Grzegorz Wszołek: W środę dwóch prokuratorów w obstawie policji weszło do budynku KRS, plądrując szafy sędziów rzeczników dyscyplinarnych. Czego szukali i co zabrano z sejfów?
Sędzia Przemysław Radzik: Mnie na miejscu podjętych działań nie było, ponieważ przebywam na urlopie, o czym prokuratura doskonale wiedziała – albo z dokumentów kadrowych w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie, albo po prostu stosując wobec mnie kontrolę operacyjną. Ludzie Waldemara Żurka zdawali sobie sprawę również z faktu, że w budynku KRS nie ma rzecznika dyscyplinarnego sądów powszechnych Piotra Schaba. Takie działanie jest zwykłym przestępstwem, ponieważ osoba, u której dokonuje się przeszukania, ma prawo być obecna na miejscu czynności, zawsze wzywa się też do dobrowolnego wydania rzeczy. Tutaj tego nie było. Poza tym gdy zarządza się przeszukanie, prokuratorzy wiedzą, czego szukać – konkretnych dokumentów, przedmiotów, akt, co jest wykazane w postanowieniu. Widziałem postanowienie o podjętych czynnościach od współpracowników i okazało się, że zabrano akta postępowań dyscyplinarnych prowadzonych wobec sędziów naruszających prawo. Rozwiercono zamki w naszych gabinetach, a następnie zniszczono lub uszkodzono szafy pancerne, zabierając wszystko, co tam się znajdowało, łącznie z moimi prywatnymi dokumentami, dotyczącymi m.in. stanu zdrowia czy korespondencji z obrońcami w wytaczanych mi postępowaniach dyscyplinarnych.
Próbował Pan skontaktować się z prokuratorami na miejscu?
Usiłowałem podjąć kontakt telefoniczny z prokuratorem poprzez osobę trzecią, ale żaden nie odważył się podejść do telefonu i nie chciał ze mną rozmawiać. Chodziło mi o to, żeby wstrzymali się z podjętymi czynnościami do momentu przyjazdu sędziego Schaba i mnie, zaplombowali gabinety, słowem – aby dokonać przeszukania w cywilizowany sposób. Natomiast zapadła niestety decyzja, że będziemy wiercić, niszczyć, urządzać pokaz instytucjonalnego bezprawia i państwowego bandytyzmu, dokładnie wtedy, kiedy rząd w Sejmie prezentował projekt tzw. ustawy praworządnościowej. Wejście do KRS było demonstracją państwowego bandytyzmu. A po co to robiono? By uzyskać akta z prowadzonych, najczęściej zamkniętych, spraw dyscyplinarnych. To sytuacja bez precedensu w III RP. Wprawdzie w lipcu 2024 r. prokurator rozbił nam szafę i zabrał akta, ale przynajmniej wtedy wskazał, jakich akt szuka ze wskazaniem sygnatur. Zabrano mi dokumenty, bez mojej obecności, nie dostałem żadnego pokwitowania. Okradziono mnie – mówiąc wprost – z moich prywatnych rzeczy. Nie zrobiono nawet spisu tego, co zabrano z budynku KRS.
Czy zabrano akta z postępowań dyscyplinarnych prowadzonych wobec Waldemara Żurka?
Nie mieliśmy otwartych postępowań dotyczących ministra Żurka z czasów, gdy był sędzią, ponieważ część tych spraw została nam zabrana przez prokuratorów, którzy weszli do KRS w lipcu 2004 r. W sejfach znajdowały się akta dotyczące spraw otwartych, które rzecznik dyscyplinarny, podobnie jak prokurator, ma dla siebie, żeby je wykorzystywać potem ewentualnie w sądzie. Te, które mi zabrano, to były akta spraw zakończonych. Jeszcze co do dokumentów obejmujących sprawy dyscyplinarne pana Żurka – znajdowały się tam akta spraw zakończonych albo umorzonych przez nas, lub też takich, których kopie przesłano do sądów.
Rzecznik Prokuratury Krajowej Anna Adamiak twierdzi, że działania nie miały związku z pracami Krajowej Rady Sądownictwa. Stoi też na stanowisku, że nie jest Pan zastępcą rzecznika dyscyplinarnego sądów powszechnych, bo ówczesny minister Adam Bodnar Pana zdymisjonował i wybrał Joannę Raczkowską na funkcję rzecznika, która z kolei powołała swoich zastępców.
To kompletnie niedorzeczne tłumaczenia. Zarówno minister Adam Bodnar, jak i później Waldemar Żurek nie mieli prawa odwołać rzeczników dyscyplinarnych i ich zastępców, a tym samym powołać rzeczników w terenie. To wynika z uchwał Krajowej Rady Sądownictwa, ale przede wszystkim z orzecznictwa Sądu Najwyższego. Szczególnie polecam pani Adamiak treść uchwały SN z 8 grudnia, która jest dostępna w internecie – sąd piórem m.in. sędziego Wiesława Kozielewicza wyraźnie stwierdził, kto jest rzecznikiem dyscyplinarnym i dlaczego minister sprawiedliwości nie mógł odwołać rzeczników dyscyplinarnych w trakcie trwania kadencji. Sprawa nielegalnego odwołania Schaba, mnie i Lasoty jest zgłoszona ponadto do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Pani Adamiak mija się z prawdą – nie ma drogi prawnej do naszego odwołania.
Czy ustawa o ustroju sądów powszechnych nakłada obowiązek respektowania czteroletniej kadencji rzecznika dyscyplinarnego i jego zastępców? Czy są warunki, po spełnieniu których można Pana odwołać?
Dokładnie tak, ustawa nie pozostawia wyboru i nie ma jakichkolwiek możliwości naszego odwołania przed upływem kadencji, która mija w czerwcu. Ustawodawca, tworząc instytucję rzecznika głównego i jego dwóch następców, obwarował tę instytucję silną niezależnością od władzy wykonawczej, czyli od wszelkich nacisków w celu ich odwołania. Tak naprawdę na mocy tych przepisów rzecznik może tylko umrzeć, zrzec się samodzielnie stanowiska albo być zniesiony z tej funkcji wyrokiem sądu dyscyplinarnego. Ewentualnie można zmienić ustawę w trakcie trwania kadencji. Natomiast żaden z tych elementów tutaj nie zachodzi, a minister, mówiąc o „lukach prawnych”, wystawia się na śmieszność, co wypunktowała nawet Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Nie ma żadnej luki w prawie, a minister sprawiedliwości nie posiada nadzoru nad rzecznikiem dyscyplinarnym. W tej relacji rzecznik dyscyplinarny może grzecznościowo wysłać odpis skierowania wniosku o ukaranie sędziego czy postanowienie o stawianym zarzucie, ale to wszystko.
„Gdy instytucje państwowe blokują dostęp do akt i łamią prawo – wkracza prokuratura. Tak to wygląda w państwie prawa. A gdy mówimy o neo-KRS, czyli organie ukształtowanym w sposób wadliwy, dopowiem – nikt nie może zasłaniać się budynkiem ani uzurpowanym stanowiskiem, by stać ponad prawem” – powiedział po akcji w siedzibie KRS Waldemar Żurek. Jak Pan Sędzia skomentuje te słowa?
Minister Żurek usiłuje zgrywać szeryfa, ale nie stoi za nim prawo, tylko bezprawie. Pan minister w końcu był jeszcze niedawno sędzią. Powinien posiadać elementarną wiedzę o orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z marca 2019 r. czy o wspomnianej uchwale Sądu Najwyższego. Kierowanie ministerstwem i prokuraturą nie pasuje do obrazków z medialnym show. To są poważne instytucje. Pojawiają się też głosy, że Żurek siłowo rozpędzi KRS. Moim zdaniem tak się nie stanie, ponieważ za dwa miesiące będą wybory do Krajowej Rady Sądownictwa – na podstawie tej samej ustawy, którą uważa minister za niezgodną z konstytucją. I wtedy nowa KRS będzie dla niego legalna. W środowisku resortu sprawiedliwości dominuje kompletny brak logiki. Z jednej strony KRS jest według nich nielegalna, bo posłowie wybrali sędziów do KRS. Ale teraz ci sami politycy, tylko że koalicji, wybiorą członków KRS i procedura zacznie być legalna.
Czy analogiczna do odwołania Państwa Sędziów byłaby sytuacja, w której inny organ – np. prezydent – nagle ogłasza dymisję ministra sprawiedliwości?
Na przykład albo prezydent uzna, że akt powołania na sędziego jest nieważny, bo go jednak nie uznaje, i cofnie nominację sędziemu Piotrowi Gąciarkowi. Analogie można mnożyć.
Czy w obecnej sytuacji będzie Pan – wraz z rzecznikiem dyscyplinarnym Piotrem Schabem i sędzią Michałem Lasotą – nadal wydawał decyzje? Sądy będą je respektować?
Tak, zapewniam, że będziemy działać dalej, bo za nami stoi prawo. Będę jak dotąd wykonywał swoje obowiązki i prowadził czynności, dopóki nie upłynie moja kadencja jako zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sądów powszechnych.