Agenda idei dobierana jest pod kątem nastrojów opinii publicznej, ewentualnie w zależności od tego, do którego środowiska chce się akurat przymilić dany polityk. Ta choroba dotyka i lewicę, i prawicę, jednak jej stadium końcowe reprezentuje tzw. polski liberalizm, a w szczególności jego „umiłowany przywódca” Donald Tusk. Ten budzi się jako prawicowiec i idzie spać jako lewicowiec. Jednego dnia on i jego wyznawcy wołają o Holocauście na granicy, by następnego przedstawiać się w roli twardego szeryfa, własną piersią broniącego nas przed migrantami. Tego typu skrajny, wręcz nihilistyczny populizm z konieczności ucieka przed twardymi deklaracjami. Tym bardziej powinniśmy docenić gest Nawrockiego. Bo możemy prezydenta krytykować za wiele rzeczy, ale jest to człowiek, który nie boi się twardych deklaracji – takową był udział w marszu. Który nie oszukuje wyborców, który uczciwie pokazuje, kim jest i w co wierzy. W dzisiejszej polityce to prawdziwy jednorożec.
Jednorożec Nawrocki
W niedzielę prezydent Karol Nawrocki dołączył do Narodowego Marszu Życia. Powinniśmy docenić ten gest – i to niezależnie od tego, co sądzimy o aborcji. Żyjemy bowiem w świecie postpolityki – teatrzyków, masek, ciągłego zmieniania zdania, w rzeczywistości wypłukanej z wartości.