Zagadkowe i dziwne to, biorąc pod uwagę, że najpotężniejsza armia NATO zdecydowanie odeszła od genderodziwactw w swoich szeregach, a ludzi, którzy mieli nieuporządkowaną w głowie własną orientację seksualną, transseksualistów budzących politowanie, po prostu pozbyto się z armii. Oczywiście słusznie, bo niestabilny psychicznie żołnierz to zagrożenie dla siebie i innych towarzyszy broni. Armia to nie jest dobre miejsce na słodkie przebieranki. Kiedy dziennikarz Republiki zapytał ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza o gender na szkoleniach, wicepremier wydawał się speszony. Po kilku godzinach od zadanej kwestii na konferencji prasowej MON oficjalnie poinformowało, że szkolenie zostało odwołane. To oczywiście dobra informacja, ale trzeba ją jednak przeanalizować: kto i dlaczego wpadł na ten niemądry pomysł oraz co w ramach tego szkolenia chciał robić, jakie treści chciał żołnierzom przekazać? Dlaczego ta analiza? Żeby nikt nigdy nie wpadł już na taki pomysł.
Znikający gender
Ustalmy najpierw fakty – gender pojawił się w Wojsku Polskim w tajemniczy sposób i zniknął, zanim zdążył zaistnieć. Skracając, w planach szkoleń żołnierzy znalazło się następujące zagadnienie: „Prawa człowieka i perspektywa gender w operacjach wojskowych”.