Atak na obiekt specjalny
Stary hangar nie dawał praktycznie żadnego schronienia. Powybijane szyby w poddachowych świetlikach nie były w stanie zatrzymać hulającego przenikliwego wiatru, który bezlitośnie przewiewał odzież i docierał do każdego zakamarka ciała. Wzmocniona kompania, wydzielona z batalionu powietrznodesantowego, bytowała w zdewastowanym budynku już czwartą dobę, a wyczekiwany samolot wciąż nie nadlatywał.