Kryzys uchodźczy i działania UE, które zdestabilizowały wiele państw, a przy tym skończyły się śmiercią setek tysięcy ludzi, którzy uwierzyli w niemieckie zapewnienia i ruszyli przez morze na nasz kontynent (dziś, za pomocą kolejnych „paktów migracyjnych”, Unia robi wszystko, by te błędy powtórzyć). Antyamerykanizm, który pozwolił rozpanoszyć się rosyjskim i chińskim wpływom. W końcu politykę wobec Rosji. To błędy Brukseli i unijne pieniądze płynące szerokim strumieniem na Kreml pozwoliły Putinowi urządzić aktualną hekatombę w Ukrainie. Oczywiście to, że większość tych decyzji przyklepywała Bruksela, nie oznacza, że działała autonomicznie. Tak naprawdę decydował Berlin. Dziś, gdy widzimy grandę, jaką urządza nam Unia z KPO, też możemy być pewni, że jest to decyzja Niemiec. Nic w Polsce się nie zmieniło, jeśli chodzi o tę mityczną „praworządność”, ze strony „partii miłości” następuje wręcz jej sukcesywne dewastowanie (w imię, rzecz jasna, późniejszej odbudowy, ale tej jak na razie nie widać). Po prostu Berlin „dziękuje” w ten sposób swojej agendzie wpływu w Polsce. Nie trzeba być orłem, żeby się domyślić, że pieniądze te staną się argumentem za niszczeniem polskich projektów rozwojowych, które mogłyby okazać się konkurencją dla Niemiec. W pewien sposób możemy być nawet wdzięczni naszym sąsiadom, bowiem w swojej bezczelności Berlin po raz kolejny pokazuje, że ma gdzieś nie tylko praworządność – to było oczywiste dla każdego, kto ma IQ wyższe niż członek KOD – lecz także demokrację. Że nie mamy żadnej wspólnoty w UE. Unii tak naprawdę już nie ma. Jest tylko armia biurokratów i lokajów Berlina, korumpujących dla swoich celów polityków innych państw UE. Beneficjentami takiej konstrukcji, gdzie Polska jest tylko nic nieznaczącym petentem, proszącym o pieniądze, są Rosja i Niemcy. Możemy być pewni, że ci drudzy sprzedadzą nas tym pierwszym natychmiast, jeśli tylko uznają, że im się to opłaca.
Bezczelność Niemców
Wiele było już „znaków” wskazujących na to, jak zdegenerowała się przez ostatnie lata Unia.