Garczarek wyśpiewał swój najbardziej znany utwór w konkretnym kontekście, w czasie gdy nad zrewoltowaną solidarnościowym zrywem Polską z troską pochylały się sąsiednie demoludy. Pominął przy tym i tak już wyeksploatowany wątek sowiecki („Wejdą, nie wejdą?” śpiewał na tym samym Przeglądzie Piosenki Prawdziwej w sierpniu 1981 Andrzej Zaorski o czerwonych mrówkach na skraju kocyka pana Tadeusza i Zosi) i skupił się na pozostałych sąsiadach.
Jest więc Czechosłowacja ze swoją pacyfikacją praskiej wiosny i naszym wstydem udziału w tym akcie internacjonalistycznego bandytyzmu pod sowiecką batutą. I są Niemcy, ci przez propagandę PRL przedstawiani jako dobrzy, wolni od dziedzictwa III Rzeszy czy wcześniejszych tradycji, ot, nasi bracia z sąsiedniego baraku komunistycznego obozu, Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Jednak choć jak Zaorski w czerwonych mrówkach widział wciąż to samo, co w czasach Tadeusza i Zosi, zagrożenie, tak i Garczarek oskarżał w swoim tekście NRD-owców o skryte hołdowanie starej, wielkoniemieckiej tradycji, co przejawiało się w wersie o czyszczeniu pomników „kaprali Fryderyków”.
Jednak historia zapamiętała z piosenki barda przede wszystkim inna frazę, która do dziś przewija się przez wpisy internautów, czasem nawet tych młodszych od samej piosenki. Wersy „Niech się gazeta <<Neues Deutschland>> wstrzyma z wstępniakiem o pomocy, bo tu są ludzie, którzy jeszcze budzą się z krzykiem w środku nocy” powracały zawsze, gdy Niemcy próbowały, również po 1898 roku, a może nawet przede wszystkim wtedy, meblować nam rzeczywistość i uczyć nas demokracji. Niestety, znajdując, czasem nawet za darmo, chętnych słuchaczy i pomocników.
W ostatnim czasie poświęciłem im wiele tekstów i wiele razy będę jeszcze musiał niestety o nich pisać, jednak wyjątkowo okazja do przywołania pieśni Andrzeja Garczarka jest inna. Oto bowiem, akurat wtedy, gdy Miedwiediew ogłasza oficjalnie geopolityczny plan Kremla, w którym wprost pisze o podziale Europy na rosyjską i niemiecką strefę wpływów, budowaną na trupie Ukrainy (w domyśle – i kolejnych państw, które się takiej wizji przeciwstawią), do dyskusji włącza się wychodzące wciąż, jak się okazuje, „Neues Deutschland”. Dawny odpowiednik „Trybuny Ludu” udostępnia swe łamy Guenterowi Verheugenowi, który mówi, że wcześniej czy później Niemcy będą musiały wyciągnąć do Rosji rękę. Gdy artykuły przeczytać łącznie, widać, że faktycznie mają po co. Dzięki wyborowi miejsca publikacji, możemy znów cytować wiadome wersy. Gorzej, jeśli kolejne pokolenie znów będzie się przez jego bohaterów budzić z krzykiem.