Fantazja o raju na ziemi obnażona
Jednym ze źródeł wiarygodności chrześcijaństwa jest antropologia adekwatna – przeciwstawianie się redukowaniu egzystencji człowieka do elementów pozytywnych i obrona pełnej prawdy o nim.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Jednym ze źródeł wiarygodności chrześcijaństwa jest antropologia adekwatna – przeciwstawianie się redukowaniu egzystencji człowieka do elementów pozytywnych i obrona pełnej prawdy o nim.
Przez przypadek natrafiłem na rozmowę z wybitnym polskim filozofem, logikiem i sowietologiem o. Józefem M. Bocheńskim (1902–1995), rektorem Uniwersytetu we Fryburgu, autorem m.in. „Stu zabobonów” czy „Katastrofy pacyfizmu”, przeprowadzoną niedługo przed jego śmiercią, w której stawia diagnozę cywilizacji zachodniej. Mówi: „Nasza cywilizacja żyje, ale jest bardzo ciężko, śmiertelnie chora”. Jaki jest przebieg tej choroby?
Walentynki, święto zakochanych, przynoszą wiele pięknych wyznań i gestów, m.in. mężczyźni wręczają kobietom kwiaty. Dzień ten może również stać się okazją do refleksji nad jednym ze stróżów prawdziwej miłości erotycznej i w ogóle człowieczeństwa – nad wstydem.
Raz po raz stawiamy sobie pytanie, dlaczego stan umysłów dużej części polskiej inteligencji jest taki fatalny: brak samodzielnego myślenia, łatwość przyjmowania bzdurnych poglądów, podatność na manipulację, ignorowanie faktów itp. Odpowiedź na to pytanie daje m.in. przemilczana trzytomowa publikacja Radosława Kuliniaka, Mariusza Pandury i Łukasza Ratajczaka „Filozofia po ciemnej stronie mocy.
W najbliższą niedzielę wiele osób będzie pytało o istotę moralności, dobrego czynu itp. Nie definiując dobra moralnego, podzielę się jedynie kilkoma odkryciami etycznymi z czasów studenckich.
Są naszymi skarbami. Jednym ze źródeł sensu życia, poczucia, że jesteśmy potrzebni. Dzięki nim istniejemy na tym świecie radośniej. Łagodzą nam starzenie się. Ich obecność rozjaśnia nam rzeczywistość, mobilizuje, budzi wolę działania.
Sto lat temu, 12 stycznia 1922 r., urodził się Tadeusz Żychiewicz, jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy religijnych (zmarł w 1994 r.). Niemal przez całe dorosłe życie był redaktorem „Tygodnika Powszechnego”, reprezentował w nim nurt konserwatywny. Ponieważ jednak po 1989 r. źle przyjął jednostronne zaangażowanie polityczne tego pisma, zdystansował się od niego. Najpierw przyniosła mu wielką popularność prowadzona przez niego w „TP” rubryka „Poczta Ojca Malachiasza”, z której powstały trzy książki pod takim samym tytułem.
Święto Trzech Króli ma nie tylko wymiar religijno-teologiczny, lecz także egzystencjalno-etyczny. Mędrcy podążający z darami do Betlejem symbolizują bowiem również adekwatne nastawienie człowieka do rzeczywistości i jego fundamentalną postawę moralną, co wyrażają dwa słowa: „dar” i „wdzięczność”.
Chrześcijaństwu ciągle grozi uleganie pokusie redukowania jego istoty do doktryny, przeżycia, sfery obrzędowo-obyczajowej czy etyki. A przecież jego filarami są wszystkie te elementy. Okres bożonarodzeniowy eksponuje chrześcijańską symbolikę.
Trwa Adwent – dla nas, ludzi wierzących, czas tęsknoty i nadziei. Niegdysiejszy ateista i wróg chrześcijaństwa Leszek Kołakowski pisze po latach w „Jezusie ośmieszonym”: „Jest tylko jedna rzecz godna bezwarunkowego pragnienia: to Bóg i Jego Królestwo…”.
Fryderyk Nietzsche wołał: „Zaklinam was, bracia moi, dochowajcie wierności ziemi, a nie dawajcie wiary tym, którzy mówią wam o nieziemskich nadziejach! Truciciele to są, czy wiedzą o tym, czy nie”.
Jesteśmy obecnie świadkami i zarazem uczestnikami dwóch sposobów przeżywania rzeczywistości i jej interpretacji. Mimo że chrześcijanie wydają się przytłoczeni narracją liberalno-lewicową i antychrześcijańską oraz nieco zagubieni, to jednak do nich należy przyszłość, ponieważ to ich nadzieje mają solidne ugruntowanie i to oni są otwarci na Wielką Nadzieję.
Mroczne, melancholijne dni. Niepokojąco wzrastająca liczba chorych na COVID-19. Zagrożenie naszej ojczyzny. Upadek liberalnych elit niezdolnych lub niechcących stanąć w jej obronie.
Cywilizacja zachodnia staje się coraz bardziej utylitarystyczna i hedonistyczna: liczą się przede wszystkim korzyść, wygoda, satysfakcja własna i przyjemność. Deprecjonowane zaś są wartości moralne. Zanika poczucie winy za grzechy.
Z wolna kończy się kolorowa jesień. Za sobą mamy wiele cudownych dni. Podziwiając i kontemplując urodę jesiennej przyrody, paletę jej barw i światłocieni, przypomniałem sobie kolegę z wojska, który na piękno kobiet reagował westchnieniem: „Jakżeż wspaniały musi być Stwórca, skoro jego stworzenia są takie piękne!”.
W polskiej tradycji to trzecie, po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy, najważniejsze święta. Jeśli w najbliższe dni spory i kłótnie polityczne nie umilkną nawet całkowicie, to z pewnością zejdą na dalszy plan. A my wejdziemy w najgłębszy i najdonioślejszy wymiar istnienia, przeżywając niektóre tajemnice ludzkiego życia.
Smutnym faktem jest istnienie w naszym kraju fenomenu polegającego na tym, że duża część mieszkańców jest głęboko przekonana o wyimaginowanych zagrożeniach i złu.
Jedną z charakterystycznych cech lewicy jest demonstrowanie troski: o żabki, o mniejszości itd., a teraz o „torturowanych” przy granicy z Polską „uchodźców”. Jednak czy to ważne i piękne słowo nie zostało przez nią zdeformowane? Należy bowiem rozróżnić trzy rodzaje troski: udawaną, narcystyczną i realną. Troskę można udawać po to, aby osiągnąć jakiś cel, np. polityczny.
Stosunek do tego, co dzieje się na granicy polsko-białoruskiej, jest papierkiem lakmusowym kondycji Polaków. Jeśli ponad 30 proc. podpisuje się pod haniebną wypowiedzią Władysława Frasyniuka na temat polskich żołnierzy, a ponad 40 proc. uważa, że grupka „imigrantów”, którzy są bronią demograficzną Putina i Łukaszenki, powinna zostać wpuszczona do Polski, to dowodzi (a przecież nie są to dowody jedyne), iż duża część obywateli naszego kraju została już ogłupiona lub zdemoralizowana, lub wynarodowiona, lub wręcz trawi ją – jak twierdzi Jerzy Targalski – gen samozagłady.
Czy Putinowi, posługującemu się Łukaszenką, rzeczywiście chodzi o wywołanie kolejnego kryzysu migracyjnego w Europie? Prawdopodobnie na razie chodzi mu o osiągnięcie dwóch innych celów.