Hańba rządzącym
Porażająca i haniebna dla rządzących informacja: jak podaje Polski Czerwony Krzyż, 364 tys. dzieci w Polsce żyje w skrajnym ubóstwie.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Porażająca i haniebna dla rządzących informacja: jak podaje Polski Czerwony Krzyż, 364 tys. dzieci w Polsce żyje w skrajnym ubóstwie.
Nie ma i nie może być przyzwolenia na przemoc poza samoobroną. Monopol na nią ma państwo, a i to jedynie na tę uzasadnioną. To oczywiście teoria – praktyka wygląda niestety inaczej.
Czasem wystarczy dać im mówić i już. Na przykład pani Katarzyna Kotula, była sekretarz stanu ds. równości, dostała szansę i ją wykorzystała. Mimo że jest za równością, to jednak nie jest za równością wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn. Nie tylko ona uważa, że kobiety powinny wcześniej przechodzić na emeryturę, ale chodzi o argumenty, których użyła, żeby przekonać do swojej tezy opinię publiczną.
Z nośną publicystycznie tezą wystąpił Marek Migalski (kiedyś związany z PiS, później z KO, teraz rozgląda się na boki). Otóż według niego afera z Warszawskim Szpitalem Południowym i 29-letnim lekarzem oszustem Dawidem Kacprzykiem z Koalicji Obywatelskiej tejże partii jeszcze nie zatopi, aczkolwiek nie będzie bez znaczenia. Zanim obejrzymy tezę Migalskiego z każdej strony, wysunę drugą: otóż Koalicję Obywatelską zatopi „suskizm”.
Nie pamiętam, żeby lewica zajmowała się problemami robotników. Robotnicy służyli lewicy do usprawiedliwiania jej łajdactw i dyktatury w czasach komunizmu, a tak naprawdę strzelano do nich, kiedy tylko próbowali upomnieć się o swoje prawa.
Co teraz mają zrobić ci biedni prokuratorzy, skoro Tusk nie powiedział im, czy świadek Emil Jędrzejewski jest obecnie wiarygodny, czy też nie bardzo? Co robić?
W związku z aferą w Szpitalu Południowym w Warszawie o polityczne życie walczą nadzorcy placówki, czyli Rafał Trzaskowski i Marcin Kierwiński. Jeden jest prezydentem Warszawy, drugi – szefem mazowieckich struktur KO.
Komunista Włodzimierz Czarzasty – chwilowo na stanowisku marszałka Sejmu – nie przestaje zadziwiać. Wygłosił sobie w Sejmie nikomu do niczego niepotrzebną tyradę, która jednak pasowała do niego jak ulał – to znaczy była bardzo niemądra.
Jeszcze słów kilka o referendum w Krakowie, po którym złote dziecko Donalda Tuska okazało się tombakowe. Otóż strącenie Aleksandra Miszalskiego ze stołka prezydenta Krakowa poprzedzone było szeroko zakrojoną akcją demokratyczną, czyli niedemokratyczną w istocie.
Ośmielam się postawić tezę, że policja Marcina Kierwińskiego, komendanta Marka Boronia i Donalda Tuska może przeprowadzać właśnie jedyną w swoim rodzaju, skoordynowaną, zaplanowaną i niełatwą akcję „Nie łapać złodzieja!”. Celem inicjatywy jest niezłapanie przestępców, ciche przyzwolenie na popełnianie przestępstw, a przede wszystkim zastraszenie niezależnych dziennikarzy związanych z Telewizją Republika. Dziennikarzy patrzących władzy na ręce. Tezy, że przestępcami są sami policjanci albo ściśle z nimi współpracują, nie formułuję z ostrożności procesowej.
Tak mi przyszedł do głowy „hymn łomotu”, który wyśpiewują kibice polskiej reprezentacji piłki nożnej po przegranych meczach: „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”. To refleksja po zapoznaniu się z informacją o kilometrówkach lewicowej poseł Anny Żukowskiej.
Głos zabrał nasz najbardziej utytułowany komunista – towarzysz marszałek Włodzimierz Czarzasty. Mógł milczeć, ale niestety nie skorzystał z okazji. Chyba zagroził Ameryce i Donaldowi Trumpowi zimną wojną, a sytuacja jest poważna.
Mam trochę lat i doświadczeń, więc niełatwo się zachwycam. Może to też kwestia wyrachowania: człowiek się zachwyci, a potem wychodzi na naiwniaka albo jeszcze gorzej, bo o przedmiocie czy podmiocie zachwytu dowiaduje się jakichś rzeczy. Zatem wbrew sobie i ku mojemu zdziwieniu oczarował mnie Andrzej Poczobut. Piękny człowiek.
Pytanie też do Państwa: co Państwo o tym sądzą? Lustracja się Polakom całkowicie nie udała, bo byliśmy miłosierni przez Michników (patrz – naiwni), ale może nie jest za późno?
Zdumiony, zasmucony i poirytowany bezwstydem części polskich prawników, którzy stroją się w piórka autorytetów, jestem nie tylko ja, choć należę do milczącej jeszcze większości. Zdumiony jawnością ich cyrkowych sztuczek, które uprawiają publicznie, wspierając – zapewne przypadkowo – demokrację walczącą Donalda Tuska, choć adekwatniejsze byłoby określenie tego, co robią, „prostytucją prawniczą”. Zasmucony, bo straty są pokaźne – Zolle czy Safjany demoralizują prawników, społeczeństwo i niszczą dyskurs o Polsce.
Gdyby głupota była lżejsza od powietrza, to Przemysław Sadura fruwałby niczym gołębica. Zacznijmy od tego, kto to jest. Niestety, to nauczyciel akademicki z Uniwersytetu Warszawskiego, doktor habilitowany, socjolog polityki, lewak związany z „Krytyką Polityczną”, więc już w zasadzie wiemy, czego się intelektualnie po tej osobie spodziewać.
Pamiętają Państwo słynną prośbę: „My chcemy tylko odwiedzać się w szpitalach”? Naiwniacy uwierzyli.
Dziś trochę nietypowo, trochę edukacyjnie, może do młodszych Czytelników.
Mamy go! Przybył do nas z Sulęcina. Nie każdy bohater nosi pelerynę, a ten akurat dźwiga togę. Znaczy się sędzia. I on miał marzenie. Marzył on mianowicie w niewielkim swoim Sulęcinie (9 tysięcy mieszkańców), aby nad głową łysą jego flaga powiewała Unii Europejskiej, wręcz łopotała.