11 sierpnia 1937 roku, z inspiracji i za wiedzą Stalina, ludowy komisarz spraw wewnętrznych Nikołaj Jeżow wydał rozkaz dotyczący rozpoczęcia masowej eksterminacji Polaków zamieszkujących obszar ZSRS. „Operacja polska NKWD”, która w rzeczywistości była skierowaną przeciwko Polakom zbrodnią ludobójstwa, kosztowała życie co najmniej 111 tys. osób, a ok. 140 tys. Polaków zostało „osądzonych” i wysłanych do więzień i łagrów. Bolszewicy nie oszczędzali nawet kobiet i dzieci. Represje w tej przerażającej, masowej skali trwały do listopada 1938 r.
W polskiej zbiorowej pamięci historycznej, dotyczącej relacji z sowiecką (a wcześniej także carską) Rosją głębokim piętnem odcisnęły się trzy zasadnicze kwestie. Pierwsza z nich to zabory i tzw. zsyłki (od XVIII do początku XX w.), które stanowiły represje wobec przeciwników politycznych lub jeńców oraz ich rodzin; druga to wojna polsko-bolszewicka 1919-1920 r. zwieńczona „cudem nad Wisłą”, oraz trzecia - zbrodnia katyńska, która była następstwem agresji ZSRS 17 września 1939 roku na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow. Można by do nich dodać także „wyzwolicielski” marsz na Berlin armii czerwonej, która zostawiała za sobą splądrowane i celowo niszczone domostwa, zgwałcone kobiety i trupy żołnierzy polskiego podziemia. Polacy zapewne też pamiętają o stalinowskim terrorze, realizowanym często rękoma przywiezionych na ruskich czołgach polskojęzycznych (choć nie zawsze) towarzyszy, jednak trzy pierwsze zagadnienia, spotkany na ulicy Polak wymieniłby z dość dużym prawdopodobieństwem.
Mimo że wszystkie wymienione wyżej – nazwijmy to – „zaszłości historyczne” dowodzą permanentnego i często barbarzyńskiego nękania Polski przez wschodniego sąsiada, to jest jeszcze jeden historyczny epizod, którego znaczenie, wymowa i dramat nie ustępują w niczym pozostałym. Mowa o planowej eksterminacji Polaków z przyczyn etnicznych (ale także wyznaniowych), nazywanej niekiedy dla zobrazowania tragizmu sytuacji „Holokaustem Polaków”, czyli tzw. „Operacji polskiej NKWD”, która miała miejsce w latach 1937-1938.
Działania wymierzone w polską ludność zamieszkującą na terenach wcielonych na mocy traktatu ryskiego w 1921 roku do Ukraińskiej oraz Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, a także Polaków z Odessy, Kijowa, Moskwy, Leningradu i Syberii, zostały zapoczątkowane na podstawie rozkazu numer 00485 ludowego komisarza spraw wewnętrznych Nikołaja Jeżowa, z 11 sierpnia 1937 r.
Według badaczy z rosyjskiego Memoriału, „w ciągu niespełna 16 miesięcy aresztowano ponad 143 tys. osób, osądzono prawie 140 tys., w tym na śmierć skazano co najmniej 111 091, co daje gigantyczną liczbę 80 proc. oskarżonych”. Są to jednak dane szacunkowe, ze względu na brak dostępu do rosyjskich i białoruskich archiwów, a niektórzy historycy twierdzą, że na skutek rosyjskiego ludobójstwa, śmierć w tym czasie poniosło nawet ponad 200 tys. Polaków. Według źródeł sowieckich, do łagrów miało trafić ok. 29 tys. osób narodowości polskiej.
– czytamy w publikacji IPN „Operacja polska NKWD 1937-1938”, autorstwa Anny Zechenter.
Zanim doszło w latach 1937-1938 do „Wielkiego Terroru”, władze ZSRS wiązały pewne nadzieje na asymilację Polaków w komunistycznej rzeczywistości poprzez stworzenie dwóch rejonów autonomicznych, tzw. „Marchlewszczyzny” (Polskiego Rejonu Narodowego im. Juliana Marchlewskiego na Ukrainie w 1925) oraz „Dzierżyńszczyzny” (Polskiego Rejonu Narodowego im. Feliksa Dzierżyńskiego na Białorusi w 1932 r.). Ten zabieg jednak nie zdał z ich punktu widzenia egzaminu, więc przeciwni przymusowej kolektywizacji i co równie istotne – przeciwni ateizacji katolicy, Polacy przez sowiecki reżim traktowani byli ostatecznie jako „wrogowie ludu”.
„(…) Władze zakończyły polski „eksperyment narodowy” ze szczególną gorliwością, bo mieszkańcy obu okręgów czuli się związani z własną tradycją narodową i katolicyzmem. Nieudane próby zakładania kołchozów, których powstało dramatycznie mniej niż w innych autonomiach, uświadomiły bolszewikom, że ich zamiary chybiły”.
W efekcie w 1935 r. rozwiązano „Marchlewszczyznę”, trzy lata później „Dzierżyńszczyznę”, a Polaków zaczęto masowo deportować do Kazachstanu, północnej Karelii oraz Białoruskiej i Ukraińskiej SRS. Według cytowanych w materiale IPN sprawozdań NKWD „dwie największe deportacje do Kazachstanu z 1936 r. objęły około 100 tys. Polaków”. Mimo że na zsyłki trafiali już od połowy lat trzydziestych, to ich los przypieczętowała właśnie tzw. operacja polska NKWD.
W rozkazie nr 00485 ludowego komisarza spraw wewnętrznych Nikołaja Jeżowa, z 11 sierpnia 1937 r. uznano Polaków za „szpiegów na usługach warszawskiego wywiadu”.
Aresztowani Polacy mieli być dzieleni na grupy: „Pierwsza kategoria, do której należą wszystkie szpiegowskie, dywersyjne, szkodnicze i powstańcze kadry wywiadu, podlega rozstrzelaniu; druga kategoria, mniej aktywna od nich, podlega osadzeniu w więzieniach i łagrach z wyrokiem od 5 do 10 lat”. Koniec operacji zaplanowano na 20 listopada 1937 r.
Jednym z pretekstów do represji na Polakach miała być rzekoma przynależność do nieistniejącej (od 1921 r.) Polskiej Organizacji Wojskowej, a „wyroki” podejmowały „dwójki” enkawudzistów. - Rodzaj przewinienia określano zwięźle: „polski kontrrewolucjonista”, „wróg Związku Sowieckiego”, „polski kułak”, „piłsudczyk”, „aktywny działacz katolicki” czy „członek polskiej kontrrewolucyjnej organizacji POW”. Nie dbano o pozory, nie fabrykowano dowodów.
Na podstawie takiej kwalifikacji, dokumenty, które nazywano albumami, były przedstawiane do akceptacji przez „centralną dwójkę”, czyli Jeżowa i prokuratora generalnego ZSRS Andrieja Wyszynskiego, ale była to już czysta formalność.
– Bardzo dobrze! Wykopujcie dalej i usuwajcie ten polski brud – napisał Stalin na marginesie raportu Jeżowa po niespełna trzech tygodniach represji, z którego dowiedział się, że aresztowano już ponad 23 tys. Polaków.
Enkawudziści bardzo spieszyli i często zabijali Polaków (większość strzałem w tył głowy), zanim dokumenty tzw. „dwójek” docierały na Łubiankę do akceptacji. Ślady zbrodni zacierano, wrzucając ciała zamordowanych ludzi do dołów zlokalizowanych w lasach, m.in. w Bykowni i Kuropatach, ale ich bezimienne mogiły znajdują się także w innych miejscach dawnego ZSRS.
Cztery dni po wydaniu pierwszego rozkazu, Jeżow wydał dyspozycję, określającą postępowanie wobec rodzin (głównie kobiet, a także dzieci) aresztowanych. W rozkazie 00486 zalecił, aby „skazywać je na 5-8 lat pod zarzutem wiedzy o działalności kontrrewolucyjnej bliskich” i to bez względu na stan zdrowia.
Dzieci (także niemowlęta) kierowano do państwowych placówek, które miały wychować je na „dobrych” komunistów. Dbano przy tym, aby nie umieszczać rodzeństw w tych samych placówkach. Kobiety i 15-latków traktowano jako „niebezpiecznych społecznie i zdolnych do antysowieckiej działalności” i karano pobytem w łagrze lub w koloniach pracy.
Oprac. na podst. tekstu Anny Zechenter: „Operacja polska NKWD 1937-1938” / Instytut Pamięci Narodowej.