Rzeczpospolita w śmietniku
Ostatnio wśród pupilków Tuska mamy do czynienia z prawdziwymi zawodami. Różni konkurenci walczą między sobą o to, kto najbardziej mu się podliże.
Ostatnio wśród pupilków Tuska mamy do czynienia z prawdziwymi zawodami. Różni konkurenci walczą między sobą o to, kto najbardziej mu się podliże.
Sondaże pokazują jedno – Platforma ma problem. Czy w związku z tym jej szef przemyślał dotychczasową strategię, uznał, że zamiast tępego populizmu spróbuje czegoś innego, na przykład merytorycznej debaty na temat realnych problemów? Bez żartów.
Jedna z kandydatek na listach PO zdobyła w internecie sławę porównywalną do Kołodziejczaka... Mowa o startującej z łódzkiej listy PO Agnieszce Wiśniewskiej, córce znanego milionera. Przyczyna tego rozgłosu jest prosta. Otóż dziewczyna ta okazała się prawdziwą superwoman.
Są momenty, w których istnienie TVN mnie uspokaja. Dzięki nim wiem, że będzie dobrze. Ostatnio myśl ta mnie naszła, gdy w stacji Platformy mogłem usłyszeć mądrości Marka Migalskiego.
Projekt „Joanna” Tuskowi nie wyszedł. Tym samym stracił on najważniejszy pretekst do zorganizowania Marszu „Miliona Serc” i pokazania siebie oraz PO jako jedynej realnej siły po stronie opozycji. To niezbyt wygodna sytuacja dla Tuska. „Na szczęście” PO ma do dyspozycji zawsze wierne tej partii media.
O sprawie Mariki powiedziano już prawie wszystko. Można uważać jej zachowanie za skandaliczne, zasługujące na karę. Co więcej, była ona związana z ugrupowaniami o skrajnie agresywnych przekonaniach.
Trzaskowski będzie mordował dziki. Zabije ich niemało. Warszawskie parki spłyną krwią ciężarnych loch. Mniej więcej w ten sposób mogłyby komentować ostatnią decyzję prezydenta Warszawy o odstrzale dzików prawicowe media, gdyby chciały udawać „Wyborczą” czy TVN.
Chaos informacyjny, jaki zapanował w związku z działaniami Prigożyna, dobrze oddaje zestawienie dwóch tekstów z Onet premium.
Nagranie Andrzeja Seweryna, które ostatnio wypłynęło, nie jest czymś, co powinno nas cieszyć. Oczywiście zawsze dobrze, że opinia publiczna może się zapoznać z prawdziwą twarzą kolejnego „autorytetu” PO, niemniej zważywszy na dokonania tego człowieka, ciężko też nie poczuć przy okazji dojmującego smutku.
Grand Press dumnie opisywany jest przez media funkcyjne względem totalnej opozycji jako „najbardziej prestiżowa nagroda medialna w Polsce”. Jedno trzeba jej przyznać – gala tej nagrody jest najbardziej widowiskowa. Blichtr, groteskowa pretensja, bucostwo przemówień i udawanie, że mamy do czynienia z czymś, przy czym Pulitzer może się schować.
Niedawno mieliśmy do czynienia z sytuacją, która nie tylko pokazuje to, jak manipulacyjną, zakłamaną i funkcyjną względem PO stacją jest TVN, lecz także to, za jakich idiotów ma ona swoich odbiorców.
Hipokryzja i nagminne kłamstwa to już znaki rozpoznawcze naszego byłego premiera. Nikogo już nie dziwią kolejne puste slogany wygłaszane przez Tuska na jego seansach nienawiści, tezy, które zresztą bardzo często są zupełnie sprzeczne ze sobą, dostosowywane do aktualnej publiki.
Pisanie o ludzkich emocjach w kontekście politycznym jest zawsze ryzykowne. Czasem jednak trudno nie zadać sobie tego podstawowego pytania: po co oni to robią i co im to daje?
Dość częsty ostatnio obrazek z de facto już rozpoczętej kampanii wyborczej w Polsce. Kolejny występ niejakiego Kołodziejczaka, szefa marginalnej partyjki AgroUnia.
„Taka jest prawda o polskim premierze” – z dumą oświadczył kilka dni temu Onet. Co się okazało? Otóż jeden z dawnych nauczycieli premiera Mateusza Morawieckiego wypowiedział się o swoim wychowanku niepochlebnie.
To, co wyprawia lewica w USA w kwestii okrutnego mordu dokonanego przez osobę transpłciową na dzieciach uczęszczających do katolickiej szkoły, to jedna z najbardziej obrzydliwych rzeczy, jakie można sobie wyobrazić.
Profesor Andrzej Nowak odszedł z tygodnika „DoRzeczy”. Przyczyny podał dwie. Pierwsza to radykalne obniżenie poziomu debaty publicznej, co uniemożliwia – z powodu prymitywizmu i chamstwa drugiej strony – jakąkolwiek polemikę. Druga to, jak się dało zrozumieć, stosunek tygodnika do kwestii ukraińskiej. W tym kontekście warto sobie przypomnieć prognozy „DoRzeczy” na temat obecnej wojny, to, jak nietrafne się one okazały, a przy okazji jak negatywne i szkodliwe wzbudzały emocje - pisze Dawid Wildstein w "Gazecie Polskiej".