Oficerskim krokiem
Kardynał Adam Sapieha „uzyskał informację, że zamiana wyroku nie jest możliwa m.in. ze względu na to, że nad wszystkim czuwa Moskwa i nie dopuści do jakiejkolwiek ulgi” – wspominała Eleonora Kasznica.
Kardynał Adam Sapieha „uzyskał informację, że zamiana wyroku nie jest możliwa m.in. ze względu na to, że nad wszystkim czuwa Moskwa i nie dopuści do jakiejkolwiek ulgi” – wspominała Eleonora Kasznica.
Popatrzmy na sprawę agresji Rosji na Ukrainę z nieco innej strony niż deklarowane czy domniemane cele strategiczne oraz polityczne Putina. Rosjanie wyraźnie starają się atakować i przejmować wszelkie źródła energii na Ukrainie ze szczególnym uwzględnieniem elektrowni jądrowych. W tym samym czasie z Rosji na Zachód płyną i jadą surowce energetyczne: gaz ziemny, ropa naftowa i węgiel kamienny.
Miesiąc temu opisywałem, w jaki sposób Związek Sowiecki traktował swoich poległych żołnierzy w Afganistanie. Zaspawane trumny z ich ciałami transportowano samolotem, a potem zwykłymi wagonami pocztowymi wysyłano do rodzin. Jednak to, co się dzieje teraz na Ukrainie, przekracza wszelkie granice bestialstwa. Nawet przyjaciółka Putina, senator Ludmiła Narusowa na zebraniu Rady Federacji odważyła się powiedzieć: „Ciała żołnierzy leżą wszędzie porozrzucane. Nikt ich nie zbiera, gryzą je bezpańskie psy i dzikie zwierzęta. Wielu ludzi po prostu nie da się zidentyfikować, bo zwłoki są spalone”.
Zewsząd słyszymy o wojnie Putina, szaleństwie Putina, zbrodniach Putina, ofiarach Putina. Bardzo też chcemy wierzyć w innych Rosjan. Ale im bardziej szukamy, tym bardziej ich tam nie ma. Słyszymy o pojedynczych demonstracjach, deklaracjach, a sprzeciwiającym się polityce reżimu należy się ogromny szacunek.
Pewien nieodpowiedzialny polityk, stawiający w czasie swych rządów na Rosję, szczuje intensywnie na rząd i PiS, bredząc coś o „małych putinkach” w chwili, gdy wszyscy wspólnie działamy, by pomóc walczącej Ukrainie. Jest to uderzające – gdy politycy różnych partii razem jadą na Ukrainę pomagać, gdy demonstrują pod ambasadą Rosji, gdy porozumieli się ws. ustawy o obronie ojczyzny – ten polityk usiłuje to zniszczyć.
Tomasz Raczek, krytyk filmowy, patrząc, jak Polacy ofiarnie pomagają Ukraińcom, zdziwił się strasznie i ogłosił: „Z radością odwołuję swoje złe słowa o braku empatii wśród nas, Polaków”, „Jestem szczęśliwy, że nie miałem racji”. Bo po tym, jak Polacy nie życzyli sobie przyjąć islamistów od Merkel oraz granicznych prezentów od Łukaszenki, Raczek powiedział, że „jesteśmy jednym z najmniej empatycznych narodów świata”.
„Niemożność uwolnienia się od natrętnych myśli, obrazów lub wykonywanie ciągle tych samych czynności” – to słownikowa definicja obsesji. Dobrze ilustruje medialne funkcjonowanie zaciekłych wrogów Kościoła. Magdalena Środa myśli o nim nawet przy okazji wojny na Ukrainie. Zarzuca mu milczenie i bierność w sprawie pomocy uchodźcom, co ma się nijak do rzeczywistości, bo Kościół jest instytucją, która jest w nią zaangażowana bardziej niż jakakolwiek inna.
„Jak to możliwe, że rząd PiS-u nie ma długoletniej umowy z Rosją na dostawy gazu? Na złość mamie odmrożę sobie uszy?!” – pytała pod sam koniec zeszłego roku Klaudia Jachira. Być może to jedna z tych jej publicznych wypowiedzi, których trochę żałuje. Ale być może nie, przecież tweety (a rzecz pojawiła się na Twitterze) można skasować, choć taki skasowany wpis też wygląda głupio, gdy każdy zdążył go już sobie zarchiwizować.
Przemiany współczesnego świata doszły do momentu, w którym jeden kraj zyskuje na wszelkich sytuacjach konfliktowych, pozornie nie biorąc w nich żadnego udziału. Precyzyjnie i z dużą cierpliwością budowana pozycja sprawia, że w największych konfliktach ostatnich lat największym wygranym są…komunistyczne Chiny.
To, jak rozgrywana jest (bo mam nadzieję, że nie daje się rozgrywać) przez Rosję dyplomacja Stolicy Apostolskiej, przechodzi ludzkie pojęcie. Rozumiem, że dyplomaci muszą się spotykać i rozmawiać, ale nie rozumiem tego, że Stolica Apostolska - przez konkretny brak informacji czy choćby odcięcia się od słów, jakie podaje propaganda rosyjska - pozwala na budowanie wrażenie, że jej postawa jest prorosyjska.
Patrząc na samotną walkę Ukrainy z najazdem rosyjskim, trudno się opędzić od analogii z rokiem 1920. I wtedy ważyły się losy świata na polach bitewnych od Kijowa po Warszawę, tyle że ów świat wtedy ani tego nie rozumiał, ani doceniał nasz wspólny z Ukraińcami krwawy wysiłek.
W ciągu pierwszego tygodnia inwazji Rosji na Ukrainę wyróżnić dało się kilka kierunków ataku na polskie władze ze strony opozycji i jej sympatyków. Można uznać je za grę na rzecz propagandy Moskwy lub po prostu próbę radzenia sobie z nową rzeczywistością, która potwierdziła słuszność wieloletniej polityki zagranicznej PiS i pokazała skuteczność naszych działań dyplomatycznych na arenie międzynarodowej.
Po ludzku bardzo przeżywamy ofiary agresji Rosji na Ukrainę, zwłaszcza śmierć dzieci czy szerzej: ludności cywilnej. To dramat niewyobrażalny, efekt nieuzasadnionego i programowego bestialstwa. Reagujemy na nie niezgodą i gniewem, i m.in. te emocje rodzą czyn pomocy setkom tysięcy uchodźców. To minimum tego, co można i należy zrobić. Jednocześnie warto też chłodno analizować sytuację, jej szerszy kontekst, dlatego tym razem proponuję skupić się na analizie geopolitycznej.
Po zdławieniu powstania styczniowego w Rosji zapanowała pełna nienawiści do Polaków obsesja – we wszystkich nieszczęściach upatrywano polskiej intrygi, podstępnym Lachom przypisując nawet serię pożarów w Petersburgu. Na serio obwiniał nas o zło wszelakie wielki pisarz Dostojewski, choć nie mniej wielki Sałtykow-Szczedrin wyśmiał to, przedstawiając groteskowy spisek panów Przykrzyciulkiego i Krzyprzyciulskiego w słynnym mieście Głupowie. Ale skoro dziś putinowskie tuby znów oskarżają nas o inspirowanie „krwiożerczych ukraińskich faszystów”, to może naprawdę uknujmy jakąś polską intrygę?
Okoliczności w czasie wojny, jak każda sytuacja skrajna, mają to do siebie, że wszystko staje się zerojedynkowe. Dotychczasowe problemy się urealniają, a ludzie i państwa skupiają się na tym, by przetrwać.
Bardzo się myliłem: byłem zwolennikiem tezy, że Rosjanie w końcu się obudzą. W chwili tragedii na Ukrainie w rosyjskich miastach przeciwko inwazji wyszło na ulice łącznie kilkadziesiąt, może kilkaset tysięcy, podczas gdy prawie wszyscy biegają po bankach, bankomatach i kantorach, nie wiedząc, co się dzieje na Ukrainie, i w ogóle nic nie rozumiejąc. To interesuje większość zwykłych Rosjan – własne przetrwanie i pieniądz.
To miał być nasz jubileuszowy, X Wielki Wyjazd na Węgry. Planowaliśmy z braćmi Węgrami wziąć udział w Marszu Pokoju na pl. Kossutha. Złożyć kwiaty przed pomnikiem gen. Józefa Bema i pomnikiem Męczenników Katynia. Jak co roku czas naszego pobytu w Budapeszcie miał być wypełniony uroczystościami patriotycznymi i spotkaniami z Węgrami.
Być może sankcje, które obecnie nałożono na Rosję, są bez precedensu. Być może w dłuższej perspektywie doprowadzą one do destabilizacji tego państwa, a może nawet jego rozpadu. Jednak będzie to perspektywa długa, bo pieniądze za rosyjskie ropę, gaz i węgiel nadal płyną.