niemieckie zbrodnie wojenne
Zabijali dzieci, po wojnie pracowali jako uznani lekarze
Na nieczynnym cmentarzu przy szpitalu psychiatrycznym w Lublińcu w woj. śląskim Biuro Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej rozpoczęło poszukiwania mogił dzieci zabitych w ramach niemieckiej akcji T4 - eksterminacji osób upośledzonych intelektualnie. Katowicki pion śledczy IPN prowadzi w tej sprawie śledztwo na podstawie przepisów o zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennej. Zostało wszczęte w 2025 r. i dotyczy zbrodni popełnionych na pacjentach niemieckiej kliniki psychiatrycznej w Lublińcu dla dzieci podczas II wojny światowej. Prace mają potrwać kilka tygodni, ich celem jest znalezienie mogił i ich ewentualna identyfikacja ofiar.
Człowiek, który złapał bombę
Walther von Brauchitsch, naczelny dowódca niemieckich sił lądowych, któremu Hitler przekazał władzę na zajmowanych ziemiach polskich, wystosował 1 września odezwę do Polaków, których Ojczyznę zamierzał podbić i zniewolić. Zapewniał ich, że Wehrmacht nie jest wrogiem społeczeństwa polskiego, oraz że wojska niemieckie będą przestrzegać wszystkich konwencji dotyczących praw człowieka. Najważniejszą z nich była IV Konwencja Haska z 1907 roku „dotycząca praw i zwyczajów wojny lądowej”. Artykuł 25. tej konwencji mówi: „Wzbronione jest atakowanie lub bombardowanie w jakikolwiek sposób niebronionych wsi, domów mieszkalnych i budowli”. W ogniu wojny rozpętanej przez Niemców spłonęły wszystkie szlachetne deklaracje. Symbolem nowej rzeczywistości były ruiny najpierw Wielunia, Warszawy, Lublina i innych polskich miast.
Niemcy zabili dwadzieścioro dzieci – najmłodsze miało zaledwie rok…
Za pomoc Żydom Niemcy, jednego dnia, 6 grudnia 1942 roku, zabili sąsiedzkie rodziny Kowalskich, Obuchiewiczów, Kosiorów i Skoczylasów z Ciepielowa Starego i Rekówki na południe od Radomia. Film „Najmłodszy miał roczek” przedstawia ich historię. Wśród niewinnych, bohaterskich ofiar, było dwadzieścioro dzieci.