Przeprosiła Putina tylko za miejsce na liście
Niedoszła kandydatka opozycji Małgorzata Zych występowała na antyukraińskich pikietach i współpracowała z Grzegorzem Braunem. Wsławiła się ostrzeganiem przed „ukrainizacją Polski”.
Niedoszła kandydatka opozycji Małgorzata Zych występowała na antyukraińskich pikietach i współpracowała z Grzegorzem Braunem. Wsławiła się ostrzeganiem przed „ukrainizacją Polski”.
Sondaże pokazują jedno – Platforma ma problem. Czy w związku z tym jej szef przemyślał dotychczasową strategię, uznał, że zamiast tępego populizmu spróbuje czegoś innego, na przykład merytorycznej debaty na temat realnych problemów? Bez żartów.
W skandalicznej wypowiedzi Franciszka do młodych katolików rosyjskich użyte zostały słowa-klucze, które w ustach zwącego się namiestnikiem Chrystusa gorszą podwójnie: odwołanie się do niegdysiejszej rzekomej chwały imperium, gdy Jezus jasno mówił o konieczności oddzielenia tego co „cesarskie”, czyli imperialne właśnie, od tego co Boskie. Zaiste, nie znalazł innych postaci godnych naśladowania przez młodych Rosjan niźli dziki rozpustnik, sadysta i grabarz chrześcijaństwa rosyjskiego Piotr I oraz imperatryca Katarzyna II, która doprowadziła do zniszczenia państwa polskiego, bastionu katolicyzmu na Wschodzie i rozpoczęła planowe niszczenie narodu ukraińskiego, dziś kontynuowane przez nowego „cara”, Putina?
31 sierpnia 1912 roku we wsi Janowice koło Ostrowca Świętokrzyskiego urodził się Jan Piwnik „Ponury”, cichociemny, oficer „Wachlarza”, szef Kedywu Okręgu Radomsko-Kieleckiego AK, legendarny dowódca partyzanckich zgrupowań walczących w Górach Świętokrzyskich i oddziału dywersyjnego na Nowogródczyźnie.
W brukowcach, programach telewizyjnych i radiowych wypowiadają się ludzie, którzy prawem kaduka przypisali sobie rolę elity mieszkającej w „tym kraju”, którzy bezkarnie obrażają Polaków. To aktorzy, piosenkarze i ci znani z tego, że są znani. Część tzw. celebrytów pluje na nas, na rząd, bo niczego innego nie potrafi robić, bo już nie wystarcza pokazanie gołego tyłka, żeby być znanym. Konkurują ze sobą brakiem wychowania, chamstwem i głupotą.
Za niespełna trzy miesiące państwa z sześciu kontynentów zdecydują, jaki kraj - i miasto – organizować będzie w roku 2030 Światową Wystawę EXPO. Starają się o to trzy kraje i każdy z nich pozostaje z Polską w dobrych czy bardzo dobrych relacjach. Chodzi o Włochy, Koreę Południową i Arabię Saudyjską.
W 2001 roku Marek Belka tuż przed wyborami nagadał coś tam o cięciach i podatkach, w efekcie czego postkomunistyczna lewica, której był głównym ekonomistą, co prawda wybory wygrała, ale nie zdobyła samodzielnej większości, którą dawały jej sondaże
W czasie ośmiu lat rządów koalicji PO-PSL likwidacji uległo ponad 600 jednostek wojskowych różnego szczebla. To fakt, a nie PR-owy zabieg na potrzeby kampanii wyborczej PiS, co próbują wmówić niektóre środowiska przychylne opozycji. Przytoczenie tych danych pół roku temu czy za następnych kilka lat nie zmieni smutnego obrazu rzeczywistości.
Małżeństwo liberalizmu z demokracją historycznie było związkiem z rozsądku. Współcześnie zaś nawet trwający w demokratycznym stadle liberałowie miewają zamordystyczne miłostki. Im dalej od zachodnich metropolii, tym liberalizm ma silniejszą tendencję, by wspierać rządy opresyjne, z którymi łatwo się robi interesy, a równocześnie niechętnym okiem patrzy na rozpolitykowane, bywa, że skorumpowane, demokracje.
Gdy już wydaje się, że autorytet papieża Franciszka i jego administracji upadł na samo dno, kolejne dno jest przebijane. Tym razem Franciszek przemówił do młodzieży katolickiej w Petersburgu. Słowa o wielkim człowieczeństwie tyranów rosyjskich, humanizmie i świętości Rosji to jedno. Putin pewnie by się pod nimi podpisał. Druga sprawa to ignorancja. Przecież wielu katolików rosyjskich ma polskie pochodzenie.
Kampania wyborcza pokazuje jak na razie jedną zasadniczą sprawę – opozycja nadal nie wie, dlaczego przegrała wybory. Nadal więc jej robota nie polega na wyłapywaniu niezadowolonych środowisk i przeciąganiu ich na swoją stronę, ale na budowaniu ostrego przekazu antyrządowego.
Ministrowie spraw wewnętrznych Polski oraz krajów bałtyckich postawili czerwoną linię, której reżim Łukaszenki nie może przekroczyć. Tyran z Mińska ma wycofać z terenów przygranicznych migrantów, a Grupa Wagnera musi opuścić Białoruś.
Gdy tylko posłowie Joński i Szczerba ogłosili, że w poniedziałek przedstawią na Campusie Polska bombę, która zmiecie PiS z wyborczej sceny, wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Ile już było podobnych zapowiedzi?
Jutro 43. rocznica zakończenia strajków, które zaowocowały powstaniem NSZZ „Solidarność”, a pojutrze 84. rocznica napaści Niemiec na Polskę i rozpoczęcia II wojny światowej. Czasem na Zachodzie zarzuca się Polakom, że tak bardzo zapatrzeni są w swoją historię. Tak: my, Polacy, szanujemy swoje korzenie, dbamy o pamięć, ważna jest dla nas – może bardziej niż dla innych – ciągłość i tradycja.
Nie tylko w dzisiejszej Rosji, ale w Europie, a nawet na świecie przyjęto sowiecką propagandę, że wojna zaczęła się od ataku Niemiec na Rosję, czyli od operacji Barbarossa.
Być może nie do końca zdajemy sobie sprawę, jak bardzo zmienił się sposób myślenia o bezpieczeństwie naszej ojczyzny. Z państwa słabego i uległego, mającego znów zostać zrównanym z ziemią jako przedmurze Niemiec, zmieniamy się w bastion wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Początek kampanii wyborczej pokazuje, że Donald Tusk nie ma na nią żadnego pomysłu. Nie dziwi, że raz za razem popełnia błędy.
Ukraiński portal Sprotyw, założony przez siły operacji specjalnych Ukrainy, szacuje, że na wojnie zginęło już ok. 20 tys. mieszkańców okupowanej przez Rosję od 2014 r. Gorłówki w Donbasie, którzy zostali siłą zmobilizowani do udziału w inwazji na własny kraj. Gorłówka, przynajmniej przed 24 lutego 2022 r., liczyła około ćwierć miliona mieszkańców. 20 tys. z ponad 200 tys. – taka jest więc skala tragedii