Środowy wieczór, siedziba Telewizji Republika w Warszawie, studio. Program prowadzi redaktor Danuta Holecka. Wśród publicystów mających komentować bieżące wydarzenia są Jarosław Olechowski, Rafał Ziemkiewicz, Michał Rachoń i niżej podpisany. Trudno jednak coś komentować, bo redaktorowi Olechowskiemu cały czas wibruje telefon, w ciągu 20 minut ponad 20 połączeń. Oczywiście telefon przed wejściem do studia się wyłącza, ale właśnie nie tym razem, bo to mamy między innymi komentować. Redaktor Olechowski włącza tryb głośnomówiący i przysuwa telefon do mikrofonu. Dzwoni dostawca pizzy, który z lekko obcym akcentem dopytuje o szczegóły adresu dostawy. Tyle że nikt niczego nie zamawiał. Za pół minuty dzwoni dostawca kebabów, pytając o szczegóły adresu dostawy. Znowu – nikt nie zamawiał jedzenia. Zlecenia nie są opłacone – zapłata ma nastąpić gotówką przy dostawie. O co chodzi? To cząstka większej akcji nękania i zastraszania dziennikarzy Republiki przez… No właśnie, przez kogo?
Is fecit, cui prodest
Rzymska maksyma mówi od starożytności, a wciąż aktualnie: „Is fecit, cui prodest”, a zatem ten zrobił, kto odniósł korzyść. Powiedzenie nie zestarzało się nic, a nic i wykorzystuje się je z powodzeniem nie tylko w kryminalistyce, ale także w polityce i każdej dziedzinie życia, szukając motywów czy sprawców. Kto może odnieść korzyść z nękania i utrudniania życia niezależnym dziennikarzom? Odpowiedź jest zbyt prosta, żeby tracić czas na jej formułowanie. Kto i w jakim celu próbował zastraszyć, zdyskredytować prezesa Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza, inicjując głośną już na cały świat akcję wtargnięcia do jego domu dwóch niezbyt sprytnych policjantów – pod pretekstem poszukiwania chłopca samobójcy, który miałby się wysadzić w powietrze z butlami gazowymi? „Cui bono”? Czyja korzyść? Powodem interwencji było anonimowe zgłoszenie telefoniczne. Okazało się ono fałszywe, ale policjanci wdarli się do mieszkania, przeszukali je, zakuli w kajdanki niewinną asystentkę, którą wypuścili dopiero na ulicy. Czy coś podrzucili? Czy mogli coś podrzucić? Czy naprawdę nie wiedzieli, że to mieszkanie prezesa Telewizji Republika? Mamy uwierzyć w to, że nie mogli się wylegitymować? Sporo pytań bez odpowiedzi.
A teraz sedno akcji: „Nie łapać złodzieja!”. Do chwili opublikowania niniejszego tekstu polska policja nie ustaliła, kto zatelefonował, informując o rzekomej próbie samobójstwa w warszawskiej kamienicy w mieszkaniu redaktora Tomasza Sakiewicza. Policja nie ustaliła także autorów fałszywej informacji o rzekomych bombach podłożonych w siedzibie Telewizji Republika. Nie ustaliła także osoby odpowiedzialnej za zamawianie jedzenia dla redaktora Jarosława Olechowskiego. A nie, przepraszam, bądźmy skrupulatni: namierzono 53-letniego mężczyznę, który miał być podejrzany, ale szybko okazało się, że sam jest ofiarą, ponieważ włamano się na jego skrzynkę mailową i wysyłano z niej fałszywe komunikaty. Kto wysyłał? Smutna sentencja, która przychodzi mi do głowy, wyrażona nie po łacinie, lecz w języku policyjnym, brzmiałaby: „Prowadzone są szeroko zakrojone działania, których celem jest nieustalenie sprawców, bo to byłby dla naszych szefów kłopot, no i dla nas też”.
Wiara w nieudolność policji
Czy można uwierzyć, że policja nie potrafi rzeczywiście zidentyfikować przestępców (bo fałszywe alarmy są przestępstwem) odpowiedzialnych za ataki na Republikę? Pewnie, że można. Jak głosowało się na ugrupowanie Donalda Tuska, to nawet łatwiej to przychodzi, ale kiedy ktoś pamięta historię pewnej emerytki i Jurka Owsiaka, wtedy wiara może nieco opadać. 67-letnia Izabela M. z Torunia, krytycznie nastawiona do akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, napisała w internecie do szefa WOŚP: „Giń, człeku”. Do mieszkania kobiety zapukali po kilku dniach sam pierwszy zastępca komendanta miejskiego policji w Toruniu nadkomisarz Arkadiusz Górecki i naczelnik wydziału kryminalnego aspirant sztabowy Cezary Więcławski. Kobietę wywleczono z domu, nie pozwolono jej wziąć leków, a prokuratura oskarżyła ją o mowę nienawiści. Sąd w ekspresowym tempie skazał emerytkę na pół roku więzienia. Można? Niby tak, ale kluczowy dla policji zdaje się jednak fakt, że Sakiewicz to nie Owsiak. Jeden służy władzy nie tylko sepsą, a drugi ją krytykuje. Po co szukać sprawców?
Na koniec coś odrobinę pozytywnego, choć także związanego z nękaniem. Otóż moim zdaniem wzywanie Tomasza Sakiewicza do Prokuratury Krajowej niby w charakterze świadka, ale z niezakamuflowaną aluzją, że można mu będzie postawić zarzuty w sprawie lotu Zbigniewa Ziobry z Europy do Stanów Zjednoczonych, było kolejną próbą nękania i zastraszania przez podwładnych Waldemara Żurka i uważającego się z jakichś powodów za prokuratora krajowego Dariusza Korneluka. Ta akcja zakończyła się jednak, jak na razie, spektakularną klapą, ponieważ razem z Sakiewiczem do prokuratury przyszło kilka tysięcy widzów Republiki, którzy nie byli entuzjastycznie nastawieni ani do Żurka, ani do Korneluka.
Prokuratorzy? Cóż, nie chcieli konfrontować się z pomrukującym społeczeństwem i dość gremialnie opuszczali budynek, korzystając z tylnego wyjścia. Demokracja to jednak rządy ludu, a nie rządy władzy. Władza się zmienia, lud zostaje, a jego pomruki są coraz głośniejsze.