Węgier w Moskwie
Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto już piąty raz był w Rosji od rozpoczęcia pełnowymiarowej rosyjskiej agresji na Ukrainę. Przypomnijmy, Węgry to kraj NATO i Unii Europejskiej.
Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto już piąty raz był w Rosji od rozpoczęcia pełnowymiarowej rosyjskiej agresji na Ukrainę. Przypomnijmy, Węgry to kraj NATO i Unii Europejskiej.
Na odprawie Hitlera dla generałów przed napaścią na Polskę w 1939 r. niemiecki przywódca ogłosił im prowadzenie nowego rodzaju kampanii – wojny totalnej: można, a nawet trzeba niszczyć bombami miasta z ludnością cywilną, można wbrew wszelkim konwencjom mordować jeńców, rozstrzeliwać kobiety i dzieci, a wszystko w zbożnym celu ustanowienia władzy „Herrenvolku”, narodu panów. Natychmiast po przegranych z kretesem wyborach prezydenckich i parlamentarnych 2015 r. ówczesny szef PO ogłosił opozycję totalną. Nie ma najmniejszej wątpliwości, skąd czerpał wzory tej retoryki, pełnej porównań przeciwników politycznych do szarańczy, chorób i innych plag.
Jeden z portalów-córek „Gazety Wyborczej” z dumą ogłasza: gdyby migranci mogli głosować, PiS nie miałby szans! Tę „rewelację” podchwytują wiadome media, rozpisując się o tym, jak kochana są Lewica i Koalicja Obywatelska (w przytoczonym badaniu na te partie głosować chciało, kolejno, 50 i 40 proc.).
Jesteśmy w trakcie „trójskoku politycznego” (moje autorskie określenie). Pierwszym krokiem było ogłoszenie wyników wyborów przez Państwową Komisję Wyborczą. Drugim będzie powierzenie misji tworzenia rządu przez prezydenta RP ugrupowaniu, które uzyskało największą liczbę głosów. Trzecim – niełatwa, a nawet mówiąc wprost: bardzo trudna próba powołania nowego rządu przez PiS.
Opadł powyborczy kurz. Opozycja przechytrzyła obóz rządzący, wystawiając więcej ugrupowań i organizując „system kontroli wyborów”, który obalił referendum. Zorganizowana akcja się udała i centrolewica posiada większość do stworzenia rządu. Teraz jednak ruch należy do prezydenta Andrzeja Dudy.
W powyborczy poniedziałek wielu Polaków czekało od rana na pieniądze z KPO, które tego właśnie dnia Donald Tusk obiecał załatwić nam wszystkim w Brukseli.
Jeszcze kilka lat temu remis z Mołdawią przyjęlibyśmy z niedowierzaniem. Dziś ten rezultat z niedzielnego spotkania ekipy Michała Probierza jest gorzką puentą występu Biało-Czerwonych w kwalifikacjach do Euro 2024.
We wtorek rano pewne jest, że Prawo i Sprawiedliwość jest partią klasy ludowej. Tak wynika ze społecznego i z ekonomicznego rozkładu poszczególnych elektoratów. A lewica przystawką neoliberałów z Platformy i Trzeciej Drogi. Zandberg może apelować do tych partii o „społeczną wrażliwość”. Ale z pierwszych wypowiedzi Hołowni jasno wynika, że „rozdawnictwo” się skończy.
Bez większego echa przeszła w Polsce informacja o szczycie krajów nordyckich, bałtyckich i Wielkiej Brytanii w Visby na Gotlandii. Brytyjski premier Rishi Sunak zapowiedział rozmieszczenie w Europie Północnej 20 tys. żołnierzy, w tym okręty, samoloty i śmigłowce, dla ochrony infrastruktury krytycznej przed Rosją.
Amerykańskie czasopismo naukowe „Science” przedstawiło wyniki ciekawych badań: w Meksyku 175 tys. ludzi pracuje dla ok. 150 grup związanych z kartelami narkotykowymi. W ostatnich 10 latach zabito lub uwięziono 37 proc. członków karteli, a mimo to rosły one w siłę.
W Rumunii znaleziono krater po prawdopodobnej eksplozji rosyjskiego drona. To już kolejny „przylot” rosyjskiego pocisku na terytorium NATO. W ostatnim czasie zdarza się to co kilka dni w Rumunii.
Cristiano Ronaldo został praworządnie skazany na 99 batów! A wszystko przez to, że w czasie wizyty w Iranie spełnił marzenie niepełnosprawnej artystki. Fatima jeździ na wózku, bo jest sparaliżowana w 85 proc., a swoje dzieła maluje stopami. Podarowała mu te obrazy, a Ronaldo przytulił ją i pocałował w głowę. W odpowiedzi zareagowała tamtejsza Iustitia, czyli grupa ortodoksyjnych prawników.
Pewien desperat wszedł na pomnik smoleński w centrum Warszawy, próbując zwrócić na siebie uwagę. Odgrażał się, że ma ze sobą materiały wybuchowe. Ludzi, którzy nie wytrzymują wyborczego ciśnienia, nie brakuje.
Gdy już przyjąłem pewien system moralny jako wzór – to muszę w nim trwać.
Przez ponad 10 lat – od 16 października 1944 do 9 grudnia 1954 roku – Mieczysław Mietkowski pełnił kluczową funkcję wiceszefa jednej z najkrwawszych instytucji komunistycznego aparatu represji: Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
Zbliżające się wydarzenie, sól demokracji – wybory naszych przedstawicieli do władzy ustawodawczej i pośrednio wykonawczej – skłania do uświadomienia sobie kilku elementarnych, a zarazem doniosłych prawd: do istoty człowieczeństwa należy nie tylko wolność i godność, lecz również odpowiedzialność.
Jako Polak jestem dumny, że moje państwo błyskawicznie ewakuowało naszych rodaków przebywających w Izraelu. Zupełnie inaczej zareagowało państwo niemieckie, które przekazało swoim obywatelom w Izraelu, że ich… nie będzie ewakuować. Dopiero po paru dniach, zapewne pod wpływem przykładu Polski i znanych powszechnie działań naszego rządu, którego sprawna akcja odbiła się szerokim echem, Berlin zmienił zadnie i zarządził transport obywateli RFN do kraju. Cóż, jeśli moje państwo wyprzedza w tej kwestii Niemcy o kilka dni – to kolejny powód do dumy.
Po nudnej i przewidywalnej kampanii wyborczej końcówka starcia zdecydowanie przemawia za politykami partii rządzącej. Gdy wydawało się, że Koalicja Obywatelska może dogonić Prawo i Sprawiedliwość po marszu w Warszawie, impreza rozczarowała.