W ujawnionej niedawno przez „GP” notatce funkcjonariusza BND (niemieckiego wywiadu) czytamy: „Zgodnie z opisem Roberta *** zlecenie dotyczące przeprowadzenia zamachu na Tu-154 pochodziło bezpośrednio od *** T*** do Desinowa. Nie udało się ustalić, gdzie i kiedy do tego doszło. Desinow miał następnie nawiązać kontakt ze stacjonującą w Połtawie/Ukraina grupą operacyjną Dmytra Stelanowego. Miało to nastąpić około 1.04.2010”.
Z fragmentu tego wynika jednoznacznie, że ok. 1 kwietnia gen. Desinow – wskazywany przez autora raportu jako mózg całej operacji – uaktywnił oddział specjalny w Połtawie. 15-osobowa grupa Stelanowego miała od tego czasu zajmować się przygotowaniami do zamachu w Smoleńsku. Dlaczego Desinow nawiązał kontakt ze Stelanowem akurat 1 kwietnia?
Jak się okazuje, właśnie tego samego dnia polskie MSZ otrzymało wstępną listę pasażerów lotu wyznaczonego na 10 kwietnia 2010 r. W piśmie datowanym na 31 marca 2010 r., ale odebranym 1 kwietnia, ówczesny zastępca szefa Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin przesyła dokument jako „ostateczny skład delegacji”. Adresatem jest Andrzej Kremer z MSZ-etu, a z adnotacji wynika, że pismo dostali też dyrektorzy z tego resortu Mariusz Kazana i Jarosław Bratkiewicz, jak również Andrzej Przewoźnik (sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa) oraz Agnieszka Wielowieyska, dyrektor Departamentu Spraw Zagranicznych w Kancelarii Premiera (siostra Dominiki Wielowieyskiej z „Gazety Wyborczej”).
– mówi „GPC” mec. Stefan Hambura, pełnomocnik prawny kilku rodzin smoleńskich.Ta zbieżność dat jest zastanawiająca i dziwna. Z pewnością warto by sprawdzić, do kogo już 1 kwietnia trafiły informacje o składzie delegacji i czy miało to związek z potencjalnymi działaniami gen. Desinowa, opisanymi w raporcie BND
Na przesłanej do MSZ-etu liście pasażerów znajdował się m.in. Jarosław Kaczyński, brat prezydenta i prezes PiS‑u.
Czy skład delegacji już 1 kwietnia 2010 r. poznali Rosjanie, dyplomatycznymi kanałami lub poprzez agenturę ulokowaną w resorcie? Wiadomo jedynie, że 4 kwietnia 2010 r. lista ta – potem zmieniona – „wyciekła” do prasy i zaczęła krążyć wśród dziennikarzy.