Tysiące zmanipulowanych
Ponad 100 tys. osób pojawiło się na partyjnym wiecu opozycji, zorganizowanym przez Koalicję Obywatelską. Aktywiści od rana byli zwożeni autobusami z całej Polski.
Ponad 100 tys. osób pojawiło się na partyjnym wiecu opozycji, zorganizowanym przez Koalicję Obywatelską. Aktywiści od rana byli zwożeni autobusami z całej Polski.
Jednym z projektów rządu Donalda Tuska była budowa w Polsce elektrowni atomowej. Taka inwestycje dałaby krajowi samowystarczalność energetyczną, poważnie wzmacniając nasze bezpieczeństwo. Choć wydano krocie, projekt nie wyszedł poza stadium planów. Dlaczego?
Wszyscy już znają haniebną i prymitywną wypowiedź Andrzeja Seweryna skierowaną do dzieci, który w wulgarny sposób nawoływał do nienawiści i agresji.
Próbę czasu zwycięsko pokonują pierwszorzędne dzieła sztuki drugorzędnej.
Czy demonstranci, którzy wczoraj życzyli wszystkiego najgorszego polskiemu rządowi, pamiętają, że te same formacje polityczne, które wspierają – choć pod innymi nazwami – obaliły 31 lat temu inny polski rząd, wywodzący się z tego samego obozu patriotycznego, co ten obecny? Zmieniło się tak wiele – a jednocześnie tak niewiele.
Złe wieści dla planujących zakup nowego samochodu. Jeśli odkładasz to na potem, już dziś musisz zacząć oszczędzać. UE w ramach walki ze zmianami klimatu i realizacji unijnego pakietu „Fit for 55” zamierza zastąpić dotychczasowe normy ekologiczne. Najbliższe regulacje, którym należy się bacznie przyglądać, to nowa norma emisyjna Euro 7 wprowadzana na rynku silników spalinowych, poprzedzająca zakaz produkcji i sprzedaży aut z takimi silnikami. Namieszać może także rozporządzenie w sprawie infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR), wyznaczające trudne do udźwignięcia obowiązki dla państw członkowskich.
Łukaszenka pokazuje wszędzie, gdzie tylko może, jak się cieszy, że na Białorusi będzie rosyjska taktyczna broń jądrowa. Radość wydaje się szczera albo Łukaszenka dobrze ją udaje. Zaproponował nawet, by Kazachstan przyłączył się do Państwa Związkowego Białorusi i Rosji (jest taki twór, jeśli ktoś zapomniał), to też dostanie bombę atomową.
Szymon Marciniak nie musi się tłumaczyć, gdzie bywa w wolnym czasie. Jest tylko sędzią piłkarskim, a nie w todze. Jego udział w biznesowym wydarzeniu organizowanym przez Sławomira Mentzena wywołał burzę na skutek donosu lewaków z nikomu nieznanego stowarzyszenia Nigdy Więcej.
„Sezon na kaczki się rozpoczyna” – to obok wulgarnych haseł przesłanie marszu, jaki poprowadził w Warszawie Donald Tusk. Jego uczestnicy próbowali hamować nienawiść, ale wyzierała z niemal każdego kadru. Wzięli trochę biało-czerwonych flag – najwyraźniej takie było tym razem partyjne zalecenie. Głupstwa, jakie opowiadają o frekwencji, można zbyć milczeniem – być może dziś, gdy czytają Państwo ten komentarz, propagandyści z PO wmawiają Wam, że był to marsz miliona ludzi.
Jacek Jaśkowiak powiedział w czasie manifestacji 4 czerwca, że w 1989 r. do zwycięstwa poprowadził nas Lech Wałęsa. Akurat Jaśkowiaka poprowadzić mógł ktoś zupełnie inny: Roman Kupijaj, ponieważ przyszły prezydent Poznania był wówczas aparatczykiem czerwonego Związku Młodzieży Wiejskiej, bratniej organizacji sowieckiego Komsomołu, którego szefem był Kupijaj, jednocześnie będący członkiem PZPR.
Polityka resetu, czyli otwarcia na wszechstronne relacje z Federacją Rosyjską, była pierwszą i najważniejszą decyzją Donalda Tuska po objęciu władzy.
W meczu hiszpańskiej La Liga piłkarz Realu Madryt był na stadionie w Walencji wyzywany od „małp” – Vinicius Junior jest ciemnoskórym Brazylijczykiem. Ze sprawy zrobił się wielki skandal w świecie sportu, a potem polityki.
Miałem pisać o czym innym, ale temat podrzucili mi sami Czytelnicy, a czyż może być dla piszącego ważniejsza instancja? Może niektórzy geniusze piszą „sobie a Muzom”, bo ich nazbyt na powszechny gust wyrafinowana twórczość znajduje niewielu odbiorców, ale ponieważ mnie to nie grozi, więc uważnie wsłuchuję się w głos mego suwerena, którym jest czytająca moje teksty publiczność.
Chyba mało kto spodziewał się w poniedziałkowy poranek, że prezydent Andrzej Duda podpisze ustawę o powołaniu komisji do spraw badania rosyjskich wpływów w polskiej polityce od 2007 roku. W uzasadnieniu decyzji Andrzej Duda właściwie zamknął temat. Rosyjskie wpływy i sympatie polityków zbadać trzeba. Kosztowały nas i kosztują wiele, a mogły – jeszcze więcej.
Po pięknym maju, w którym obchodziliśmy tyle wspaniałych patriotycznych uroczystości, przychodzi czerwiec. W kalendarzu III RP wybrzmiewa zwłaszcza czwarty dzień tego miesiąca.
Grand Press dumnie opisywany jest przez media funkcyjne względem totalnej opozycji jako „najbardziej prestiżowa nagroda medialna w Polsce”. Jedno trzeba jej przyznać – gala tej nagrody jest najbardziej widowiskowa. Blichtr, groteskowa pretensja, bucostwo przemówień i udawanie, że mamy do czynienia z czymś, przy czym Pulitzer może się schować.
80 tysięcy, 70 tysięcy… – to kwoty, które mocno uderzyłyby po kieszeni przeciętnego Kowalskiego. Ja też bym zauważył utratę takich środków, natomiast czy to problem dla Janusza Palikota czy Kuby Wojewódzkiego, śmiem wątpić. Oczywiście więc cieszy, że w dość oczywistej sprawie sąd tym razem nie obrócił zgodnie ze zwyczajami III RP kota płonącym ogonem i wydał wyrok skazujący. O co poszło?
Dwudniowa debata w Parlamencie Europejskim w Brukseli, czyli tzw. mini-sesja (w odróżnieniu od czterodniowej sesji w Strasburgu) miała przede wszystkim upłynąć pod znakiem unijnych połajanek Budapesztu. W agendzie pierwszego dnia znalazła się bowiem debata o „Łamaniu praworządności i praw podstawowych na Węgrzech i zamrożonych środkach finansowych UE”. Tymczasem cztery główne grupy polityczne po decyzji polskiego parlamentu i prezydenta o „Lex anty-Putin” przeforsowały debatę o Polsce. Ucieszyła się Moskwa i ucieszył się… Budapeszt, bo dzięki temu strzelano mniej do Madziarów, skupiając się na Rzeczypospolitej.