Sprawa drugorzędna
Spór o polityczną poprawność języka postanowił utworzyć swój nowy front w kwestii Ukrainy.
Spór o polityczną poprawność języka postanowił utworzyć swój nowy front w kwestii Ukrainy.
Przy okazji wojny na Ukrainie pojawili się komentatorzy, którzy biadolą, że Polska staje się krajem frontowym. To dla nas nowa perspektywa, ale historia pokazuje, że rola kraju frontowego wiąże się z olbrzymią szansą na skok rozwojowy. Wystarczy spojrzeć na przykłady Finlandii, RFN, Włoch, Tajwanu, Korei Płd. oraz Izraela.
Od napaści Rosji na Ukrainę trwa publicystyczna debata, czy warto karać wszystkich Rosjan, w tym sportowców, za inwazję i mordowanie sąsiadów. Federacja Rosyjska została wykluczona z wielu imprez sportowych, m.in. eliminacji do mundialu w Katarze. Roman Abramowicz – najpotężniejszy Rosjanin w świecie piłki nożnej – musiał spakować manatki z biur Chelsea Londyn i prywatnym odrzutowcem uciekł do Tel-Awiwu, gdzie nie obowiązują sankcje nakładane przez wolny świat na rosyjskich oligarchów.
Im dłużej trwa wojna, tym wyraźniej widać, które z państw Zachodu na serio traktują konieczność zatrzymania Rosji i Putina w dążeniu do rozpętania piekła na ziemi, a które udają, kombinując, jakby nie zamknąć sobie ścieżek do robienia z moskiewskim bandytą interesów. Podczas gdy premierzy Polski, Rumunii, Wielkiej Brytanii, krajów bałtyckich, także ze Skandynawii (o Ukrainie nie zapominając) nie ustają w wysiłkach, by sankcjami zatrzymać Rosję, ci z Niemiec, Francji czy Holandii starają się, aby uderzenie w Kreml nie było zbyt silne. Chcą z Moskwą handlować gazem, ropą, a nawet częściami do elektrowni atomowych.
W piątkowym wydaniu węgierskiego dziennika „Magyar Hírlap” ukazał się obszerny tekst Marianny Őry: „Tusk i jego fałszywa krytyka Putina”. Już na wstępie dowiadujemy się, że Donald Tusk będzie gościem honorowym na imprezie lewicy 15 marca, o czym poinformował kandydat węgierskiej opozycji na premiera w kwietniowych wyborach parlamentarnych Péter Márki-Zay.
Putin bombarduje świątynie należące do Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej.
Po pierwszym zrywie zostało zarazem dużo i bardzo niewiele. Mamy kolejne sankcje, kolejne firmy wycofują się z Rosji, wydłuża się też lista osób, których dotykają na Zachodzie różnorakie nieprzyjemności… Zarazem jednak wciąż szerokim strumieniem w jedną stronę płynie gaz, a w drugą – pieniądze, za które morderca z Kremla kupi sobie kolejne dni napaści na Ukrainę, kolejne bomby i więcej amunicji.
Gdy dziś moi rodacy zapewnili schronienie 1,7 miliona uchodźców ze wschodu, to ja, szczycąc się tym w Parlamencie Europejskim, wspominam indyjskiego króla (maharadżę), który udzielił schronienia Polakom podczas II wojny światowej.
Ile symboliki jest w obrazach mitycznych „zwykłych Rosjan”, którzy na wieść o wycofaniu się z Rosji sieci McDonald’s ustawili się... w gigantycznych kolejkach po ostatnią amerykańską bułkę z kotletem wołowym.
Czy prezydent USA jest osobą, od której telefonu ktoś może nie odebrać i to z premedytacją? Okazuje się, że tak. Jak poinformował „The Wall Street Journal”, Joe Biden nie mógł połączyć się telefonicznie ze stolicą Arabii Saudyjskiej i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Była ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher dość jednoznacznie wskazała, choć dyplomatycznie, że wieloletnia akcja zniesławiania Polski jako kraju autorytarnego, niepraworządnego to rosyjska dezinformacja, którą Europa i Stany Zjednoczone bezkrytycznie przyjmowały. I że Polsce należą się przeprosiny.
Gdy czytam, że Grzegorz Braun pyta: „Ukraińcy mają mieć wszystko za darmo kosztem Polaków!?”, czuję zderzenie z rosyjskim złem w czystej postaci. Istotą działań Moskwy jest żerowanie na ludzkich słabościach. Rozdymanie zła, które tkwi w każdym z nas, do gigantycznych rozmiarów.
Grubo ponad milion ukraińskich kobiet i dzieci przekroczyło już granicę RP. Trudno nawet nadążyć za aktualnymi statystykami, bo liczba uchodzących przed bestialstwem Rosji ciągle rośnie. Ten exodus najpewniej przybierze na sile. Rosjanie zaczęli bowiem czynić to, co najlepiej potrafią – mordować, gwałcić, palić i niszczyć. Oto filary ich cywilizacji.
Władimir Putin może dziś sobie „pogratulować” – w kilkanaście dni cofnął rozwój cywilizacyjny Rosji o całe dziesiątki lat. To nie tylko wynik wojennych nakładów i strat, lecz przede wszystkim praktyczne konsekwencje tego, jak większość świata postrzega postępowanie Rosji i jej prezydenta.
Realizm polityków, którzy odmawiają szybkiej ścieżki przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej i embarga na rosyjską ropę i gaz, ma kolor krwi dzieci zabijanych w czasie bombardowań. Może jestem romantykiem, a może po prostu uważam, że polityka powinna jednak opierać się na pewnych zupełnie podstawowych normach moralnych. Niezależnie od powodu nie potrafię się pogodzić z zimnym realizmem części (nie tylko, ale głównie zachodnich) środowisk politycznych. Dlaczego?
Na zdrowy rozum nie sposób tego wytłumaczyć. Kraj, który właśnie przyjął półtora miliona uchodźców z terytorium swojego wschodniego sąsiada – a za chwilę niewykluczone, że przyjmie drugie tyle lub więcej – dostaje werbalne podziękowania od wszystkich politycznych „świętych” w Europie i Ameryce, a jednocześnie w tym samym czasie dostaje w twarz dwiema rezolucjami Parlamentu Europejskiego.
Wojna na Ukrainie nie jest niespodzianką. O kolejnych aktach agresji i terroru Putina dowiadywaliśmy się przecież sukcesywnie od czasu wojny w Czeczenii.
Każdego dnia dostajemy kolejne wstrząsające relacje z Ukrainy. Rosja przekracza wszelkie granice, widać, że nie cofnie się przed niczym, byle tylko siać śmierć i terror w najechanym przez siebie państwie.