Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
,Jacek Liziniewicz,
20.04.2022 10:00

Przygranicznym ekologom już dziękujemy

Aktywiści ekologiczni i sprzyjająca im profesura od przyrody mają teraz nowy sport. Chodzą po Puszczy Białowieskiej i wyszukują śmieci, które mają być pozostawiane przez żołnierzy. Wśród trofeów są chusteczka higieniczna i kartonowy soczek. Jest też zapach fekaliów, ale tego nie da się pokazać na zdjęciach, więc trzeba wierzyć na słowo. Tak czy siak, soczek i chusteczka to sprawka wojska.

Dlaczego np. nie aktywistów z Grupy Granica? Ich podczas wędrówek po puszczy nigdy nie przypiliło? A może naukowcy, którzy wchodzą do rezerwatów ścisłych i depczą przyrodę dziesiątki tysięcy razy w ciągu roku, też coś gubią? Problem nie jest wcale błahy. Może jednak aktywiści, zanim rozwiążą problem sześciu śmieci w puszczy, zajęliby się odpadami w swoich aglomeracjach? Dość powiedzieć, że nadal w Warszawie od czasu do czasu ścieki spływają do Wisły (samooczyszczającej się), która w tych dniach – idę o zakład – śmierdzi gorzej niż to, co zostawia wojsko w puszczy. Obserwacje na warszawskim śmietniku wskazują też, że statystyczny leming nie odróżnia opakowania szklanego od plastiku. Jest co robić. Odczepcie się więc od tej granicy! Wystarczająco już zaszkodziliście.

 

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej