Polskie Stronnictwo Schrödera
Gdyby ktoś nie znał polskiej polityki i nagle włączył telewizję informacyjną, to mógłby odnieść wrażenie, że w Polsce wszystkie partie zrównują antyrosyjskość z polską racją stanu.
Gdyby ktoś nie znał polskiej polityki i nagle włączył telewizję informacyjną, to mógłby odnieść wrażenie, że w Polsce wszystkie partie zrównują antyrosyjskość z polską racją stanu.
Kto zapomniał, to przy okazji meczu finałowego Pucharu Polski mógł sobie przypomnieć, jak wygląda troska o bezpieczeństwo w wykonaniu Platformy Obywatelskiej. Wiadomo, że najbezpieczniejszy stadion to taki, na którym nie ma kibiców. Tej zasady PO trzyma się konsekwentnie, a gdy miała na to wpływ, zamykała obiekt z byle powodu, np. obawiając się, że mogą zostać odpalone race.
W bólach rodzi się kompromis w sprawie Sądu Najwyższego. Niestety dla polskiego rządu alternatywa jest diabelska i nie ma dobrego rozwiązania. Jest oczywiste, że Komisja Europejska posługuje się szantażem ekonomicznym. Wbrew umowom, traktatom i zdrowemu rozsądkowi chce Polskę zmusić do podporządkowania się jej widzimisię. Z pewnością będą kolejne szantaże – tu minister Kaleta ma rację.
Wojna na Ukrainie to ostatni sygnał dla Polski i Europy, żeby wrócić do zdrowego rozsądku. Niestety, zupełnie tego nie widzę. Raczej pogłębia się u mnie sienkiewiczowska wizja mówiąca o tym, że nasze państwo i wspólnota jest rozrywana w imię partykularnych interesików.
Aktywiści ekologiczni i sprzyjająca im profesura od przyrody mają teraz nowy sport. Chodzą po Puszczy Białowieskiej i wyszukują śmieci, które mają być pozostawiane przez żołnierzy. Wśród trofeów są chusteczka higieniczna i kartonowy soczek. Jest też zapach fekaliów, ale tego nie da się pokazać na zdjęciach, więc trzeba wierzyć na słowo. Tak czy siak, soczek i chusteczka to sprawka wojska.
Minął czas względnej zgody narodowej. Przez niecałe dwa miesiące można było rozmawiać ze sobą na innym poziomie i nawet głosować ustawy niemal jednomyślnie. No, ale wróciło stare i dobrze nam wszystkim znane.
Raport podkomisji smoleńskiej zaprezentowany przez Antoniego Macierewicza w zasadzie rozstrzyga kwestię tego, z czym mieliśmy do czynienia w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Gdyby politycy Platformy Obywatelskiej i PSL obejrzeli choćby tę prezentację – nie mówiąc o przeczytaniu raportu – wiedzieliby, ilu pytań nie postawili sobie przez ostatnich 12 lat.
Nikt nie zrobił tyle dla budowania atmosfery niechęci wobec Unii Europejskiej co ludzie, którzy ją bezkrytycznie kochają oraz żyjący na jej koszt urzędnicy. Jest mi niedobrze, gdy myślę o tym, że dziś ma się odbyć debata na temat praworządności w Polsce. To chyba najlepiej pokazuje, że nie chodzi o to, żeby mierzyć się z realnymi problemami, ale o to, co zawsze: o interes i biznes. Pieniądze sprawiają, że Unia Europejska będzie dzielić włos na czworo w sprawie Polski i sędziego Tulei, o którym wszyscy w Polsce wiedzą, że nadaje się co najwyżej do pilnowania szatni na wiejskiej dyskotece, a jednocześnie patrzeć przez palce na zbrodnie Rosjan wobec ukraińskich obywateli.
Trudno odgadnąć, z jakiego klucza wybrano Tomasza Grodzkiego na marszałka Senatu. Wydaje się, że gdybyśmy zdecydowali się na opcję, by trzecią osobę wyłaniać w losowaniu, to mielibyśmy niemal pewność, że trafilibyśmy lepiej.
Zobaczycie jeszcze, jak ruskie przyjdą, to każda skiba ziemi będzie cenna i będzie się opłacać – mówił znajomy rolnik, gdy słyszał, że jego kilkuhektarowe gospodarstwo jest nieopłacalne. Jak pomyślę, to jego rola była bezpieczna od światowych zawieruch. Dwa konie, krowa, kilka prosiaków, kur i kaczek. Wszystko w obiegu zamkniętym, niezależnym od cen ropy, prądu i gazu.
Każdy, kto używa komputera, zna to uczucie, gdy maszyna zaczyna szwankować i pozostaje jedynie nacisnąć przycisk „reset”.
Nie chciałbym być w skórze polityków Platformy Obywatelskiej i sprzyjających im dziennikarzy. Przez lata bowiem patrzyli na nikczemność Rosjan przez palce i suflowali ile wlezie wersję o tym, że z naszym sąsiadem trzeba rozmawiać, a na współpracę jesteśmy skazani. Reagują mniej więcej tak samo jak Siergiej Ławrow na zarzuty o rosyjskie zbrodnie wojenne na Ukrainie – brnięciem w kłamstwo.
W ciągu ostatnich 8 lat, mieszkając w Warszawie, spotkałem wielu Ukraińców. Często z nimi rozmawiałem i zastanawiała mnie ich głęboka krytyka własnego państwa. Pamiętam, jak jeden z kierowców taksówki opowiadał o tym, że Ukraina nie radzi już sobie nawet z hodowlą świń. – Nie ma do czego wracać – mówiło wielu.
Gdzie są ekolodzy? – pytają internauci jeden przez drugiego. Szczerze powiedziawszy, nikogo to nie obchodzi. Jak mawiają poeci, „nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy”. To nie oznacza bynajmniej, że ludzie w Polsce, niezachęcani przez aktywistów, zaczną żyć mniej eko. Myślę, że będzie dokładnie odwrotnie. Za chwilę oszczędzanie będzie nie tyle wyborem, ile koniecznością. Konflikt na Ukrainie uderzy w nasze społeczeństwo ekonomicznie, a to oznacza, że trzeba będzie się przeprosić z zapomnianym ostatnio słowem „oszczędność”.
Tomasz Sakiewicz otrzymał pozew od Donalda Tuska. Dzisiejszy lider Platformy Obywatelskiej chce 100 tys. zł za słowa redaktora naczelnego o tym, że były szef rządu „pozwolił zabić Władimirowi Putinowi” prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Adwokaci Strefy Wolnego Słowa pracują nad odpowiedzią na pozew lidera PO i przekonują, że będzie to olbrzymi zbiór argumentów pokazujący niechlubną rolę Tuska w katastrofie smoleńskiej. Czy sądy będą chciały wysłuchać argumentacji?