Prawdziwe bogactwo liberałów
Irytują nas naiwność, niefrasobliwość i infantylizm ludzi, którzy zupełnie „nie łapią”, co dzieje się w polityce.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Irytują nas naiwność, niefrasobliwość i infantylizm ludzi, którzy zupełnie „nie łapią”, co dzieje się w polityce.
Dziś, gdy europejscy rolnicy zmuszeni są demonstrować przeciwko decyzjom Brukseli, zapominamy często, że ludzie, którzy uprawiają własną ziemię, są zawsze (oprócz Kościoła) największym wrogiem rewolucji. Ich protesty bierze się za partykularną obronę własnych interesów. Andrzej M. Cisek w książce „Kłamstwo Bastylii” przypomina, że ci, którzy znają wieś tylko z filmów, przypisują jej mieszkańcom naiwność: „Chłop, w odróżnieniu od tego, co myślą o nim tak zwani ludzie z miasta, jest wielkim indywidualistą i wie dokładnie, czego chce. A chce bardzo niewiele, bo tylko żyć życiem swych przodków. Z własnego doświadczenia wie, że każda interwencja z zewnątrz, każda nowa idea może zagrozić jego istnieniu, odrzuca ją. Nie pozwala sobie dyktować, co ma robić i jak się zachowywać”.
W bajkach często ta sytuacja się powtarza: bohater jest sam w świecie dziwnym i strasznym, gdzie wszystko jest odwrócone, nienaturalnie odkształcone. Są tam drzewa, których gałęzie zwisają, by go udusić, fantastyczne zwierzęta, różne groźne monstra. Bohater, często dziecko albo ktoś młody, ma na swoją obronę tylko jedną rzecz: tajemne słowo, znak, jakiś drogocenny drobiazg.
Dziwne, że przychodzi nam tak jak podczas zaborów, okupacji sowieckiej i niemieckiej bronić najważniejszego znaku naszej wiary. Dziwne jest także to, że zarówno przeciwnicy krzyża, jak i wielu, niestety, „obrońców” powołuje się przy tym na tolerancję i prawa człowieka. Co krzyż Chrystusa ma z tym wspólnego? Czy bronimy siebie, swojego przywiązania do symboli, czy panowania prawdy w sferze społecznej?
Taki jest tytuł opowiadania Henryka Sienkiewicza z 1882 r. To jeden z najbardziej gorzkich utworów noblisty, historia chłopa z poznańskiej wsi, który jako pruski poddany zmuszony jest wyruszyć na wojnę z Francuzami w 1870 r.
Najbardziej zastanawia fakt, że dziecko niegdyś niechciane okazuje się dzieckiem najbardziej kochanym. Przekonał się o tym niejeden raz. Tu zawodzi cała jego socjologiczna wiedza. Nie pojmuje, jak to się dzieje.
Nie można tych zasług nie doceniać. Dzięki coraz śmielszym poczynaniom koalicji rządzącej wielu Polaków odzyskuje dziś jasny pogląd na rzeczywistość i trzeźwe myślenie. Rozpoznaje prawidłową treść pojęć, takich jak państwo, prawo, władza. Zawłaszczonych i zniekształconych przez liberałów i neomarksistów przez wiele dziesiątków lat. Doceńmy to.
Wielkie metropolie przypominają dziś afrykański busz. „Żywioł miejski”, „aktywiści miejscy”, „gry miejskie”, „sztuka przetrwania w miastach” – nazwy te mówią same za siebie. Życie, mimo pozorów, bywa tu ekstremalnie trudne. Miasta bywają groźne, niebezpieczne. Pogłębia się też ich swoisty izolacjonizm.
Moja znajoma Czeczenka jest uchodźcą. Mieszka w Polsce od kilkunastu lat. Jest jedną z najbardziej zapracowanych osób, jakie znam. Haruje od rana do nocy, prowadząc mały biznes, wykorzystując swoją wiedzę i talenty. Jest skrzętna, zaradna i ma wyobraźnię. Zdobyła niezłą pozycję materialną, szacunek i wdzięczność wielu osób. Co jej się w Polsce najbardziej nie podoba?
6 marca rozmawiałam w centrum Warszawy z rolnikami powracającymi z manifestacji. Byli wyraźnie spragnieni rozmowy, choćby kilku słów rzuconych w biegu. Niektórzy dziękowali, że „są tacy warszawiacy”.
Czas niepokoju i zamętu sprzyja rozbudzaniu emocji. Nie zawsze zdrowych. Często nadmiernych. Panowanie nad emocjami nie jest sztuką łatwą. A jednak warto ją praktykować, bo niektóre z nich, gdy ujawnią się szerszej publiczności, a zrodziły się w sercach osób publicznych, mogą budzić zażenowanie.
Śmierć Aleksieja Nawalnego to nie tylko nagły zwrot w decyzjach polityków. Nie tylko przyspieszone repetytorium z historii, przypomnienie innych śmierci, których sprawcy pozostają „nieznani” (czyli bezkarni). To nie tylko okazja do szybkiego rachunku sumienia: czy w obliczu tak jawnego zła naprawdę potrafimy się zdobyć na odwagę, czy zło nas nie paraliżuje? Czy więc w obronie prawdy jesteśmy wystarczająco odważni, spokojni i pewni?
Gdy w połowie grudnia ub. roku w sali obrad Sejmu usłyszeliśmy exposé nowego szefa rządu i miała rozpocząć się debata nad nim, wyżej, na galerii można było zobaczyć dość nieoczekiwaną scenę. Przy balustradzie rozparty Lech Wałęsa, w obcisłym podkoszulku, rozpromieniony, otoczony osobistościami, wśród których wyróżniał się Jerzy Buzek. A z tyłu – górujące nad tym towarzystwem postacie prawosławnego duchownego i protestanckiego pastora. Obie stojące niewzruszenie, niczym kolumny podpierające kapitel, z twarzami pozbawionymi emocji.
Ile to już razy próbowano wcisnąć nam coś starego i lekko cuchnącego w zupełnie nowym opakowaniu! Metoda stara jak świat. Bo i pokusa odwieczna: zrobić coś z niczego. Wzbogacić się, nie mając grosza. Zagwarantować sobie raj na ziemi.
Wystąpienie Donalda Tuska w poniedziałkowej debacie nie miało na celu przekonania kogokolwiek do jakiegokolwiek programu, wyłożenia racji, obalenia argumentów przeciwnika. Nawet nie o wyśmiewanie się i obrażanie premiera Mateusza Morawieckiego tutaj chodziło.
Gdy w latach 1939–1948 w Niemczech trwało racjonowanie żywności, cukier, mięso, papierosy przydzielano na kartki, tylko jeden obywatel – a raczej obywatelka – nie miał do tego prawa. Urzędowe uzasadnienie brzmiało, że ich nie potrzebuje, bo nic nie je ani nie pije. Przysługiwał jej natomiast przydział dodatkowej porcji mydła, gdyż zachodziła konieczność cotygodniowego prania bielizny poplamionej krwią. Należała ona do mieszkanki małej niemieckiej wioski na terenie tzw. Lasu Czeskiego w Bawarii.
Coraz więcej ludzi ma dziś problem ze zrozumieniem swojego miejsca wśród innych. Dlatego że nie rozumieją, kim są. Jeśli nie wie się, kim się jest, to postrzega się całą rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Nasze czasy niosą piętno tej przypadłości. Żyjemy wśród ludzi, którzy nie są w stanie pojąć tego, co dzieje się wokół nich. Przykłady pijanych i awanturujących się publicznie polityków mówią same za siebie.