Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Czarzasty i Giertych – dwie maski Putina. Dawid Wildstein o umoczonych w Rosję

W teorii Giertycha i Czarzastego dzieli wszystko. Jeden afiszujący się swoim katolicyzmem i przywiązaniem do tradycji narodowych, drugi internacjonalistyczny komunista, obwiązujący się tęczowymi flagami, epatujący swoją „postępowością”. Tymczasem obaj sprawnie współpracują niczym najlepsi sojusznicy, realizując kolejne cele nie tyle nawet samego Tuska, co postkomunistycznego układu, którego ochrona od zawsze była ich nadrzędnym celem.

Warto uważnie przyjrzeć się tandemowi Czarzasty–Giertych, pokazuje on bowiem prawdę o tym, czym jest postpolityczny, udający liberalizm, nihilistyczny populizm Tuska, a także układ, na którym opiera się dziś uśmiechnięty premier, oraz to, jak mocno zinfiltrowany jest on przez Rosję. 

Strategia delegitymizacji

Na tę chwilę podstawowe zadanie Giertycha i Czarzastego polega na atakowaniu prezydenta oraz jego środowiska. Politycy ci działają jednak w innych przestrzeniach. Giertych zajmuje się aktywizowaniem najbardziej tępych, agresywnych farm trolli w sieci oraz internetowych ścieków pokroju Soku z Buraka. Te „aktywa” uśmiechniętej Polski regularnie organizują prawdziwe kampanie nienawiści, których celem jest nie tylko Nawrocki, lecz są nimi także jego rodzina, szczególnie żona i córka. Giertych ciągle pobudza swoich zwolenników, dba o to, żeby emocje nie opadły, pilnuje, żeby, za pomocą najgorszego hejtu tworzyć odpowiednie ciągi skojarzeniowe w betonowym elektoracie PO, wiążące Nawrockiego z przestępczymi działaniami czy nielegalnymi używkami.

Jednak prawa ręka Donalda Tuska działa nie tylko w internecie. Jak pokazały już słynne „taśmy Giertycha”, na których rozmawia z Tuskiem, a także ostatnie ustalenia dziennikarzy w kontekście Polnordu, polityk ten pilnuje także tego, by właśnie tego typu prymitywny, skrajnie hejterski przekaz istniał w mainstreamowych, tradycyjnych mediach. Warto przypomnieć, że na tzw. medialnej liście Giertycha, o której zrobiło się ostatnio głośno, znajdują się najbardziej znani propagandyści obecnej władzy, tacy jak Kamil Dziubka z Onetu, Monika Olejnik z TVN-u i oczywiście arcykapłanka propagandy z neo-TVP Wysocka-Schnepf. To te dwie ostatnie „gwiazdy” udostępniały swoje programy Giertychowi, kiedy ten szerzył, ewidentnie napisaną na Kremlu, destabilizującą narrację o sfałszowanych wyborach. Także dziś prawa ręka Tuska podkręca ten temat, chociaż oczywiście w mniejszym natężeniu niż w dniach poprzedzających zaprzysiężenie Nawrockiego. Niemniej aktualna narracja, za którą odpowiedzialny jest Giertych, ma ten sam potencjał destabilizujący, co brednie o spisku Kamratów. Jej celem jest bowiem przedstawienie Nawrockiego nie jako złego prezydenta, lecz jako uzurpatora, wobec którego jedyną reakcją może być nienawiść i bunt, dążenie wszelkimi metodami do tego, by przestał pełnić swoją funkcję. To typowa strategia delegitymizacji jednego z najważniejszych elementów naszego państwa, jednego z kluczowych ośrodków tworzących polską strukturę bezpieczeństwa, strategia osłabiania naszego kraju, wystawiania go na działanie wrogich mu sił. 

Putinady marszałka

Kiedy Giertych zajmuje się najbardziej agresywną i tępą propagandą w sieci i mediach, Czarzasty robi coś bardzo podobnego, tylko na poziomie państwa, wykorzystując do tego swoją pozycję marszałka Sejmu. Jednak cel jest ten sam – nieustanny atak na prezydenta, by doprowadzić do jego delegitymizacji, pozbawić go możliwości piastowania urzędu, na który został powołany w wyniku demokratycznych wyborów.

Raz jest warto zauważyć, jak obaj ci politycy się dopełniają. Giertych robi to za pomocą oddziaływania na opinię publiczną, w sposób skrajnie brutalny i populistyczny, jako jednego z głównych komponentów swojej narracji, używając rosyjskiej propagandy. Czarzasty działa zaś na poziomie instytucji – czasem wyszukując kruczki proceduralne, wyciągając najabsurdalniejsze interpretacje prawne, nieraz jednak zwyczajnie łamiąc prawo. Tak samo jak w przypadku Giertycha, kluczowym komponentem jego działań jest bezczelność, pokazywanie swojej siły i dominacji – co widać było chociażby, kiedy wysyłał kolejne prezydenckie projekty do sejmowej zamrażarki, w ostentacyjny sposób zaznaczając, że nawet nie doszło do próby zapoznania się z nimi czy jakiejś ich realnej ewaluacji. To forma działania, która jest typowa nie dla zachodnich demokracji, lecz występuje we wschodnich, oligarchicznych systemach. Zresztą Czarzasty, kiedy dostanie takie polecenie od Tuska, nie boi się w otwarty sposób urządzać prawdziwej putinady, czego przykładem było pseudoślubowanie neosędziów Trybunału Konstytucyjnego. Wszyscy wiedzieli, że mamy tu do czynienia wyłącznie z pokazem czystej przemocy władzy, demonstrującej, że może łamać konstytucję, procedury, prawo. Po prostu nie liczyć się z wolą wyborców, którzy zdecydowali się powierzyć Nawrockiemu właśnie te kompetencje, które związane są z pełnieniem funkcji prezydenta Polski. Jako że każdy system polityczny to rodzaj naczyń połączonych, w ten sposób dochodzi nie tylko do ograniczenia możliwości działania ośrodka prezydenckiego, lecz także do sparaliżowania wielu kluczowych części polskiego państwa.

Narzędzia postkomunizmu

Kiedy nasz system polityczno-instytucjonalny, który w konkretny sposób rozdziela kompetencje i zadania, przestaje być funkcjonalny, pojawia się chaos, w którym, określając to najprościej, właściwie nie do końca wiadomo, kto ma kogo słuchać. Jest oczywiste, że taka sytuacja ma najbardziej negatywny wpływ na nasze bezpieczeństwo, którego ośrodek prezydencki jest kluczowym elementem. Od początku próba możliwego osłabienia międzynarodowej pozycji prezydenta, zwłaszcza w kontekście jego kontaktów transatlantyckich, była nad wyraz groźną grą. Jednak blokowanie jego prerogatyw, jak to czyni marszałek, przekonywanie społeczeństwa, że jest on de facto uzurpatorem, i połączenie tego z ukrywaniem przed nim informacji na temat wojska, służb i ich działań – to po prostu zdrada stanu. Chaos, jaki już w tym momencie panuje z powodu posunięć tej władzy, spowodowałby upośledzenie, przynajmniej w początkowych momentach, często najbardziej kluczowych działań obronnych naszego państwa. W tym kontekście największym beneficjentem poczynań Czarzastego i Giertycha jest Rosja, nie Tusk (chociaż akceptuje on te konsekwencje).

I tu dochodzimy do tego, co tak naprawdę powoduje, że wspomniani dwaj politycy są jak bliźniaki, mimo różnych masek ideologicznych. Owszem, od wielu lat są to chłopcy na posyłki uśmiechniętego premiera, jednak ich bliskość jest tak naprawdę dużo dłuższa i głębsza niż sama współpraca w obrębie uśmiechniętej Polski. Jest czymś starszym i pierwotniejszym niż system Tuska. Biograficznie obaj ci politycy wywodzą się z PRL-owskiej oligarchii. Od początku łączył ich i ich rodziny system zaimplementowany przez Sowietów, a następnie jego mutacja, postkomunizm, który pozwolił dawnemu układowi zachować wpływy w Polsce po 1989 roku. Czarzasty i ojciec Giertycha zachwycali się sowieckim agentem Jaruzelskim i usprawiedliwiali stan wojenny. Tak Czarzasty, jak i młody Giertych, niezależnie od rozmaitych wolt światopoglądowych od czasu transformacji, wciąż z podziwem spoglądają na Wschód, tam, skąd wypływa to, co tak naprawdę stworzyło PRL i postkomunizm. Wciąż otaczają się ludźmi stamtąd, robią z nimi biznesy, w ich środowisku można znaleźć wielbicieli Moskwy. I to też tłumaczy ich pseudoróżnice ideologiczne – są w tym bowiem typowy sowiecki nihilizm, kompletna degeneracja i odrzucenie jakichkolwiek wartości, dziś uosabiane przez Putina. Pogarda wobec idei, pozwalająca w tym samym momencie wielbić Stalina, śpiewać „Międzynarodówkę”, opowiadać o konieczności silnego narodu i klęczeć w cerkwi przed ikonostasem. W polskiej wersji wyrazem tego samego nihilizmu jest tandem Czarzasty–Giertych. To narzędzia postkomunizmu, który za ich pomocą dociera do różnych grup i środowisk, oszukuje społeczeństwo, wikła w swój układ interesów i zależności. Symptomatyczne, że właśnie takich ludzi, tak umoczonych w Rosję, potrzebuje Donald Tusk, aby przetrwać.
 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej