Putin chce przejąć kontrolę nad Zachodem To jego ostateczny celi » więcej w Gazecie Polskiej! CZYTAJ TERAZ »

Wariat zawsze musi mieć dzieci. Niesamowita historia początków obrońców życia w komunizmie

Najbardziej zastanawia fakt, że dziecko niegdyś niechciane okazuje się dzieckiem najbardziej kochanym. Przekonał się o tym niejeden raz. Tu zawodzi cała jego socjologiczna wiedza. Nie pojmuje, jak to się dzieje.

Każdy przyszedł tu z innym bezlitośnie ciążącym bagażem. Marii ciążyło poczucie bezradności. Znała terminy skrobanek swoich znajomych i nie śmiała się do nich zbliżyć. I jaka byłaby komiczna, gdyby przewalczyła ten strach! Monika, chucherko, z dużymi świetlistymi oczami, przyszła tu „z zachłanności”, jak mówi, dla życia. Starszych peszą jej impet i siła. Danusia, matka czworga dzieci, skupiona i milcząca, trafiła do nich po przyjrzeniu się kilkudziesięciu spustoszonym, szarym twarzom kobiet, które opuszczały poradnię K ze skierowaniem na zabieg, gdy ona zastępowała matkę w szatni. Lekarz ginekolog przyszedł z rozsądku, jak mówi, z przekonaniem, że jeśli wystarczy wszystkim samozaparcia, uda się przełamać rosnącą w Polsce grozę. Mimo lat praktyki szpitalnej nie przestał reagować drżeniem na „zabiegi” dokonywane na jego oczach. To on wymyślił nazwę Gaudium Vitae. 

Pewnego dnia przyniósł na wykład Studium Rodzinnego trzy ludzkie płody w różnym wieku. Te płody w szklanych fiolkach zobaczyła Krystyna, filolog, jeszcze niedawno wojująca ateistka. Wystarczyło jedno spojrzenie na „to” (co niektórzy nazywają „ciążą”, którą się przerywa, inni wyobrażają sobie „to” pod postacią skrzepu). Była tam już ta druga Krystyna, kurator sądowy, którą pewnej niedzieli wypatrzył w tłumie przed kościołem ksiądz.

Nikt ich nie wyręczy

Ksiądz miał kiedyś młodzieńcze marzenie powołania stowarzyszenia na modłę XVII-wiecznego zakonu założonego dla wykupu niewolników. Przemyśliwał, że zebrane pieniądze będzie wręczać rodzicom albo lekarzom w zamian za życie dziecka. Potem miał okazję wysłuchać niezliczonej liczby spowiadających się kobiet, które dławił ciężar czynu, które miały za sobą. Czuł się staro i podle, nie mogąc nic zrobić dla ich dzieci. Dlaczego przychodziły zawsze po, a nigdy przed? Dlaczego nigdy nie spowiadali się mężczyźni? Ani ci, którzy wykonywali ten czyn lub doprowadzali do niego. Ksiądz zrozumiał, że musi wreszcie zacząć pomagać dzieciom. Pojął, że nikt go w tym nie wyręczy. Musi iść do ludzi i rozgłaszać, że to jest zabójstwo niewinnego człowieka – zło społeczne, nie tylko ból psychiczny matki, tak wielki czasem, że nie chce się jej już żyć. 

Był koniec lat 70., coraz więcej ludzi w Polsce zdawało sobie sprawę, że nie można siedzieć i czekać, aż „coś się zdarzy”. Zbierać się zaczęli przy Beatce, 16-latce, którą Danka zgarnęła z poradni K, a której rodzice oświadczyli, że albo wróci z mężem – wtedy „może być i dziecko” – albo po skrobance, w przeciwnym razie niech się wynosi z domu. Byłaby to jedna z wielu podobnych sytuacji, gdyby nie fakt, że Beatka okazała się najbardziej postrzeloną ze wszystkich zwariowanych nastolatek. Działał już telefon u ojca Salija. Zmobilizowali wszystkich znajomych, załatwili Beatce pokój, pracę, perspektywę samodzielności. Wszystko brało w łeb – uciekała i szła po nowe skierowanie. Nowe adresy, nowa praca – i tak przez siedem miesięcy… Opiekują się nią i jej synkiem do dziś i ona także – po wielu awanturach, łzach i przeprosinach – bardzo się do nich przywiązała. Zawdzięczają Beatce smak pierwszego sukcesu. Poczucie, że można coś zrobić, gdy jest się razem. W swoim manifeście napisali: „Ruch nasz powstał z przerażenia…”.

„Nie rób mi świństwa”

Kobiety, które do nich trafiają – oni szukają tych kobiet, ale i one, może intuicyjnie, w ostatnim odruchu ich wypatrują – to najczęściej żony i matki z rodzin nieźle sytuowanych. W ich standardowych M-3 ze ściany spogląda twarz Jana Pawła. Druga co do wielkości grupa to bardzo młode dziewczyny, często uczennice, które nie chcą „zrobić świństwa” swojemu chłopakowi albo zupełnie nie mają się gdzie podziać i nie wiedzą, jak żyć w samotności. Chciałyby nawet mieć dziecko, ale chłopak mówi, że ją rzuci, rodzice, żeby się nie śmiała pokazać w domu, koleżanki z pracy, że pójdą do kierownika, bo nie będą „robić za nią, jak sobie bachora zafundowała”. Doradzą jeszcze życzliwi sąsiedzi, lekarz z rejonu wpisze w rubryce „przyczyny społeczne – brak warunków” i już po krzyku. Ulga natychmiastowa. Prawie nigdy nie przychodzi do głowy tej dziewczynie, chłopakowi, rodzicom, sąsiadom, że ten cudowny sposób to zabicie kogoś. 

„Skoro robi to tylu ludzi naokoło, to widocznie jest to normalne. Dobre i słuszne. Tak myśli większość ludzi. Kryterium stała się statystyka”, mówi ksiądz. Według jego oceny skrobanki popiera czynnie połowa społeczeństwa, biernie dwie trzecie.

Ludzie z piwnic

Wreszcie trzecia grupa trafiających do nich to żony alkoholików, przeważnie z gromadą dzieci, bite, szantażowane, żyjące w ciągłym strachu o życie dzieci i swoje. W tej sytuacji namawianie do powiększania rodziny wydaje się okrutnym żartem. Wokół ludzi z ruchu dużo jest tych, którzy z politowaniem pukają się w czoło, gdy widzą, jak starają się ocalić jeszcze jedno życie w takiej rodzinie. Słyszą: „Lepiej troszczcie się o życie narodzonych!”. Albo: „Co to zmieni? Idźcie do szkół, pracujcie z dziećmi, walczcie z alkoholizmem”. Najżyczliwsi spośród znajomych patrzą na nich jak na stado nieszkodliwych wariatów, kiedy widzą szamotaninę Danusi, Krystyny czy Moniki pomiędzy kilkoma rodzinami alkoholików, gdzieś na Targówku, Bródnie, w Miłosnej czy Babicach.

Monika mieszkała w takim domu przez pół roku. Było to przed obroną pracy magisterskiej z filozofii. Zamieszkała tam, by nie dojeżdżać codziennie 40 km. Prała, sprzątała, gotowana i razem z Janką, przyszłą matką nienarodzonego, zajmowała się piątką jej dzieci. Sześć nocy spędziła pod domem towarowym, resztę w „domu”, czyli w piwnicy; dopiero krótko przed narodzeniem szóstego dziecka przeprowadzili się na górę. Mąż Janki miał właśnie krótką chwilę przytomności i nie groził, że zarąbie ją siekierą, jeśli wystąpi o separację. Któregoś dnia Monika poszła do proboszcza, mówiąc, że fruwa w powietrzu siekiera, że będzie szóste dziecko. Pogładził ją po głowie i dał 500 zł. „Co ja mogę?...”.

W Babicach, w lepkim zaduchu na wpół zrujnowanego mieszkania czekała na czwarte dziecko Zosia. Mąż siedział w więzieniu za kradzież pierzyny. Najmłodsze dziecko Zosi przez trzy pierwsze lata życia nie schodziło z oślizgłego tapczanu, bo nie miało butów. Sąsiadka z całą życzliwością, na jaką było ją stać, doradzała „usunięcie”. „W tej sytuacji nie masz wyboru”. Z przyjaźni czy z obowiązku? Była bowiem opiekunem społecznym.

I wreszcie Bródno, gdzie Monika jest jedyną osobą, która może przekroczyć próg tego domu bez obawy, że będzie pobita. Matka sześciorga dzieci szczelnie zasłania szalikami i długimi rękawami skatowane ciało. Problemem są nie tylko pieniądze na zakupy, ale samo wyjście z domu. Jak wyjść, zostawiając dzieci same albo, co gorsza, na pastwę ojca? Odkąd jest Monika, ten problem zniknął. Za miesiąc będzie siódme dziecko.

Zawsze najbardziej kochane

Co mogą zrobić? Bardzo dużo i zarazem niewiele. Materialnie pomogą przez rok, dwa lub trzy, dając jedzenie, wyprawkę, odzież dla domowników, w razie potrzeby comiesięczne stypendium. Znajdą pracę, często chałupniczą. Wynajmą pokój i będą opłacać czynsz. Albo nawet znajdą dla rodziny jakiś azyl na wsi, choć z tym jest niełatwo. I wtedy będą mogli patrzeć, jak rodzina odżywa, jak dzieci robią się weselsze i przestaje drżeć głos matki. Mogą zainicjować pomoc specjalistów – lekarzy, prawników. 

Pieniądze nie są wcale najważniejsze. To potwierdzi każda osoba z ruchu. Ksiądz przyznaje, że jako realista nastawiał się na większą liczbę oszustw, wymuszeń dóbr materialnych. Jest inaczej, biorą potrzebujący. Może dlatego, że ludzie z ruchu rozwożą sami tę pomoc po domach, nie wydają w jakimś biurze. Mentalność roszczeniowa łagodzi się zresztą niezwykle po urodzeniu dziecka. Ale księdza najbardziej zastanawia fakt, że dziecko niegdyś niechciane okazuje się dzieckiem najbardziej kochanym. Przekonał się o tym niejeden raz. Tu zawodzi cała jego socjologiczna wiedza. Nie pojmuje, jak to się dzieje.
_____
1984 r.
Imiona bohaterów niezmienione. „Ksiądz” to ks. Stanisław Małkowski.
_____
Cały tekst przeczytają Państwo w majowym wydaniu „Nowego Państwa”.

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

prenumerata.swsmedia.pl

Telewizja Republika

sklep.gazetapolska.pl

Wspieraj Fundację Niezależne Media

Chcesz skomentować tekst? Udostępnij treść i skomentuj w mediach społecznościowych.
Ewa Polak-Pałkiewicz
Wczytuję ocenę...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo