Bezpieczeństwo Polski dostało kopniaka poniżej pasa, i to w sytuacji, gdy Rosja dwukrotnie przypomniała światu swoje prawdziwe, barbarzyńskie oblicze. Najpierw atakując Gruzję w 2008 r., a sześć lat później Ukrainę. Wychodzi więc na to, że Donald Tusk i jego ekipa przeoczyli dwie wojny, które toczyły się w bliskim sąsiedztwie Polski. Zamiast tego skupili się na zwijaniu jednostek wojskowych, bo przecież „piniędzy” nie było, a – jak dopowiadał ówczesny szef MON Tomasz Siemoniak – „nikt nie lubi takich rzeczy jak oszczędzanie, ale jak nie ma, to nie ma”. Jak wyglądałaby dziś polska armia, gdyby rząd Zjednoczonej Prawicy nie przerwał tego chorego procesu? Nie byłoby żołnierzy, jednostek wojskowych ani uzbrojenia, a w razie wojny wróg bez przeszkód wszedłby na wschodnie tereny naszego kraju, bo mieliśmy się bronić dopiero od Wisły. Przerażające!