Dziś w Belwederze odbyła się uroczystość wręczenia not identyfikacyjnych rodzinom ofiar, które zginęły w wyniku działań terroru komunistycznego i zbrodni niemieckich. Ogłoszono nazwiska 20 osób, których szczątki zostały odnalezione i zidentyfikowane w ramach działań Instytutu Pamięci Narodowej. Znajdują się wsród nich m.in. zamordowani na terenie Zamku w Lublinie, zmarli i zamordowani w więzieniu w Raciborzu, w komunistycznym więzieniu w Warszawie, a także żołnierze podziemia antykomunistycznego ziemi małopolskiej.
To nie jest proste działanie algebraiczne. Jedenaście edycji – policzyć łatwo. Pewny marker to długość równika – 40 075 km. Reszta to już szacunki. Bo najczęściej na linię startu lokalnych biegów zgłaszało się więcej biegaczy niż było oszacowanych pakietów. Kiedy w Tropem Wilczym zaczęło biegać wojsko, zarówno w Polsce jak i w pokojowych misjach sojuszniczych NATO, również i te woskowe dystanse pokonywało więcej chętnych niż zakładano. I nawet dystans, ten obligatoryjny na 1963 nie jest sztywnym parametrem, bo wielu organizatorów proponuje dodatkowo biegi na dystansach 5 i 10 km – i tysiące biegaczy wybiera takie właśnie długie trasy. Ale nawet tymi najskromniej liczonymi parametrami – Bieg Tropem Wilczym, który jest największym biegiem pamięci na świecie – obiegł kule ziemską już minimum 50 razy!
Staroświeckim pączkiem trafiwszy w oko mógłby go podsinić, dziś pączek jest tak pulchny, tak lekki, że ścisnąwszy go w ręku znowu się rozciąga i pęcznieje do swojej objętości, a wiatr zdmuchnąłby go z półmiska – pisał Jędrzej Kitowicz. Słodkie pączki z ciasta drożdżowego jedzone w tłusty czwartek rozpowszechniły w Polsce w XVI wieku. Początkowo bowiem był to wyrób wcale nie cukierniczy, ale podawany na słono, podobny do tego, jaki jedzono w starożytnym Rzymie. Jak Rzeczpospolita długa i szeroka nadziewano go słoniną o czym wspominał zresztą Mikołaj Rej.