Pomidory rosły w południowoamerykańskich Andach jako mała dzika roślina. W tamtym czasie były bliższe raczej dzisiejszym pomidorkom koktajlowym, i to w dodatku żółtym, niż zwykłym dużym, czerwonym pomidorom. Historycy nie są pewni, kiedy trafiły do Europy. Po splądrowaniu Ameryki Południowej hiszpańscy konkwistadorzy skrupulatnie odnotowali każdą ilość złota i srebra, jakie dotarły do Sewilli, ale nie ma żadnej wzmianki o nasionach pomidorów. Uważa się jednak, że pojawiły się za sprawą Hernana Corteza. Ich miano pochodzi przecież od azteckiego przedrostka tomatl, oznaczającego „okrągły owoc”. Z kolei w Polsce nazwa wzięła się od łacińsko-włoskiego określenia „pommi d`oro” lub czyli „złote jabłko”.
Norweski dziesięciolatek Erik Briskerud wybrał się wraz ze swoim ojcem, żeby popływać łódką na rzece Glomma. W pewnym momencie dostrzegł na mieliźnie coś, co wyglądało jak wygładzony korzeń. Przedmiot okazał się drewnianą miską, która wyglądała na bardzo starą. Wkrótce okazało się, że to najbardziej wyjątkowa miska, jaką kiedykolwiek znaleziono w Norwegii.
Choć cywilizacja Inków nie znała koła, a ludzie przeważnie chodzili pieszo lub wykorzystywali lamy do przenoszenia ładunków to nie przeszkodziło, by powstała rozbudowana sieć dróg licząca ponad 30 tysięcy kilometrów i łącząca góry z wybrzeżem Oceanu Spokojnego. Ten na wskroś nowoczesny system zaprojektowano w najdrobniejszych szczegółach – do dziś podziwiać można liczne kładki i mosty nad rzekami, tunele, schody górskie, magazyny i pozostałości miejsc odpoczynku dla podróżujących. Zwano go Qhapaq Ñan czyli Królewski Trakt. Była to najprawdopodobniej najdłuższa uczęszczana droga na świecie aż do XIX wieku.