiowych: nie umiemy naprawić światła, wymienić bezpieczników, opatrzyć rany, ale też – zgromadzić wokół siebie najważniejszych rzeczy potrzebnych do życia, aby w chwili próby pomóc sobie i innym. Maryja zwraca uwagę, że potrzeba niewielkiej części społeczeństwa, przynajmniej 10 lub 15 proc. ludzi, którzy nauczą się takiego praktycznego życia i będą zdolni w razie potrzeby podjąć odpowiedzialność za innych”. Czy to wezwanie może dziwić? Czy jest ktoś bardziej doświadczony w tej dziedzinie niż Ona, która już w bardzo wczesnej młodości pokonywała setki kilometrów trudnego skalistego kraju, najpierw sama, w drodze do św. Elżbiety, potem z maleńkim Dzieckiem na rękach, pod opieką męża, ale w warunkach śmiertelnego zagrożenia, przez niebezpieczną pustynię, aż do Egiptu? Jest razem ze swymi najbliższymi bohaterką wielkiej ucieczki, która nie musi być owiana żadną legendą, bo jest zupełną prawdą. Prawdą także o nas, o losie człowieka na tej ziemi, który nigdy nie może popadać w infantylizm i złudzenia, że „jakoś to będzie”; musi zawsze – a zwłaszcza w trudnych czasach – zachować moc wiary, trzeźwość umysłu i męstwo serca.
Zawsze ta sama ponura historia
To przecież nic nowego. Historia nowożytna jasno wykazuje, że gdy ustrój państwa zaczyna podważać własne fundamenty, eliminuje wpływ niezmiennych zasad moralnych na życie państwa, dominującą cechą władzy staje się przemoc. Jest to logiczny skutek odstąpienia od fundamentalnych zasad. Ujawnia się to w każdym ustroju, zarówno w monarchii, jak i demokracji. Władza takiego państwa z dnia na dzień staje się coraz brutalniejsza i dziksza. Naczelną jej cechą są gwałtowność i bezwzględność, widoczna już w chwili jej ustanowienia (czy przechwycenia), w sprawowaniu, ekspansji, w codziennej praktyce, w osiąganiu celu. Przemoc może mieć charakter fizyczny lub psychologiczny albo oba jednocześnie.
Czy trzeba przypominać o krwawej tyranii, jaką sprawował nad narodem angielskim przez wiele lat brytyjski monarcha w XVI w. (wprowadził ją natychmiast, gdy tylko przyjął protestantyzm i wyeliminował prawdziwą arystokrację na rzecz nuworyszy, którzy zagarnęli posiadłości arystokracji katolickiej)? O gwałtach republiki francuskiej na własnym narodzie, która zaczęła swój szlak terroru od zamordowania króla, mordowania księży, rabowania i burzenia kościołów? Albo o przemocy, którą pruscy luteranie stosowali w XIX w. wobec polskich katolików pod pretekstem kulturkampfu? O tragicznych skutkach dyktatury bolszewickiej i hitlerowskiej? Dziś różne narody doświadczają przemocy, która nie jest tak jawna, naga i bezwstydna jak niegdyś, ukrywa się za zasłoną teatralnych deklaracji, jest jednak równie bezwzględna wobec wszystkich, którzy się jej nie podporządkowują, nie wysługują się jej i nie schlebiają. Zachowują wewnętrzną wolność mimo narzucanych ograniczeń i niesprawiedliwych praw.
Ks. R. Skrzypczak, „Pan Bóg przemawia przez wszystko, co dzieje się na arenie świata. W wenezuelskiej Betanii Maryja objawiła się jako Matka Pojednania Narodów” („Wpis”, nr 3 (185) PP III-IV 2026).