Kilka dni temu Sejm przyjął ustawę o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE, przedłożony przez Ministra Obrony Narodowej. Projekt ma umożliwić Polsce wykorzystanie pieniędzy z unijnego programu SAFE, ale w ramach pożyczki. Polska złożyła wniosek o pożyczkę w wysokości ponad 43,7 mld euro, czyli prawie 200 mld zł.
Opozycja od początku wskazuje, że pieniądze trafią głównie do przemysłu zbrojeniowego we Francji i Niemczech, a także krytykuje brak przejrzystości projektów finansowanych z SAFE.
Jednocześnie, redakcja portalu Niezalezna.pl ujawniła, że największa dotacja - w ramach programu - ma być przyznana nie państwowemu podmiotowi, a prywatnej spółce Polska Amunicja, która ma bardzo głębokie powiązania z obecnym ośrodkiem władzy. W ramach SAFE ma otrzymać aż 2,3 mld euro na produkcję amunicji – ok 300 tys. sztuk.
Szczegóły w artykule: Afera z wydatkowaniem SAFE. Miliardy euro trafią do prywatnej firmy. Kieruje nią b. poseł KO
Wciąż bez odpowiedzi pozostaje pytania - ile procent środków realnie trafi do polskiej zbrojeniówki oraz - jakie podmioty będą objęte finansowaniem.
Ambasador Niemiec był w Sejmie - i nie tylko
W piątek, kiedy Sejm przegłosował ustawę wdrażającą SAFE, opinię publiczną poruszyła informacja, że czwartkowym obradom izby przyglądał się... ambasador Niemiec - Miguel Berger. Dyplomata pochwalił się swoją obecnością w polskim parlamencie na portalu X, gdzie ochoczo komentował dyskusje.
Śledziłem debatę SAFE w Sejmie. Zaskakujące kontrowersje wokół programu o wartości 150 miliardów euro, z którego Polska otrzymuje lwią część z 44 miliardów euro. SAFE ma na celu wzmocnienie europejskich zdolności obronnych. Biorąc pod uwagę zagrożenie ze strony Rosji, nie ma czasu do stracenia.
– napisał Berger wówczas na platformie X. Nie wspomniał jednak, że miliardy, o których mowa to kredyt, a nie darowizna.
Zobacz: Niemiecki ambasador bacznie obserwował obrady polskiego Sejmu. "Premierze, proszę wstać z kolan"
Okazuje się jednak, że wizyta w Sejmie nie była jedyną. Tydzień temu na LinkedIn, niemiecki ambasador opublikował zdjęcia z fabryki Airbus w Warszawie. I to w towarzystwie wicekanclerza Niemiec - Larsa Klingbeila.
Ważna wizyta wicekanclerza Larsa Klingbeila w Airbusie w Warszawie. Z około 1000 pracowników w Polsce i szeregiem ważnych kontraktów, takich jak A220 dla LOT-u, Airbus nadal się rozwija. Dzięki ogromnym inwestycjom w europejską obronność, w tym programowi SAFE o wartości 150 miliardów euro, z którego Polska otrzyma prawie 44 miliardy euro, firmy takie jak Airbus odegrają kluczową rolę w budowie silniejszej europejskiej bazy przemysłowej w dziedzinie obronności. Podziękowania dla dyrektora zarządzającego Francisco Javiera Mediny Guijo Sebastiana Magadzio i zespołu Airbusa.
– napisał.
SAFE: Niemcy znają listę, Polacy nie
Z podanej informacji wynika zatem, że Airbus to jeden z podmiotów, które wchodzą w skład "listy SAFE". Tylko dlaczego znają ją niemieccy politycy, a nie polska opinia publiczna? Na ten temat rozmawiano dziś w programie Michała Rachonia - na antenie Republiki.
"To jest grzech pierworodny tego kłamstwo i wielkie kłamstwo obecnej koalicji rządzącej, która opowiada nam, że mogli wskazać wszystko. I że to Sztab Generalny wskazywał listę zadań. Gdyby zapytać gen. Kukuły albo gen. Kuptela, Szefa Agencji Uzbrojenia, czy gdyby mógł dopisać do tej listy dwie eskadry F-35, wyrzutnie HIMARS, czy Patrioty, to myślę, że to by było na szczycie potrzeb, które by się znalazły. Ja znam tę listę. Znam 139 zadań, które zostały tam wskazane. I mogę powiedzieć, że tam jest wiele potrzebnych rzeczy. Tylko na miły Bóg - nie można robić projektu, w którym ogranicza się możliwość realizacji pewnych kontraktów, pewnych zadań, w oparciu o czas i zakres geograficzny. Dziś doskonale wiemy o tym, że wiele tego sprzętu, wiele tych zadań, wiele podmiotów, które zostały wskazane - zostały wskazane konkretnym spółkom. A te, mówiąc delikatnie, mają wątpliwą jakość i możliwość zrealizowania tego na odpowiednim poziomie"
- powiedział w Republice poseł PiS Andrzej Śliwka.
Na tę wypowiedź zareagował Rachoń. "Zna pan listę. Zdaje się, że zna ją też częściowo ambasador Niemiec. Zabrał wicekanclerza Niemiec do fabryki Airbusa, spotkał się z polskim ministrem finansów, wrzucił na LinkedIn komentarz, że Airbus będzie częścią programu SAFE, w którym Polska ma ogromne znaczenie. I duża część tych pieniędzy będzie wydawana właśnie w Polsce. To jak to rozumieć? Ambasador wie, że znajdzie się na tej liście Airbus czy go nie ma?" - zapytał.
"Nie udzielę informacji, bo nie mogę. Złamałabym tajemnicę. Kierwiński z Siemoniakiem by mnie ścigali. Ale mogę powiedzieć, że ambasador Niemiec zna tę listę. I to jest właśnie patologia tej całej sytuacji" - odparł Śliwka.
"Ambasador zna, a ja nie mogę? Nasi widzowie nie mogą?" - dopytywał dyrektor programowy stacji Domu Wolnego Słowa.
"Powiem więcej - kiedy oni złożyli ten wniosek pod koniec listopada, ja następnego dnia poszedłem do MON na kontrolę poselską - żeby poznać tę listę, Bo jako poseł nie wiedziałem, co rząd polski wysłał do KE, co się znajduje na tej liście. Czekałem trzy tygodnie, aż zostanie mi to udostępnione. Dyrektor departamentu informacji niejawnych powiedział mi, że nie wie, gdzie ten dokument jest. Wie, że jest bezpieczny, ale on nie wie, gdzie jest"
– tłumaczył poseł PiS.
I kontynuował: "Pan się uśmiecha, ja się uśmiecham. Ale ten pan był poważny. Najlepsza była to koincydencja czasowa, bo w tym samym czasie - 2 grudnia, Kosiniak-Kamysz udał się z wizytą do Berlina. Miały tam odbyć się również konsultacje dot. programu SAFE. Jeśli zostanę zapytany, co było grzechem pierworodnym tego projektu, oprócz warunkowości, która jest patologiczna - wniosek został wysłany bez akceptacji sejmowej komisji obrony narodowej, bez akceptacji prezydenta. Przed przyjęciem przez Sejm programu rozwoju Sił Zbrojnych. W związku z powyższym - ciężko mówić o tym, że tam były wskazane priorytety".