W czwartek rano doszło do tragicznej śmieci w miejscowości Płonna, w gminie Bukowsko. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że 58-latka wyszła do lasu wraz z synem około godziny 8 w poszukiwaniu zrzutów poroża. W pewnym momencie rozdzielili się, a około godziny 10.30 mężczyzna odebrał od matki dramatyczny telefon, w którym usłyszał, że atakuje ją niedźwiedź. Po kilkunastu kobieta została znaleziona z obrażeniami głowy, bez oddechu.
W przestrzeni publicznej szybko pojawiła się narracja obrońców zwierząt, którzy twierdzili, że do ataku drapieżnika doszło w środku lasu, a zabić miała niedźwiedzica, broniąca młodych. Zaprzeczył temu w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie" inżynier Wojciech Jankowski, rzecznik prasowy Nadleśnictwa Lesko.
- Wszystko zdarzyło się w lesie gospodarczym pomiędzy miejscowościami. Myślę, że odległość od zabudowań określiłbym na 1000–1500 m. Jednocześnie las ten stale jest wykorzystywany przez ludzi, którzy tam spacerują czy zbierają grzyby - powiedział.
Tragedii można było uniknąć
Doniesienia aktywistów obala również w rozmowie z portalem Niezalezna.pl prezes Naczelnej Rady Łowieckiej, Marcin Możdżonek z Nowej Nadziei. -Tropy i inne ślady na miejscu tego tragicznego zdarzenia wskazują jasno, że tam był młody samiec, który, zdaje się, że po prostu polował - powiedział. Zaznaczył, że mieszkańcy zgłaszali w tamtym rejonie problemy z niedźwiedziami od lat.
"Niestety obecne kierownictwo resortu klimatu i środowiska i aktywiści, którzy bardzo mocno lobbują w tym resorcie postawili prawa zwierząt wyżej niż prawa ludzi, co jest absolutnym skandalem"
– podkreślił.
Jak wskazał, mimo niebezpieczeństwa, próby reagowania były blokowane. - Chociażby Państwowa Rada Ochrony Przyrody, powołana również przez ten resort, mówiła że absolutnie nie można dokonywać odstrzałów, czy innych interwencji. Jakoś teraz dziwnie milczą - stwierdził.
Możdżonek podkreśla, że proponowane przez rząd rozwiązania nie przyniosą żadnego efektu. - Ministerstwo próbuje wmówić nam, że będą stosowali obroże, będą stosowali śmietniki antyzapachowe, antywłamaniowe, żeby zwierzęta ich nie przewracały, że będą strzelać do nich z wiatrówek gumowymi kulami... A prawda jest taka, że człowiek "uzbrojony" w taką wiatrówkę z kilkusetkilogramowym niedźwiedziem nie ma szans - powiedział i podkreślił.
"Zwierzyna straciła jakikolwiek respekt, strach przed człowiekiem. Penetruje siedziby ludzkie coraz bardziej i w ogóle się nie boi"
Strach mieszkańców
Boją się za to mieszkańcy podkarpacia. W lokalnych mediach oraz grupach m.in. na Facebook-u można znaleźć mnóstwo nagrań, na których widzimy obecność drapieżników wprost pod domami. Liczba takich doniesień znacznie wzrosła na przestrzeni ostatnich lat. Szczególnie dużo filmów pochodzi z powiatu sanockiego, w którym doszło do niedawnej tragedii oraz sąsiadującego z nim powiatu leskiego. Nagrania pokazują, że zapowiadane przez resort obroże na nic się nie zdają.
"Ta wizja, to trwać"
Pod koniec kwietnia ma odbyć się głosowanie nad odwołaniem szefowej MKiŚ Pauliny Hennig-Kloski. Zdaniem prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej, nawet jeśli dojdzie do zmiany na tym stanowisku, na próżno szukać szybkiej reakcji rządu.
"Obecna władza raczej nie stara się, żeby zapobiegać tego typu zdarzeniom, żeby racjonalnie zarządzać naszymi zasobami naturalnymi. Nie wiem, czy jeśli zmieni się szefostwo, to zmieni się podejście, bo jakąś swoją wizję mają. Ta wizja to jest trwać i administrować, zamiast cokolwiek zmieniać"
– powiedział, dodając, odwołania Hennig-Kloski i tak się nie spodziewa.