Wczoraj w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa kilkanaście godzin spędził sędzia Michał Lasota, legalny zastępca Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych.
„Wyszedłem około północy” - potwierdził w rozmowie z Niezalezna.pl. Jednoznacznie ocenił, to co się wydarzyło: „bezprawny najazd, o czym informowałem zarówno prokuratorów, jak i policjantów”.
Otoczony budynek
Prokuratorzy Tomasz Narłowski i Zbigniew Rzepa z Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej, od razu przyszli w asyście kilkudziesięciu policjantów.
„Budynek został otoczony. Początkowo nie mogłem wejść nawet na parking” – stwierdził s. Lasota.
„Oni byli gotowi, żeby siłowo szafy otwierać” – ocenił. - „Poinformowałem, że nie ma sędziego Schaba, sędziego Radzika. Zaproponowałem prokuratorom, żeby zaplombowali pokoje i przyszli w poniedziałek”.
„Od razu jednak była odmowa i wtedy ślusarz zaczął działać” – dodał.
Trzy nazwiska
Jak relacjonuje s. Lasota, nie otrzymał od prokuratorów postanowienia o przeszukaniu i żądaniu wydania rzeczy, a przecież dotyczyło akt postępowań m.in. przez niego prowadzonych.
„Wiem jednak, że postanowienie było wewnętrznie sprzeczne, bo w uzasadnieniu napisali, że żądają akt o wskazanych sygnaturach, a w sentencji ich nie podano” – podkreślił. – „Prokuratorzy miotali się, zabierali akta w sposób bardzo chaotyczny, bez żadnej konsekwencji w działaniu”.
Dowiedzieliśmy się jednak, że pytali o akta dotyczące Joanny Raczkowskiej, Tomasza Ulmana i Dominika Czeszkiewicza
„Tylko te nazwiska padły, jeśli chodzi o czynności prokuratorów” – dodał s. Lasota.
Czyli chodziło o postępowanie ws. konstytucyjnego zamachu stanu, które wszczął sędzia Radzik
Co ciekawe, jak wynika z komunikatu prokuratury, to właśnie Czeszkiewicz złożył zawiadomienie, po którym wszczęto śledztwo.
Zabierali, co popadnie
Co szczególnie mocno bulwersuje, nie sporządzono listy zabieranych dokumentów.
„Opisywano tylko teczki, a teczki to po prostu segregatory. Początkowo jeszcze akta próbowano pakować w bezpieczne koperty, ale później hurtowo wrzucano do kartonów, kartony ostreczowano i wywożono”
– przekazał.
„W mojej ocenie to nie było prawidłowe działanie, bo w tej sytuacji może być tak, że coś zginie, coś stanie dołożone i nikt nie udowodni na jakim etapie to się stało” – podkreślił zastępca RDSSP.
Dochodziło też do skandalicznych sytuacji. Zabezpieczono m.in. pismo, które mogło być objęte tajemnicą obrończą – sygnowane przez prokuratora, który jest obrońcą s. Radzika w jednym z postępowań dyscyplinarnych.
„Na co zwróciłem uwagę prokuratorom, ale nie zareagowali w żaden sposób” – przekazał s. Lasota.
Oczywiście, działania podejmowano również w pomieszczeniu przez niego zajmowanym.
„Opróżnili całą szafę pancerną, zabrali wszystko, łącznie z aktami spraw zakończonych wiele lat temu. Mimo moich uwag, że to co robią, jest zupełnie pozbawione sensu, brali jak leci” - dodał. - „Mówiłem, że niektóre dokumenty to skargi, które jeszcze nie zostały rozpoznane, ale też brali jak leci. Następnie przeszli do sekretariatu i zapytałem dlaczego nie biorą innych akt, powiedzieli: „bo to są skargi”. Mam wrażenie, że przyszli po określone akta, a zarazem chcieli wywołać efekt mrożący”.
Akcja bez żadnego sensu
Zdaniem s. Lasoty, wczorajsza akcja – poza tym, że bezprawna - była niezrozumiała.
„Absolutnie żadnego sensu nie widzę, poza takim politycznym, pokazem siły, manifestacją tego, jak praworządność rozumie minister Żurek”
– dodał.
Postanowienie o przeszukaniu wydano 14 stycznia, a akcję przeprowadzono po tygodniu. Akurat w dniu, gdy w Sejmie toczyła się debata o ustawie praworządnościowej, a sędziowie Schab i Radzik przebywali na urlopie poza Warszawą.
„A ja miałem zaplanowaną wokandę” – dodaje s. Lasota. Przypadek? – „Nie wierzę w zbiegi okoliczności”.
Będą kroki prawne
„Na koniec został sporządzony protokół przeszukania i około północy prokuratorzy i policjanci opuścili KRS. Nikt niczego nie deklarował, ale wynikało, że czynności zostały zakończone” – wyjaśnił s. Lasota, którzy podziękował adwokatom Magdalenie Majkowskiej i Bartoszowi Malewskiemu. - „Byli ze mną do samego końca, a ich wsparcie było bardzo duże”.
I podkreślił: „Z całą pewnością będziemy podejmowali działania prawne w związku z wczorajszymi wydarzeniami. Wspólnie ustalimy, jakie czynności podjąć. Myślę, że to będzie musiało się skończyć co najmniej zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa”.