Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Niemcy opublikowali oficjalną mapę. Radioaktywne odpady mogą wylądować kilkanaście kilometrów od Polski

Niemcy mają tysiące ton najbardziej radioaktywnych odpadów świata i nigdzie nie mogą ich zakopać. Oficjalna mapa potencjalnych składowisk wygląda jak wyrok dla polskiego pogranicza. Dziesiątki wytypowanych obszarów leżą rzut beretem od Szczecina, Zielonej Góry czy Wrocławia.

Niemcy zamknęły ostatnie elektrownie jądrowe. Problem w tym, że prąd z nich przestał płynąć, ale odpady zostały. Kraj musi znaleźć ostateczne składowisko, czyli tzw. Endlager, dla około 27 tysięcy metrów sześciennych wysoce radioaktywnych materiałów. Procesem zarządza federalna spółka BGE, a sprawa trafiła właśnie w decydującą i najbardziej kontrowersyjną fazę.

Ta mapa powinna budzić niepokój Polaków

BGE wytypowało ponad 90 obszarów geologicznych, które spełniają warunki pod budowę głębokiego składowiska. Jak nałożymy tę mapę na granicę polsko-niemiecką, to krystalizuje się jednoznaczny obraz. Preferowane formacje skalne i złoża soli koncentrują się we wschodnich landach:

  • Brandenburgia - bezpośrednio przy Pomorzu Zachodnim i Ziemi Lubuskiej
  • Meklemburgia-Pomorze Przednie - tereny w bliskim sąsiedztwie Szczecina
  • Saksonia - przy granicy z Dolnym Śląskiem

To oznacza, że materiały radioaktywne przez następne setki tysięcy lat mogą wylądować w bardzo bliskim sąsiedztwie granicy z Polską.

Dlaczego akurat wschód? Bo zachód powiedział "nie"

Niemieccy geolodzy twierdzą, że kierują się wyłącznie twardymi danymi. Szukają stabilnych skał na głębokości kilkuset metrów. Zaklinają, że w ich działaniu nie ma żadnej polityki. Trudno jednak wierzyć tym zapewnieniom, wszak polityka i tak robi swoje.

Co się dzieje w tej sprawie? Bawaria protestuje, podobnie jak i Badenia-Wirtembergia. Zachodnie landy mają dość pieniędzy i dość wpływów, żeby skutecznie blokować inwestycje na swoim podwórku. Presja zatem przesuwa się na wschód, a więc tam, gdzie głos lokalnych społeczności jest słabszy.

Dla Polski to dzwonek alarmowy. Nie tylko ekologiczny. Składowisko przy granicy to realne zagrożenie dla infrastruktury, turystyki i wartości nieruchomości w całym pasie przygranicznym.

Decyzja zapada teraz, skutki odczują kolejne pokolenia

Ostateczny wybór lokalizacji zajmie Niemcom jeszcze trochę czasu. Ale właśnie teraz BGE zawęża listę potencjalnych kandydatur. Każda aktualizacja mapy po drugiej stronie Odry to konkretny sygnał dla mieszkańców zachodniego pogranicza. Nie ma tu miejsca na obojętność. Decyzje podejmowane w Berlinie przesądzą o tym, jak będzie wyglądało życie w polskich regionach przygranicznych przez dziesiątki pokoleń. I nikt nie pyta nas o zdanie.

AKTUALIZACJA

Co dalej? Będziemy monitorować kolejne decyzje BGE

Wybór ostatecznej lokalizacji dla niemieckich odpadów radioaktywnych to proces rozłożony na lata, ale kluczowe zawężenie stref poszukiwań (tzw. Standortregionen) ma nastąpić w nadchodzących miesiącach. Zarówno strona polska, jak i samorządy przygraniczne, muszą teraz bacznie przyglądać się działaniom spółki BGE. Jako redakcja będziemy na bieżąco analizować kolejne raporty niemieckiego rządu federalnego i natychmiast poinformujemy o każdej zmianie na oficjalnych mapach geologicznych, która mogłaby zwiększyć ryzyko dla zachodniej Polski.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej