Ostatnie dni pokazały, że sam temat SAFE nie wystarczy uśmiechniętemu populizmowi. Żeby utrzymać swoich wyznawców w stanie histerii, do maksimum nakręcać ich negatywne emocje, musi wciąż dostarczać im kolejnych tematów, które będą paliwem ich hejtu. Teraz przez Tuska i sprzedane mu media grzany jest temat polexitu. Sama struktura propagandy pozostaje jednak ta sama (straszna opozycja sprowadzi na Polskę zagładę, apokalipsa jest tuż za rogiem, tylko uśmiechnięty premier może nas uratować), zmienia się jedynie jej uzasadnienie.
Kilka srok za ogon
Elementy, z których składa się propaganda uśmiechniętego populizmu, istnieją na zasadzie rotacji, są ciągle wymieniane, jednocześnie jednak nie ma ich zbyt wiele. Czasem będzie to właśnie polexit, innym razem będą to: straszne faszystowskie hordy, które chcą obalić demokrację, spisek Trumpa i Kaczyńskiego, ewentualnie krwawa rewolucja kibicowskich bojówek, na których czele będzie stał Nawrocki. Aktualnie propaganda o wychodzeniu z Unii Europejskiej jest dla uśmiechniętego populizmu optymalna, bo pozwala złapać kilka narracyjnych srok za ogon.
Jak wspomniano, idealnie usprawiedliwia zarówno hejt, jaki wylał się na prezydenta w wyniku jego weta w sprawie SAFE, jak i wrzaski o Putinie i zdradzie narodowej. Dodatkowo brednie o polexicie są idealnym sposobem, w jaki można utożsamiać PiS z ugrupowaniem Brauna (w końcu obie partie chcą tego samego) oraz atakować prezydenta za jego obecne działania, zmierzające do ograniczenia patologii związanych z ETS. Co jednak najważniejsze, narracja o strasznym prezydencie i PiS-ie, który wyprowadza nas z Unii, przygotowuje też uśmiechniętemu populizmowi odpowiedni grunt na przyszłość, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestie związane z implementacją projektów takich jak Mercosur czy pakt migracyjny.
Nietrudno się domyślić, że zarówno Karol Nawrocki, jak i opozycja będą starali się pokazać zagrożenia, jakie niosą za sobą te berlińsko-brukselskie pomysły, oraz ograniczyć ich szkodliwy wpływ na Polskę. Uśmiechnięty populizm zawczasu więc tresuje swoich zwolenników i media, żeby także tego typu działania okazały się „wyprowadzaniem Polski z UE”. Przy odpowiednim rozhisteryzowaniu debaty publicznej, wypłukaniu jej z realnych argumentów, zastąpienia ich wrzaskiem i awanturą – wszystko to będzie można wrzucić do jednego worka z napisem „polexit”. Przy okazji też, przynajmniej częściowo, uśmiechnięta władza neutralizuje oskarżenia, jakie na pewno na nią spadną z powodu jej zgody na wspomniane regulacje, nieakceptowane przez większość polskiego społeczeństwa. Owszem, może nie udało się Platformie zablokować paktu migracyjnego, ale przynajmniej uratowała Polskę przed polexitem...
Zgrana melodia
Warto zwrócić uwagę na wewnętrzną sprzeczność propagandy, jakiej używa obecna władza do ataku na prezydenta zarówno w przypadku SAFE, jak i teraz ETS. Z jednej strony Tusk publicznie opisuje Nawrockiego jako człowieka, który nic nie rozumie. Pokpiwa sobie, że prezydent to może co najwyżej im pogrozić i pokrzyczeć, niemniej tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia, bowiem uśmiechnięty premier, razem z Brukselą, i tak zrobią to, co będą chcieli. Z drugiej strony, dokładnie w tym samym momencie największe tuby propagandowe Platformy przedstawiają Nawrockiego jako potężnego, mrocznego demiurga, który sam jeden wyprowadzi zaraz Polskę z Unii Europejskiej i skaże ją na zagładę... oczywiście jeśli nie powstrzyma go uśmiechnięty premier.
Tego typu sprzeczność narracyjna jest typowa dla skrajnego populizmu obecnej władzy, który nie chce stworzyć żadnej spójnej, nawet jeśli fałszywej, wizji rzeczywistości. Jego celem jest bowiem jedynie gra na emocjach odbiorców, wprowadzenie ich w stan możliwie jak największego rozedrgania.
Żeby to osiągnąć, obecna władza używa narracji, którą jej zwolennicy dobrze znają. W końcu polexitem straszyli Tusk i jego ugrupowanie przez cały okres rządów Zjednoczone Prawicy, zaś intensyfikacja przypadała oczywiście na wybory. Za każdym razem sytuacja była ostateczna, apokalipsa właściwie pewna, i tylko powrót Tuska do władzy miał uratować Polskę. Dziś widzimy, ile warte były te „przepowiednie”.
Co ciekawe też, okazuje się, że kiedy Zjednoczona Prawica miała pełnię władzy, nie zdołała doprowadzić do polexitu, ale teraz na pewno uda się to samemu prezydentowi Nawrockiemu. Pomijając jednak wewnętrzny absurd propagandy Tuska, warto zauważyć, że w poprzednich latach argument polexitu pojawiał się właściwie za każdym razem, kiedy Zjednoczona Prawica kwestionowała idee federalizacyjne Brukseli. Bardziej krewcy propagandyści uśmiechniętej Polski potrafili przecież nawet opisywać Nord Stream 2 jako największą szansę Europy na trwały pokój, który ten straszny PiS chce zaprzepaścić.
Wisienka na torcie kłamstw
Zarówno wtedy, jak i teraz straszenie naszym wyjściem z Unii ma więc służyć wdrukowaniu w Polaków przeświadczenia, że w naszych relacjach z Brukselą nie ma miejsca na podmiotowość, na własne zdanie. Że nie mamy właściwie alternatywy – musimy przyjmować wszystko z dobrodziejstwem inwentarza, inaczej pożegnamy się z UE. Dowcip jednak polega na tym, że bardzo wiele unijnych projektów, które wtedy krytykowała bądź blokowała władza PiS (i wobec których sprzeciw miał doprowadzić do polexitu), zostało z czasem przez Brukselę odrzuconych, dziś nawet najwięksi euroentuzjaści mówią o nich jako o porażkach. Więcej, gdyby wtedy faktycznie doszło do implementacji owych rozwiązań, konsekwencje dla Polski, naszego regionu i samej Unii byłyby katastrofalne. Abstrahując nawet od kwestii ekonomicznych czy związanych z naszą suwerennością w obrębie Unii, doprowadziłyby one do jednego – radykalnego zwiększenia rosyjskich wpływów w UE i możliwości energetycznego szantażu ze strony moskiewskiej dyktatury. Jest właściwie pewne, że gdyby Berlin i jego lokaje dopięli swego, Rosja trzymałaby UE w takim szachu, że pomoc, której udzieliliśmy Ukrainie, byłaby niemożliwa, a w konsekwencji państwo to upadłoby w ciągu pierwszych dni pełnoskalowej inwazji Putina. Może taka sytuacja byłaby czymś pożądanym dla Niemiec, niemniej dla Unii, traktowanej jako całość, byłaby to tragedia i wręcz egzystencjalne zagrożenie.
Z perspektywy czasu wyraźnie więc widać, że największymi wrogami samej Unii byli jej najzagorzalsi zwolennicy – a ci, którzy oskarżani byli o polexit, chcieli jej uzdrowienia. Dziś w tej sprawie nic się nie zmieniło. Bowiem swoistą wisienką na tym torcie kłamstw o PiS-ie, który chce nas wyprowadzić z Unii Europejskiej, jest fakt, iż to Tusk robi wszystko, by faktycznie doszło do swoistego polexitu. Po pierwsze, jak wskazywał Jacek Saryusz-Wolski, robiąc z naszego państwa kraj trzeciej kategorii, od którego nic nie zależy, który jest nieobecny przy podejmowaniu wszystkich najważniejszych decyzji.
Po drugie, co jeszcze groźniejsze, z powodu akceptowania coraz głębszej warunkowości, jeśli chodzi o unijne procesy. Jesteśmy już blisko momentu, w której Bruksela i Berlin będą mogły, w dowolnym momencie, bez żadnej konkretnej podstawy traktowej, dokonać na Polsce rodzaju siłowego polexitu.
Obrazowo pisząc – zaraz się okaże, że kanclerz Niemiec może po prostu tupnąć nogą i stwierdzić, że póki nie wybierzemy właściwego rządu, póty będziemy poza Unią. Do tego właśnie prowadzi tak naprawdę mechanizm warunkowości. Do sytuacji, w której można Polskę, na podstawie czysto uznaniowych kryteriów, na które nie będziemy mieć wpływu, pozbawić tak instytucjonalnych możliwości działania, jak i przynależnych jej środków finansowych, wykluczyć ją z mechanizmów, których, zgodnie z umową akcesyjną i kolejnymi traktatami, jest integralną częścią. A tak radykalne decyzje będą mogły zostać usankcjonowane arbitralnymi ocenami polityków Brukseli i Berlina. W takiej sytuacji pozostawanie w Unii straci jakikolwiek sens.
Tylko to nie my ją opuścimy, a wykopią nas z niej patroni Tuska. I warto już teraz o tym jak najgłośniej mówić.
Wielki Post to czas refleksji i duchowego wzrostu. Odkryj wyjątkową kolekcję książek w sklepie Telewizji Republika, które pomogą Ci głębiej przeżyć ten okres.
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) March 26, 2026
Więcej » https://t.co/fSFTSqmupz pic.twitter.com/MJVlpInEAs