A Donald Tusk milczy
Co teraz mają zrobić ci biedni prokuratorzy, skoro Tusk nie powiedział im, czy świadek Emil Jędrzejewski jest obecnie wiarygodny, czy też nie bardzo? Co robić?
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Co teraz mają zrobić ci biedni prokuratorzy, skoro Tusk nie powiedział im, czy świadek Emil Jędrzejewski jest obecnie wiarygodny, czy też nie bardzo? Co robić?
W związku z aferą w Szpitalu Południowym w Warszawie o polityczne życie walczą nadzorcy placówki, czyli Rafał Trzaskowski i Marcin Kierwiński. Jeden jest prezydentem Warszawy, drugi – szefem mazowieckich struktur KO.
Komunista Włodzimierz Czarzasty – chwilowo na stanowisku marszałka Sejmu – nie przestaje zadziwiać. Wygłosił sobie w Sejmie nikomu do niczego niepotrzebną tyradę, która jednak pasowała do niego jak ulał – to znaczy była bardzo niemądra.
Jeszcze słów kilka o referendum w Krakowie, po którym złote dziecko Donalda Tuska okazało się tombakowe. Otóż strącenie Aleksandra Miszalskiego ze stołka prezydenta Krakowa poprzedzone było szeroko zakrojoną akcją demokratyczną, czyli niedemokratyczną w istocie.
Ośmielam się postawić tezę, że policja Marcina Kierwińskiego, komendanta Marka Boronia i Donalda Tuska może przeprowadzać właśnie jedyną w swoim rodzaju, skoordynowaną, zaplanowaną i niełatwą akcję „Nie łapać złodzieja!”. Celem inicjatywy jest niezłapanie przestępców, ciche przyzwolenie na popełnianie przestępstw, a przede wszystkim zastraszenie niezależnych dziennikarzy związanych z Telewizją Republika. Dziennikarzy patrzących władzy na ręce. Tezy, że przestępcami są sami policjanci albo ściśle z nimi współpracują, nie formułuję z ostrożności procesowej.
Tak mi przyszedł do głowy „hymn łomotu”, który wyśpiewują kibice polskiej reprezentacji piłki nożnej po przegranych meczach: „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”. To refleksja po zapoznaniu się z informacją o kilometrówkach lewicowej poseł Anny Żukowskiej.
Głos zabrał nasz najbardziej utytułowany komunista – towarzysz marszałek Włodzimierz Czarzasty. Mógł milczeć, ale niestety nie skorzystał z okazji. Chyba zagroził Ameryce i Donaldowi Trumpowi zimną wojną, a sytuacja jest poważna.
Mam trochę lat i doświadczeń, więc niełatwo się zachwycam. Może to też kwestia wyrachowania: człowiek się zachwyci, a potem wychodzi na naiwniaka albo jeszcze gorzej, bo o przedmiocie czy podmiocie zachwytu dowiaduje się jakichś rzeczy. Zatem wbrew sobie i ku mojemu zdziwieniu oczarował mnie Andrzej Poczobut. Piękny człowiek.
Pytanie też do Państwa: co Państwo o tym sądzą? Lustracja się Polakom całkowicie nie udała, bo byliśmy miłosierni przez Michników (patrz – naiwni), ale może nie jest za późno?
Zdumiony, zasmucony i poirytowany bezwstydem części polskich prawników, którzy stroją się w piórka autorytetów, jestem nie tylko ja, choć należę do milczącej jeszcze większości. Zdumiony jawnością ich cyrkowych sztuczek, które uprawiają publicznie, wspierając – zapewne przypadkowo – demokrację walczącą Donalda Tuska, choć adekwatniejsze byłoby określenie tego, co robią, „prostytucją prawniczą”. Zasmucony, bo straty są pokaźne – Zolle czy Safjany demoralizują prawników, społeczeństwo i niszczą dyskurs o Polsce.
Gdyby głupota była lżejsza od powietrza, to Przemysław Sadura fruwałby niczym gołębica. Zacznijmy od tego, kto to jest. Niestety, to nauczyciel akademicki z Uniwersytetu Warszawskiego, doktor habilitowany, socjolog polityki, lewak związany z „Krytyką Polityczną”, więc już w zasadzie wiemy, czego się intelektualnie po tej osobie spodziewać.
Pamiętają Państwo słynną prośbę: „My chcemy tylko odwiedzać się w szpitalach”? Naiwniacy uwierzyli.
Dziś trochę nietypowo, trochę edukacyjnie, może do młodszych Czytelników.
Przyznam się bez bicia: niechrześcijańskiej satysfakcji uśmieszek przybłąkał się na moje usta po przeczytaniu wpisu rzecznika prezydenta Rafała Leśkiewicza, będącego reakcją na wcześniejszy post Donalda Tuska na portalu X.
Chodzi o nasze państwo, bo ono jest poważnie chore, a niektórzy jego urzędnicy mają problem z głową. Poniżej dowód. W 2022 r. służby zatrzymują rosyjskiego szpiega Pawła Rubcowa, który udawał w Polsce hiszpańskiego dziennikarza Pabla Gonzaleza.
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty jest poważnym zagrożeniem dla Polski. Zostawmy na razie na boku fakt, że należał do PZPR, czyli partii klęczącej przed bolszewikami do samego jej końca, i to, że nigdy nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa.
Mamy go! Przybył do nas z Sulęcina. Nie każdy bohater nosi pelerynę, a ten akurat dźwiga togę. Znaczy się sędzia. I on miał marzenie. Marzył on mianowicie w niewielkim swoim Sulęcinie (9 tysięcy mieszkańców), aby nad głową łysą jego flaga powiewała Unii Europejskiej, wręcz łopotała.