Bezczelność Niemców
Wiele było już „znaków” wskazujących na to, jak zdegenerowała się przez ostatnie lata Unia.
Wiele było już „znaków” wskazujących na to, jak zdegenerowała się przez ostatnie lata Unia.
Jedną z najczęstszych gróźb wobec prawicowców jest straszenie wieczną anatemą, jaka ma na nich spaść za to, kim są. Ten argument padł nawet w głośnej rozmowie, którą przeprowadził Stanowski z Pereirą. W pewnym momencie ten pierwszy wprost spytał, czy poglądy, które głosi dziennikarz, nie wynikają z tego, że jest on „na drodze, z której nie ma odwrotu”.
„TVP World wróci!” – z dumą ogłosiły neowładze TVP. Tymczasem wszystko wskazywało, że nie ma na to szans. Sam napisałem dwa tygodnie temu, iż definitywna rezygnacja z tej stacji świadczy o tym, jak głęboko chora jest obecna ekipa rządząca, że zbrodnią jest zniszczenie tak potrzebnego projektu. W teorii powinienem się cieszyć, jeśli się mylić, to właśnie w ten sposób.
Uderza milczenie pewnej społeczności. Grupy ludzi niebywale wręcz zaangażowanych, ideowych, na wskroś moralnych. Społeczności do niedawna tak niesłychanie głośnej, wręcz wrzaskliwej. Mowa o tzw. celebrytach.
Nie można odmówić „wolnym mediom” (na pasku PO) konsekwencji. Od lat usiłują one obniżać iloraz inteligencji swoich odbiorców.
Pseudozarząd, który przejął telewizję publiczną, nie ma dobrej passy. Ujawniane są kolejne, de facto przestępcze, okoliczności, w jakich doszło do ataku na TVP. Ich cenzorskie zapędy stały się już powszechnym obiektem kpin i krytyki.
Pod koniec minionego roku zawieszono emisję TVP World, anglojęzycznego kanału telewizji publicznej, prezentującego polską rację stanu za granicą.
Tata Maty staje się enfant terrible rozdygotanych Silnych Razem i im podobnych KOD-ów. Określany jest przez nich mianem ukrytego PiSiora, zdrajcą, mięczakiem etc. Czym autorytet „GW” tak się naraził co bardziej skrajnym wyznawcom Tuska?
Olejnik aż zatrzęsło. Oczywiście oburzył ją PiS. Dokładniej fakt, że zgodnie z przyjętą w Polsce tradycją polityczną prezydent najpierw desygnował na premiera polityka partii, która uzyskała największy wynik w ostatnich wyborach, a następnie tenże, olaboga!, zdecydował się przedstawić swój rząd.
Wolne i rozgrzane sądy ukarały Ziemkiewicza za nazywanie niejakiego Wielińskiego z „Wyborczej” – „volksdeutschem”.
W Warszawie trwa głosowanie na „Warszawiankę roku”. To doroczny plebiscyt, duma prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego. Warszawiacy mogą więc wybrać kobietę, z której cała stolica powinna być dumna, rodzaj „wizytówki” tego miasta.
Gdy pewien publicysta „GW” dość trzeźwo zapytał, czy wynik ostatnich wyborów świadczy o tym, że w Polsce nie panuje dyktatura, a w związku z tym wrzaski o końcu demokracji nie były przesadzone, wywołał w swoim środowisku prawdziwy skandal.
Jeden z portalów-córek „Gazety Wyborczej” z dumą ogłasza: gdyby migranci mogli głosować, PiS nie miałby szans! Tę „rewelację” podchwytują wiadome media, rozpisując się o tym, jak kochana są Lewica i Koalicja Obywatelska (w przytoczonym badaniu na te partie głosować chciało, kolejno, 50 i 40 proc.).
Tolerancja tzw.: wolnych mediów, elit III RP, postępowych środowisk i ich autorytetów – jest coraz wyraźniejsza. Tym razem prawdziwy jej popis dał niejaki klaun Skiba, który, na kabaretowej scenie, uznał za stosowne życzyć Kaczyńskiemu śmierci.
O filmie Holland napisano już dziesiątki artykułów. Zważywszy na to, jak obrzydliwe jest to dzieło, przy okazji (co zaskakujące, bo sprawności tej reżyserce nie można odmówić) warsztatowo i aktorsko mierne, powstaną ich zapewne jeszcze tysiące.
Ostatnimi czasy da się zaobserwować ciekawą prawidłowość. Im gorsze są notowania Platformy Obywatelskiej, tym głupszy staje się przekaz, jakim usiłuje ona mobilizować swój elektorat. Idealną egzemplifikacją tego zjawiska jest ostatni „wyczyn” Kołodziejczaka.
Rządy Prawa i Sprawiedliwości pokazały, że odpowiednio zdeterminowana władza w naszym kraju może zerwać się Berlinowi ze smyczy. W tej sytuacji dla naszych zachodnich sąsiadów „dokręcenie śruby” jest koniecznością. Mogą sobie też na to pozwolić, ponieważ kompradorskie elity III RP w ostatnich latach zdały swoisty test „wierności” Berlinowi - pisze Dawid Wildstein w "Gazecie Polskiej".