Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tajemnicze pożary wokół kluczowych obiektów wojskowych pod Warszawą. Element rosyjskiej wojny hybrydowej?

W zaledwie kilka dni doszło do serii niepokojących pożarów lasów w bezpośrednim sąsiedztwie strategicznych obiektów wojskowych w Zielonce pod Warszawą. Tereny te, na których znajdują się m.in. Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia (WITU) oraz Wojskowe Zakłady Elektroniczne (WZE), objęte są osłoną Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW). Z naszych informacji wynika, że na miejscu odkryto ślady mogące świadczyć o celowym, zaplanowanym podpaleniu. W kontekście fali rosyjskich aktów sabotażu w Europie incydenty te budzą najwyższy niepokój.

Z informacji, do których dotarliśmy, wynika, że ogień pojawiał się w okolicach poligonu w Zielonce kilkukrotnie w bardzo krótkich odstępach czasu.

Pierwszy z pożarów wybuchł 21 kwietnia około godziny 13:10. Dwa dni później, 23 kwietnia, ogień pojawił się ponownie w okolicach godziny 14:00.

Kolejne wezwanie straży pożarnej miało miejsce 24 kwietnia tuż przed godziną 13:00, tym razem w rejonie ulicy Krymskiej w Leśniakowiźnie. Ogniska pożarów były oddalone od siebie o około kilometr, jednak łączy je jeden mianownik: bliskość infrastruktury krytycznej – poligonu wojskowego, a także siedzib WITU oraz WZE.

Zamaskowane pułapki zapalające?

Okoliczności wybuchu ognia są wysoce zastanawiające. Z relacji osoby, która znajdowała się na miejscu zdarzenia w czasie trwania akcji, wynika, że w lesie natrafiono na ślady jednoznacznie wskazujące na celowe działanie. Odkryto tam specjalnie przygotowane, wykopane w ziemi niewielkie dołki, w których umieszczono żar, a następnie zamaskowano je piaskiem i patykami. W bezpośrednim sąsiedztwie tych pułapek zgromadzono stosy gałęzi.

Mechanizm działania miał polegać na tym, by podmuchy wiatru roznieciły żar, który z kolei miał przenieść ogień na przygotowane gałęzie i dalej na ściółkę leśną. W jednym z przypadków instalacja nie zadziałała tylko dlatego, że wiatr wiał w przeciwnym kierunku.

Obiekty takie jak Wojskowy Instytut Techniczny Uzbrojenia czy Wojskowe Zakłady Elektroniczne to absolutnie kluczowa infrastruktura dla bezpieczeństwa państwa. Z tego powodu znajdują się one pod stałą osłoną kontrwywiadowczą Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW). Seria pożarów w tak newralgicznym rejonie rodzi pytania o bezpieczeństwo tych instalacji i skuteczność działań prewencyjnych.

Pożary jako narzędzie dywersji

Eksperci od bezpieczeństwa nie mają wątpliwości, że celowe wywoływanie pożarów lasów wokół jednostek wojskowych i infrastruktury krytycznej to znany element rosyjskiej taktyki militarnej i wojny hybrydowej. Działania te wpisują się w doktrynę operacji poniżej progu otwartej wojny. Jest to metoda tania, niezwykle destrukcyjna, a jednocześnie dająca możliwość „wiarygodnego zaprzeczenia”. Pożar lasu zawsze można bowiem zrzucić na karb suszy, zmian klimatycznych lub przypadkowego zaprószenia ognia przez cywilów, co chroni państwo-agresora przed bezpośrednią odpowiedzią militarną.

Tego typu taktyka była już masowo stosowana przez Rosję na Ukrainie. Już w 2020 roku w Donbasie wybuchły potężne pożary lasów, o których wywołanie władze w Kijowie oskarżyły prorosyjskich separatystów używających amunicji zapalającej. Celem było zniszczenie naturalnych osłon ukraińskich jednostek, wymuszenie ich ewakuacji oraz zniszczenie infrastruktury. W tym samym czasie płonęły lasy w strefie wykluczenia wokół elektrowni w Czarnobylu. Ukraińskie służby informowały wówczas o znalezieniu ładunków zapalających w lasach. Działanie to miało wywołać panikę, a rosyjska dezinformacja natychmiast zaczęła rozsiewać fałszywe plotki o „radioaktywnej chmurze” zmierzającej nad Kijów i Europę. Obecnie, podczas regularnej wojny, Rosjanie używają dronów zrzucających termit oraz amunicji fosforowej do dosłownego wypalania ukraińskich pozycji.

Sabotaż na terenie NATO i UE

Zagrożenie nie dotyczy jednak tylko Ukrainy. W ostatnich latach służby wywiadowcze państw zachodnich – w tym polska ABW, brytyjskie MI5 czy niemieckie BND – alarmowały o zmasowanej kampanii sabotażowej organizowanej przez rosyjski wywiad wojskowy (GRU) na terenie Europy. Rosja, werbując wykonawców m.in. przez komunikator Telegram, zlecała już podpalenia magazynów, fabryk zbrojeniowych (np. zakłady Diehl w Niemczech czy BAE Systems w Wielkiej Brytanii), a także centrów handlowych w Polsce czy na Litwie.

Celowe podpalenie lasu wokół bazy wojskowej, poligonu czy węzła logistycznego wymusza wstrzymanie operacji wojskowych, ewakuację sprzętu i angażuje służby ratownicze, odciągając je od innych zadań. Z punktu widzenia planistów wojny hybrydowej metoda ta charakteryzuje się ogromną asymetrią kosztów – zorganizowanie podpalenia kosztuje zaledwie kilka tysięcy euro dla zwerbowanego sabotażysty, podczas gdy straty materialne i paraliż logistyczny idą w miliony. Co więcej, pożary wywołują u lokalnej ludności poczucie zagrożenia i chaosu, co jest jednym z głównych celów działań destabilizacyjnych wymierzonych w państwa NATO.

Nasza redakcja kontaktowała się z Komendą Wojewódzką PSP w Warszawie, Komendą Miejską PSP m.st. Warszawy oraz z Komendą Powiatową PSP w Wołominie. Do momentu publikacji artykułu - nie udało nam się uzyskać komentarza.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej