Obecnej władzy ewidentnie nie w smak to, co dzieje się w sprawie Adama Borowskiego. To, co miało stać się zwycięstwem „uśmiechniętego populizmu”, pokazem jego dominacji, tego, jak może bezkarnie kpić ze sprawiedliwości, powoli staje się poważnym kryzysem wizerunkowym. Widać to zresztą po reakcjach najważniejszych polityków KO, z samym Romanem Giertychem na czele.
Koń się boi
Oczywiście mecenas Donalda Tuska usiłuje sprzedać opinii publicznej korzystną dla siebie narrację w sprawie więzienia dla Borowskiego. Zauważmy jednak, jak daleko jej do typowego dla Romana Giertycha triumfalizmu, grania twardziela, który wszystko może. Adwokat się wręcz usprawiedliwia! Stwierdza, że wyrok to wina samego Adama Borowskiego, zaznaczając, że on sam właściwie nie ma z tym nic wspólnego, bo dało się to rozwiązać inaczej.
Narracja Giertycha nie ma więc nic wspólnego z tym, w jaki sposób człowiek ten komentował innych więźniów politycznych Donalda Tuska – takich jak ksiądz Michał Olszewski czy byłe urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości. Wtedy Giertych się puszył, popisywał, przypisywał sobie osobistą „zasługę”, przedstawiając się jako jeden z tych, którzy do tego doprowadzili. Teraz stara się ukryć swoje działania. Nie tylko on – propagandowe tuby rządu ewidentnie dostały prikaz, żeby temat maksymalnie wyciszyć, a jeśli, jak Giertych, muszą jednak konfrontować się z pytaniami o Borowskiego, to możliwie umniejszać swoją rolę. To pokazuje, że mają pełną świadomość, jak niewygodna może być dla nich ta sprawa.
Trudno się ich postawie dziwić. Faktycznie więzienie dla Borowskiego jest wręcz idealnym symbolem, za pomocą którego można przedstawić wszystkie patologie tej władzy. Dodatkowo jest to sytuacja, którą każdy człowiek, z elementarną przyzwoitością, z chociażby resztką moralności, musi postrzegać jako najgłębszą patologię. Zacznijmy od tego, że z jednej strony mamy bohatera walki z komunizmem, z drugiej – aparatczyka z dobrze ustawionej za PRL rodzinki, obecnie pupilka samego premiera. Po jednej stronie barykady stoi człowiek niezłomny, niebojący się więzienia, a po drugiej tchórz, który uciekł do Włoch przed sprawiedliwością. Giertych odważył się wrócić dopiero, kiedy jego sojusznik zdobył władzę i mógł być on pewny, że mimo obciążających go dowodów śledztwo ws. Polnordu zostanie skręcone.
Oskarżenie systemu
Giertych broni się, jak może, a Jan Piński oraz jego internetowi hejterzy dwoją się i troją. Niestety dla nich sprawa, jeśli chodzi o narrację, jest przegrana. Niezależnie od tego, jak długo będą zaklinać rzeczywistość, opowiadać o tym, że Borowski musi „ponieść konsekwencje własnych decyzji”, z prawą ręką Tuska już na zawsze zostanie obrazek skrajnego, żenującego tchórzostwa, groteskowej szopki z mdleniem, karetką i noszami. Tymczasem, raz jeszcze to zaznaczmy, Borowski jest gotów pójść do więzienia mimo ciężkiej choroby.
Skupianie się jednak tylko na drastycznej różnicy w charakterach i moralności tych dwóch postaci byłoby trywializacją tej sytuacji. Sprawa Borowskiego jest bowiem nie tylko oskarżeniem jednej z najobrzydliwszych postaci „uśmiechniętej” Polski, ale i całego systemu, jaki stworzył Tusk. Jest przypomnieniem, że władza – pełna sloganów o „praworządności” – pierwsze, co zrobiła, to w brutalny, gangsterski wręcz sposób skręciła śledztwa przeciwko kumplom Tuska – nie tylko Giertychowi, ale też Sławomirowi Nowakowi czy Tomaszowi Grodzkiemu. Ludzie oskarżani o ciężkie przestępstwa, mimo ujawnionych dowodów, nie tylko chodzą na wolności, ale są zapraszani na salony, za to karę więzienia dostaje za słowa były opozycjonista.
Dodajmy do tego to, co wydarzyło się ostatnio, czyli uchylenie wyroku pedofilowi powiązanemu z obecną władzą, a wcześniej brutalnym gangsterom i mordercy dzieci – jak widać, w obecnych realiach koalicji 13 grudnia lepiej być takim potworem niż Borowskim, który powie prawdę o Giertychu. Nie zapominajmy też o emerytce, która za niewłaściwy wpis o Jerzym Owsiaku stała się wrogiem publicznym nr 1 w Polsce, obiektem operacji służb oraz propagandowego ataku mediów na pasku władzy, a tymczasem ludzie, którzy pod imieniem i nazwiskiem życzą najgorszego, nawet śmierci, prezydentowi i jego rodzinie, nie ponoszą żadnych konsekwencji. Sprawa Borowskiego jest idealnym powodem do tego, żeby mówić o tych patologiach, na nowo je pokazywać, uzmysłowić Polakom, jak zdegenerował się kraj pod obecnymi rządami.
Pamiętajmy, kto dziś milczy
Obóz Donalda Tuska ma pełną świadomość zagrożeń, jakie niesie zamknięcie Adama Borowskiego w więzieniu. Stąd taktyka na „przeczekanie”, próba wyciszenia sprawy, zamiecenia jej pod dywan. Dlatego opisując bezprawie, którego ofiarą stał się Borowski, warto skupić się nie tylko na tych, którzy dziś atakują legendę opozycji, bo i tak są w mniejszości i robią to niejako z musu. Równie ważni są milczący na temat skandalicznego wyroku. Zwłaszcza że najczęściej są to dokładnie te same osoby czy media, które za rządów poprzedniej władzy potrafiły rozkręcić histerię dosłownie o byle co. Dziś boją się wychylać, niezdolni skrytykować swoich mocodawców politycznych i świadomi tego, jak ta sprawa, kolokwialnie rzecz ujmując, śmierdzi. Konfrontujmy więc ich z tym tematem, pokazujmy, że są częścią tego samego systemu. Warto im pokazać, że odwracając głowę, nie uciekną od odpowiedzialności.
Nie zapominajmy też o tzw. NGO oraz rozmaitych międzynarodowych instytucjach, które jakoś tematu dławienia wolności słowa nie zauważają, mimo że w swoich statutach mają napisane, że ich celem jest obrona praw człowieka i swobód obywatelskich. Wszystkie te fundamenty demokracji niszczy skazanie Borowskiego. Gdzie są więc teraz międzynarodowe organizacje zajmujące się walką z cenzurą i obroną dziennikarzy – bowiem Borowski słowa, za które wyląduje w więzieniu, wypowiedział na antenie TV Republika, pełniąc funkcję publicysty? Dlaczego milczą np. Reporterzy Bez Granic? Lub unijne instytucje, których zadaniem jest ochrona wolności słowa? Co się dzieje z Amnesty International czy Helsińską Fundacją Praw Człowieka, kiedy w sposób ostentacyjny łamie się swobody obywatelskie i prawa człowieka? Nie pozwólmy im udawać, że nic się nie stało, że tematu nie ma. Zasypujmy ich petycjami i pytaniami. Zmuśmy ich do określenia się w tej sprawie – bo nawet przy ich sprzedaniu władzy, cynizmie, tchórzostwie i konformizmie trudno będzie tak ostentacyjnej bandyterki nie skrytykować. A uderzenie z tej właśnie strony to kolejna rzecz, której na pewno obawia się „uśmiechnięty populizm”.
🚨🚨🚨Koalicja i jej media próbują przemilczeć
— GP Codziennie (@GPCodziennie) March 27, 2026
aferę pedofilską❗️
Sprawdź najnowsze wydanie #GPcodziennie! Gazeta dostępna w wersji papierowej w kioskach oraz w wersji online na stronie 👉 https://t.co/NGuZyAXV2W pic.twitter.com/0nI3RB9y7x