Od początku III RP wśród liberalnych elit istniało ciche przyzwolenie na niemieckie, a także rosyjskie narracje o Polsce. Zwykle przedstawiano to jako rzecz wynikającą z chęci pojednania i z potrzeby dobrosąsiedzkich relacji. Przykład prof. Krzysztofa Ruchniewicza uzmysławia, że kontekst jest o wiele bardziej niepokojący.
- Niemcy uzbrojone po zęby z największą armią świata, chcące, bo zapowiada to Merz, wziąć odpowiedzialność za naszą wschodnią granicę to dynamit, bomba atomowa, która jest podłożona pod nasze bezpieczeństwo - powiedział w rozmowie z niezalezna.pl Adam Borowski, szef warszawskiego Klubu "Gazety Polskiej", organizator dzisiejszego protestu "Nie dla SAFE".